Nonsensy z nauki polskiej i zagranicznej
Blog > Komentarze do wpisu
Jak się robi newsy naukowe

Nie wtrącając się w dyskusję o ociepleniu klimatu, bardzo polecam tekst z bloga Doskonale Szare o tym, jak się robi newsy naukowe w Polsce, a jak w cywilizacji.

Zresztą nawet w cywilizacji nie zawsze współpraca z mediami wychodzi:

Kliknij tu

 

wtorek, 13 października 2009, anuszka_ha3.agh.edu.pl
Komentarze
pfg
2009/10/14 12:04:52
Zauważam i doceniam zastrzeżenia, iż nie wtrącasz się w dyskusję o ociepleniu klimatu, zwracam uwagę iż cytowany blog jest skrajnie jednostronny, pisany z wyraźną tezą i nie ma nic wspólnego z dyskusją naukową, rozumianą jako otwartość na poglądy, na argumenty i na krytykę. Ponieważ jednak blog ten przybiera zewnętrzne znamiona naukowości, on sam - moim zdaniem - godny byłby wpisu na Młodym Fizyku.
-
2009/10/14 16:13:16
Nie znam się. Nie jestem klimatologiem. Autor tamtego bloga wyróżnia się pozytywnie przynajmniej tym, że daje referencje do artykułów publikowanych w czasopismach naukowych. Z przeglądania jego bloga wyniosłam wrażenie, że on zajmuje się wyszukiwaniem cienkości w argumentach badaczy, których wyniki zaprzeczają tezie o globalnym ociepleniu z winy człowieka. Wyszukiwanie dziury w całym nie jest grzechem w debacie naukowej, a wręcz przeciwnie - jest jej podstawą. Więc z samego szukania dziur nie mogę autorowi robić zarzutów. Natomiast wartości merytorycznej tej debaty nie potrafię w tej chwili ocenić. Może masz rację, ale ja tego nie wiem.
-
2009/10/14 23:01:29
Co dobrego jest w nauce, to pewien stopien sprawdzalnosci hipotez poprzez obserwacje zjawisk naprawde isniejacych. Caly szum wokol emisji CO2 i katastrofy globalnego ocieplenia juz za pare lat stanowic bedzie blade wspomnienie, jak zaprzeszle spory o kolor flogistonu. Rzeczywistosc ma to do siebie, ze od czasu do czasu koryguje prognozy, nie zwracajac uwagi na wyniki glosowania w gremiach, chocby najbardziej utytulowanych i w togi przystrojonych.
Mam tylko nadzieje, ze nie znajdziemy sie znienacka ze zbiorowa reka w nocniku wobec zlekcewazonych zmian w oceanie swiatowym, zaniedbania likwidacji islamu i hipertolerancji dla jedynie slusznej koncepcji wszystkiego dobrego. Mala to nadzieja...
-
2009/10/17 02:07:45
@bezportek
konsensus w nauce jest taki, że zmiany klimatyczne nam poważnie grożą
konsensus w szeroko pojętym tak zwanym świecie muzułmańskim natomiast jest taki, że terroryści i oszołomy religijne to głupi ekstremiści
tak zwany świat chrześcijański też miał i ma swoich ekstremistów i terrorystów
konfrontuj swoje przekonania z rzeczywistością raz na jakiś czas
-
2009/10/17 11:32:39
@bezportek
"likwidacji islamu" ???

Chyba pomylił Pan blogi.
-
2009/10/23 18:14:56
Przynajmniej od strony organizacji naukowych jestesmy w nauce blisko konsensusu wokol antropogenicznego pochodzenia climate change, przynajmniej stanowiska wielu organizacji naukowych
(w tym np. American Physical Society i American Institute of Physics, zeby bylo fizycznie) zebrane tu:
en.wikipedia.org/wiki/Scientific_opinion_on_climate_change
o tym swiadcza.
Moge sie zgodzic z PFG ze perfectgreybody jest skrajnie jednostronny ale on po prostu prezentuje stanowisko nauki.
Niestety, przykro, ze nawet fizycy w Polsce nie wiedza, ze sa "twarde fizyczne" , pochodzace z kilku niezaleznych pomiarow (entalpia oceanow, bilans radiacyjny mierzony satelitarnie) dowody na to ze uklad klimatyczny (nasza plenata) nie jest w stanie (dlugokresowej) quas-rownowagi temodynamicznej, a ogrzewa sie. Strumien energii (0.7-0.9 W/m2) pochodzi od nasilajacego sie efektu cieplarnianego spowodowanego wzrostem koncentracji CO2 I innych gazow cieplarnianych, a badania izotopowe jednoznacznie dowodza ze ta nadwyzka CO2 pochodzi ze spalania paliw kopalnych.

-
2009/10/24 13:01:01
@bezportek
Zauwaz, ze jednym z najwiekszych problemow zwiazanych z oceanami jest wzrost ich kwasowosci,powodowany wzrostem zawartosci CO2 w wodach wszechoceanu, np:
www.pmel.noaa.gov/co2/OA/
Co do likwidacji islamu nie bede sie wypowiadal, brzmi to jednak conajmniej dwuznacznie, zwlaszcza w kontekscie oststniego stwierdzenia.
-
Gość: zaciekawiony, ip-81-15-132-4.unregistered.net.exatel.pl
2009/10/25 17:52:02
Wydaje mi się, że gdzieś się nam zagubił sęs wpisu - newsy naukowe i nie tylko, bywają koszmarne. Już choćby dwa newsy o trzęsieniu ziemi (autentyk)i: "Do trzęsienia doszło na oceanie indyjskim na głębokości 55 km" i "do trzęsienia doszło na głębokości 55 km pod dnem oceanu..." - różnica niby nie wielka, ale wiele osób zastanawiało się potem jak to możliwe, skoro najgłębsze miejsce w oceanie, to niespełna 10 km. Często porównania których używają naukowcy, bywają przedstawiane dosłownie.
-
2009/10/26 09:00:11
Oj, widzę że krakowscy fizycy nie wybaczyli mi krytyki twórczości prof. Bodka...

"Zauważam i doceniam zastrzeżenia, iż nie wtrącasz się w dyskusję o ociepleniu klimatu, zwracam uwagę iż cytowany blog jest skrajnie jednostronny, pisany z wyraźną tezą i nie ma nic wspólnego z dyskusją naukową, rozumianą jako otwartość na poglądy, na argumenty i na krytykę."

Jasne, że mój blog jest jednostronny, tak jak jednostronny jest np. Bad Astronomy, gdzie nie dopuszcza się do głosu astrologów i oszołomów spod znaku Moon Hoax.

Faktycznie też mój blog nie ma nic wspólnego z "dyskusją naukową" -- jej miejsce nie jest bowiem na blogach, ale w branżowych periodykach i na konferencjach.

Moim celem jest natomiast prostowanie przekłamań pojawiających się w dyskursie publicznym, bo ludzie o których piszę najczęściej (np. prof. Jaworowski) świadomie wybrali właśnie takie terytorium, wiedząc że na polu naukowej dyskusji zwyczajnie nie mają szans.

"Ponieważ jednak blog ten przybiera zewnętrzne znamiona naukowości, on sam - moim zdaniem - godny byłby wpisu na Młodym Fizyku."

Bring it on ;)
-
pfg
2009/10/26 16:34:03
@perfectgreybody

Z twoim blogiem zetknąłem się w marcu, gdy w tym oto wątku na grupie Usenet pl.sci.fizyka Szymon Malinowski go przywołał (i pochwalił). Zapoznałem się z ówczesną zawartością bloga, a swoją opinię o nim zawarłem w liście z 4 marca w cytowanym wątku. Zdanie swoje podtrzymuję, więc żeby P.T.Czytelnikom oszczędzić klikania, cytuję to, co wówczas napisałem:

Cały blog mógłby służyć za przykład tego, jak
NIE należy prowadzić polemiki naukowej - blog po prostu ocieka
argumentami ad hominem i wyśmiewaniem adwersarzy. Nasze poglądy są słuszne, bo popiera je czterystu utytułowanych specjalistów, a ci, którzy je zwalczają, nie są utytułowani. A jeśli, niestety, są (Komitet Nauk Geologicznych PAN?), to powinni się wstydzić. Wykładu profesora Bodka co prawda nie słyszeliśmy, ale ponieważ dobrze wiemy, jak on mógł wyglądać, daje nam to prawo do wyśmiewania się z Bodka. Żenada. Bodek, Jaworowski i członkowie Komitetu Nauk Geologicznych być
może głęboko błądzą, ale przynajmniej błądzą pod własnymi nazwiskami.
Autor bloga wyznaje widać zasadę nomina sunt odiosa, ale wyznaje
ją wybiórczo, bo nie podaje tylko własnego nazwiska. Oddając autorowi
bloga sprawiedliwość, nie twierdził on nigdy, że będzie prowadził
polemikę naukową; jak można wnosić z pierwszego wpisu, autorowi chodzi
o dostarczanie argumentów dziennikarzom.
Odsnośnie do stanowiska Komitetu Nauk Geologicznych PAN, to zawarta
na blogu polemika jest chybiona z tego względu, iż Komitetowi Nauk
Geologicznych chodzi przede wszystkim o to, czy podejmowane konkretne decyzje są słuszne, czy nie, do *tego* zaś blogowa polemika zupełnie się nie odnosi. Tymczasem nawet przyjmuijąc, że (i) mamy
obecnie do czynienia z ociepleniem klimatu i że (ii) ocieplenie to jest antropogenne, zasadne jest pytanie, czy proponowane forsowne i bardzo kosztowne ograniczanie emisji przemysłowych gazów cieplarnianych będzie skuteczne. Ani na rzeczonym blogu, ani w innych miejscach przekonywających argumentów za tą tezą nie znalazłem. (Pytanie: co z rolnictwem? Rolnictwo generuje mnóstwo gazów cieplarnianych, wedle niektórych szacunków więcej, niż przemysł.) A może lekarstwo będzie gorsze od choroby? Ha, samo zadawanie takiego pytania świadczy o tym, że pytający jest niedouczonym sceptykiem, który nie zna swojego miejsca w szeregu, a powinien z otwartą gębą chłonąć argumenty autorytetów.

Ja jestem fizykiem, ale na kimacie i globalnym ociepleniu znam się jak
kura na pieprzu. Nie, nie zamierzam zapoznawac się z tysiącami
artykułów źródłowych, nie mam na to ani czasu, ani ochoty.
Myślę, że osoby mojego pokroju można potraktować jak inteligentnych laików, którym rzetelnie wytłumaczy się co i jak, rzetelnie i bez
złośliwości przedstawiając stanowisko przeciwników. Jeżeli głownym argumentem jest ośmieszanie przeciwników i powoływanie
się na autorytety, to ja, inteligentny laik, zaczynam podejrzewać, że coś z tą argumentacją jest nie tak. Dochodzę wobec tego do
wniosku, że jeżeli nawet autor bloga merytorycznie ma rację - czego
nie wiem - to taka prezentacja poglądów jest przeciwskuteczna, zraża
bowiem tych, których rzekomo chce przekonać.

Paweł "naukowy beton" Góra
-
2009/10/26 17:31:41
Wykładu profesora Bodka co prawda nie słyszeliśmy, ale ponieważ dobrze wiemy, jak on mógł wyglądać

No nie, akurat wykład Bodka jest na sieci: users.uj.edu.pl/~ufbodek/EJ_FiM/EJ_FiM_a.htm
-
2009/10/26 19:33:16
Jak rozumiem, dr Góra dał upust silnym emocjom gdy zapoznał się on z krytyką wykładu prof. Bodka. Nie będę powtarzał tego co już wielokrotnie pisałem (o tym czym jest "polemika naukowa", gdzie jest jej miejsce i dlaczego "sceptycy" wybrali inne reguły gry, itd), nie będę też licytował się na to co jest bardziej żenujące - anonimowa krytyka utytułowanych naukowców czy to, że ci naukowcy zapomnieli podstaw warsztatu metodologicznego.

Pozwolę sobie jednak sprostować pewną nieścisłość -- dr Góra twierdzi, że "Komitetowi Nauk Geologicznych chodzi przede wszystkim o to, czy podejmowane konkretne decyzje są słuszne, czy nie, do *tego* zaś blogowa polemika zupełnie się nie odnosi."

Jak łatwo sprawdzić, nie jest to prawdą. Treść "stanowiska" omawia "10 fundamentalnych aspektów tego problemu, nierozerwalnie związanego z funkcjonowaniem geosystemu - skomplikowanej współzależności procesów zachodzących w litosferze, hydrosferze, atmosferze i biosferze".

Z tych 10 punktów większość dotyczy właśnie kwestii naukowych, a nie politycznych i gospodarczych. Większość jest też albo błędna (i to na elementarnym poziomie, jak pokazałem u siebie na blogu), albo bez znaczenia dla istoty problemu -- bo np. tektonika płyt i wypiętrzanie się gór nie ma większego wpływu na system klimatyczny w skali stuleci. Tylko dwa ostatnie punkty zahaczają o procesy decyzyjne, przy czym też wyraźnie widać, że autorzy stanowiska nie do końca mają pojęcie jakie decyzje były, są i mogą być podejmowane (np. fragment o "ograniczeniach emisji jedynie wybranych gazów cieplarnianych" pokazuje, że nie wiedzą jaki inwentarz gazów obejmuje UN FCCC).

Widzę też pewną barierę: dr Góra stawia konkretne pytania (np. o technologie mitygacyjne dla sektora rolniczego), po czym od razu deklaruje że ani nie ma zamiaru zapoznawać się z tysiącami artykułów źródłowych, ani "chłonąć argumenty autorytetów". Ciekawi mnie zatem, jak w takim razie chciałby uzyskać odpowiedź na swoje pytania?
-
pfg
2009/10/26 20:12:05
Istotnie, bardzo łatwo sprawdzić, o co Komitetowi Nauk Geologicznych chodzi, bo piszą to explicite w pierwszym paragrafie: o "propozycje kroków zaradczych", które mogą okazać się przeciwskuteczne. Jak KNG argumentuje, nie mnie oceniać, mogę się zgodzić, że głupio, ale o owe kroki własnie chodzi. Poziom emocji w dyskusji o tym, czy globalne ocieplenie zachodzi, czy nie, a jeśli tak, to czy jest antropogenne, tylko pozornie wiąże się z kwestią naukową - czy mianowicie globalne ocieplenie ma miejsce. Emocje budzą własnie proponowane działania zaradcze. Ludzie od globalnego ocieplenia stosują zasadę pars pro toto: jeżeli uważasz, że globalne ocieplenie ma miejsce, musisz zaakceptować proponowane przez nas środki zaradcze. Niestety, przeciwnicy owych środków pozwolili sobie ten tok rozumowania narzucić, wobec czego nie walczą z proponowanymi środkami, a z samą tezą, iż globalne ocieplenie ma miejsce.

Nie chodzi mi o Bodka, z którym łączy mnie tylko miejsce pracy. Chodzi mi o styl argumentacji.

A jak mnie przekonać? Przecież napisałem. Ponieważ "inteligentni laicy" nie posiadają wiedzy eksperckiej, chcieliby zaufać ekspertom. Ale zamiast ekspertów słyszą ludzi, którzy przeciwników ośmieszają, zaprzeczają istnieniu jakichkolwiek luk w swoim rozumowaniu (nie wykazują, że luk nie ma, tylko z góry im zaprzeczają), uciekają się do argumentacji ad hominem, do argumentu z autorytetów, nie wykazują dobrej woli w dyskusji i w dodatku wolą pozostawać anonimowi. To nie jest argumentacja, która budzi zaufanie. W ten sposób możecie przeciwników zakrzyczeć, ale nie zdobędziecie niczyjego zaufania.
-
2009/10/26 20:57:17
@pfg
"Tymczasem nawet przyjmuijąc, że (i) mamy
obecnie do czynienia z ociepleniem klimatu i że (ii) ocieplenie to jest antropogenne, zasadne jest pytanie, czy proponowane forsowne i bardzo kosztowne ograniczanie emisji przemysłowych gazów cieplarnianych będzie skuteczne. Ani na rzeczonym blogu, ani w innych miejscach przekonywających argumentów za tą tezą nie znalazłem."

Tu jakby 2 watki: pierwszy poddaje pod watpliwosc (nawet przyjmujac), ustalenia wspolczesnej nauki. Jak ktos nie ma ochoty zapoznac sie choc z naukowym ABCzagadnienia wielokrotnie przywolywanym w postach na blogu i zlinkowanym obok, chocby na poziomie popularno-naukowym
np. do:
www.aip.org/history/climate/
to chyba nie powinien uwazac sie za "naukowy beton" , a po prostu za beton bez zadnych "przymiotnikow niwelujacych" ( za Fedorowiczem: przyklad demokracja socjalistyczna :)".
Druga czesc zdania jest konsekwencja pierwszej. Tak dlugo, jak nie przyjmie sie jej za aktualny paradygmat naukowy, nie ma sensu zabierac sie za zagadnienia ekonomiczne, albo latwo je kontestowac i twierdzic co napisano.

Teraz bez wycieczek. Z globalnym ociepleniem jest strasznie trudno, bo trudno swiadomie przyjac do akceptujacej wiadomosci ze to pierwszy realny problem cywilizacyjny ( w sensie calej cywilizacji ludzkiej) spowodowany ograniczonoscia zasobow naszej planetyj. Limes. Granica. Do tej pory mozliwa byla praktyka chowania glowy w piasek: przenoszenia sie na inne miejsce, siegania po nowe zasoby bez powazniejszcyh konsekwencji dla rozwoju cywilizacji . Raport Rzymski wprawdzie pokazywal ograniczenia, ale dosyc naiwnie patrzac nan z dzisiejszej perspektywy.
Teraz sa twarde dowody (sklad izotopowy atmosferycznego CO2, prawa transferu radiacyjnego, bilans cieplny), ale czesto nie dociera to do swiadomosci, nawet osob skadinad otwartych i o szerokich horyzontach. Znacznie gorzej - to trudniejsze i naukowo i mentalnie - jest zrozumioec prognozy (projekscje) jakie moze to niesc konsekwencje. Nie latwo je skonsumowac: trzeba chocby zajrzec do podstaw. Wielu "swiatlych" widzi proble, jako "akademicki spor naukowy" typu czy teoria strun to fizyka czy nie ;). Nieststy, to spor z kategornii w ktorym kazdy bedzie musial wyrobic sobie zdanie, a konsekwencje dialan w tej sprawie beda brzemienne, niezaleznie od faktu co zrobimy (my jako ludzkosc). Uwagi typu "nie jestem klimatologiem" tu nie pomoga. To musi potrwac, to, w pewnym sensie (mozliwosc fizycznego zagrozenia) wiecej niz przewrot kopernikanski.

Naprawde, polecam Spencera Wearta i jego ksiazke wydana w serii "historia fizyki" American Institute of Physics, do ktotej link mozna znalezc wyzej....
-
2009/10/26 23:28:41
"Istotnie, bardzo łatwo sprawdzić, o co Komitetowi Nauk Geologicznych chodzi, bo piszą to explicite w pierwszym paragrafie: o "propozycje kroków zaradczych", które mogą okazać się przeciwskuteczne. Jak KNG argumentuje, nie mnie oceniać, mogę się zgodzić, że głupio, ale o owe kroki własnie chodzi."

Tytuł stanowiska mówi o "sprawie zagrożenia globalnym ociepleniem";
autorami są geolodzy;
95% treści stanowiska odnosi się do przyczyn zmian klimatycznych;
konkluzja mówi o dążeniu do "pełnego rozpoznania przyczyn zachodzących zmian klimatu";

a Pan utrzymuje, że chodziło tak naprawdę o "propozycje kroków zaradczych", czyli że nasi geolodzy z PANu postanowili wypowiedzieć się na temat decyzji politycznych, mechanizmów ekonomicznych oraz technologii mitygacyjnych, a więc zagadnień kompletnie niezwiązanych z zakresem ich kompetencji?

Bardzo mi przykro, ale jest Pan chyba jedyną osobą, która tak odczytuje stanowisko KNG -- wbrew intencjom samych autorów, którzy byli i są przekonani, że ocieplanie się klimatu oraz wzrost zawartości CO2 w atmosferze [...] mają charakter przede wszystkim naturalny. Tezy dotyczące "propozycji kroków zaradczych" mają charakter wtórny -- KNG wprowadził je jako wytłumaczenie pochodzenia teorii globalnego ocieplenia, jako owocu lobbingu określonych "kręgów".

Zresztą, żeby daleko nie szukać, weźmy "Rzeczpospolitą" i interpretację Tomasza Rożka (też fizyka, swoją drogą):

"Konsekwencją wiary w to, że człowiek odpowiada za zmiany klimatu, jest inwestowanie w zielone. Słowo wiara jest jak najbardziej na miejscu. Bo dane naukowe nie pozwalają na potwierdzenie tej tezy. W lutym tego roku naukowcy z Komitetu Nauk Geologicznych PAN stwierdzili, że nie ma dowodów na to, że to działalność człowieka wpływa na ocieplający się klimat."

Jak Pan widzi, Rożek odczytał stanowisko KNG PAN tak jak ja.

"Poziom emocji w dyskusji o tym, czy globalne ocieplenie zachodzi, czy nie, a jeśli tak, to czy jest antropogenne, tylko pozornie wiąże się z kwestią naukową - czy mianowicie globalne ocieplenie ma miejsce. Emocje budzą własnie proponowane działania zaradcze."

Jasne, zaakceptowanie antropogenicznego globalnego ocieplenia było kwestią trywialną, gdyby ta akceptacja nie musiała pociągać za sobą pewnych bolesnych decyzji. Niestety, ponieważ mało kto jest na nie przygotowany, więc rodzi się naturalny opór również wobec kwestii naukowych.

"Ludzie od globalnego ocieplenia stosują zasadę pars pro toto: jeżeli uważasz, że globalne ocieplenie ma miejsce, musisz zaakceptować proponowane przez nas środki zaradcze."

No cóż, wielkiego wyboru nie ma. Jeśli uważasz, że przyczyną AIDS jest HIV, aby zapobiec zarażeniu musisz zaakceptować konkretne środki zaradcze. Jeśli uważasz, że za obserwowane globalne ocieplenie odpowiadają emisje gazów cieplarnianych, też masz ograniczone pole manewru.

"Nie chodzi mi o Bodka, z którym łączy mnie tylko miejsce pracy."

Serio? A powiedziałby mu Pan "sorry kolego, straszne bzdury wygadujecie"?
Proszę zobaczyć, ile trwała epopeja medialna prof. Nazimka.
Proszę sprawdzić, czy jest jakaś silna reakcja środowiska naukowego wobec rewelacji prof. Majewskiej.

Naukowiec-akademik wciąż w tym kraju jest na samej górze rankingów zaufania społecznego, i pomimo tego niektórzy nie zdają sobie sprawy jak wielkich szkód może narobić wypowiedź jednego "profesora".

"A jak mnie przekonać? Przecież napisałem. Ponieważ "inteligentni laicy" nie posiadają wiedzy eksperckiej, chcieliby zaufać ekspertom."

Przecież wyżej deklarował Pan niechęć wobec "argumentów autorytetów"...

"Ale zamiast ekspertów"

Zamiast ekspertów? Chce Pan opinie ekspertów, to niech Pan poczyta źródłowe publikacje (tak, linkuję do nich u siebie na blogu)
-
2009/10/26 23:33:27
"słyszą ludzi, którzy przeciwników ośmieszają"

Ponieważ metody cywilizowanej, kulturalnej polemiki zawiodły -- i niezależnie od tego, że po każdym publicznym wystąpieniu takiego Jaworowskiego mieliśmy listy oburzonych naukowców (których nawet nie publikowano), bardzo chętnie dawano mu głos w kolejnej gazecie czy programie telewizyjnym.

Mam więc nadzieję, że jeśli nawet "przeciwnicy" mają głęboko merytoryczne argumenty, to być może będzie im przynajmniej wstyd, a w konsekwencji zastanowią się dwa razy zanim chlapną jakąś głupotę do kamery.

"zaprzeczają istnieniu jakichkolwiek luk w swoim rozumowaniu (nie wykazują, że luk nie ma, tylko z góry im zaprzeczają)"

Gdzie? W którym miejscu?

"uciekają się do argumentacji ad hominem, do argumentu z autorytetów"

Szczerze mówiąc już się pogubiłem -- przed chwilą był Pan gotowy "zaufać ekspertom", a teraz znów odrzuca Pan argument z autorytetu?

Jeśli przyjdzie do Pana student, którego praca zaliczeniowa będzie się opierać wyłącznie o sensacyjne treści znalezione w internecie, przeczące podstawowej literaturze przedmiotu -- to co, w ramach "otwartości na poglądy" przyjmie ją Pan, czy też może odwoła się Pan do "argumentu z autorytetów" i każe studentowi jeszcze raz przeczytać podręczniki?

"nie wykazują dobrej woli w dyskusji i w dodatku wolą pozostawać anonimowi. To nie jest argumentacja, która budzi zaufanie. W ten sposób możecie przeciwników zakrzyczeć, ale nie zdobędziecie niczyjego zaufania."

Nie jestem powiązany z żadnym NGO, nie startuję na urzędy publiczne, więc zdobywanie czyjegokolwiek zaufania nie jest moim priorytetem. W tym momencie interesuje mnie przede wszystkim wyeliminowanie pewnej patologii naukowo-dziennikarskiej, która niestety zbyt długo była już tolerowana.
-
pfg
2009/10/27 00:14:35
@whiteskies

Druga czesc zdania jest konsekwencja pierwszej. Tak dlugo, jak nie przyjmie sie jej za aktualny paradygmat naukowy, nie ma sensu zabierac sie za zagadnienia ekonomiczne, albo latwo je kontestowac i twierdzic co napisano.

A nie mówiłem, że bierzecie pars pro toto? Przecież tutaj napisałeś to czarno na białym: jeśli ktoś się zgadza z tym, że mamy globalne ocieplenie (przy czym, jak piszesz, jeśli się nie zgadza, to jest betonem), to koniecznie musi przyjmować proponowane środki zaradcze, pardon, technologie mitygacyjne. Doskonaleszary też pisze to expressis verbis:

zaakceptowanie antropogenicznego globalnego ocieplenia było kwestią trywialną, gdyby ta akceptacja nie musiała pociągać za sobą pewnych bolesnych decyzji

Otóż non sequitur. Ujmę to w postaci klasycznego rachunku zdań:

Niech p oznacza "mamy do czynienia z antropogenicznym globalnym ociepleniem". Niech q oznacza "takie a takie środki zaradcze są niezbędne". Wasza teza brzmi zatem
"jeżeli p, to q". Wy zajmujecie się uzasadnianiem przesłanki p. "Negacjoniści" zajmują się kwestionowaniem tejże przesłanki. I wy, i negacjoniści traktujecie natomiast samą implikację p- q jak - pozwolę sobie zacytować klasyka - oczywistą oczywistość. Ja tej oczywistości w żaden sposób nie widzę, a dowodu, a choćby przyzwoitego uzasadnienia, nie spotkałem.

Jeśli o mnie chodzi, to ja, przy mojej ograniczonej wiedzy, jestem skłonny uznać p (do czego nie przekonał mnie ani Doskonaleszary, ani inni ideolodzy ruchu), ale dalej nie widzę, jak miałoby z tego wynikać q. Taka była zresztą struktura mojej wypowiedzi, którą whiteskies zacytował, najwyraźniej nie rozumiejąc jej sensu. Cóż, moja wina, widać piszę w sposób zagmatwany.

@perfectgraybody

Usiłujesz mi wmówić, że ekspert i autorytet to to samo, że twoje odczytanie tekstu (tu: stanowiska KNG PAN) jest jedynie słuszne, inne zaś nie, wreszcie laikowi, który chciałby dać się przekonać ekspertowi, zalecasz, żeby sam stał się ekspertem lub spadał na drzewo. Jeżeli naprawdę myślisz, że taki sposób argumentacji może być skuteczny, to albo jesteś strasznym cynikiem, albo bardzo ci się dziwię.
-
pfg
2009/10/27 00:34:02
@perfectgraybody

Twój komentarz przyszedł, gdy zacząłem odpowiadać whiteskies, więc przyczytałem niezbyt uważnie i tak oto umknęło mi ostatnie zdanie:

W tym momencie interesuje mnie przede wszystkim wyeliminowanie pewnej patologii naukowo-dziennikarskiej, która niestety zbyt długo była już tolerowana.

Znaczy, jeśli ktoś pisze, że globalnego ocieplenia nie ma, to nie można tego tolerować? Więc co, trzeba tego zakazać? Odnosiłem wrażenie, że nauka musi być otwarta na krytykę i cierpliwie powinna odpowiadać na zarzuty merytoryczne, nawet te zbyt hałaśliwe i niezbyt rozsądne. Dobrej nauce polemika i odpieranie zarzutów, nawet tych niesłusznych, na ogół dobrze służy. Praktyka uczy jednak, że wariatów i niedouków nauka bardzo często po prostu ignoruje - na zasadzie, w wolnym społeczeństwie każdy ma prawo głosić bzdury, ale nie ma obowiązku reagowania na wszystkie głoszone bzdury - ale nigdy dotąd nie spotkałem się z wezwaniem do zakazu atakowania naukowych tez. W tym momencie nauka przestaje być nauką, i tak oto okazuje się, że Młody Fizyk jest właściwym miejscem do tej dyskusji.

Albo też uczciwie przyznaj, że cały spór jest w o wiele większym zakresie polityczny niż naukowy.
-
2009/10/27 09:07:11
"Usiłujesz mi wmówić, że ekspert i autorytet to to samo"

W tym kontekście? Tak, jedynymi autorytetami powinni być eksperci, co do czego wydawał się Pan mieć wątpliwości ("czterystu utytułowanych specjalistów" z drugiego komentarza).

"że twoje odczytanie tekstu (tu: stanowiska KNG PAN) jest jedynie słuszne, inne zaś nie"

Przypominam, że to Pan twierdził, że rzekomo niewłaściwie odczytałem treść stanowiska KNG, przez co moja polemika była "chybiona"...

"wreszcie laikowi, który chciałby dać się przekonać ekspertowi, zalecasz, żeby sam stał się ekspertem lub spadał na drzewo."

A gdzie to zalecam? Oczekuję tylko, że inteligentny laik (a tym bardziej praktykujący naukowiec), jeśli interesuje go jakaś kwestia (jak np. rola sektora rolniczego w produkcji GHG) będzie potrafił a) odszukać b) zapoznać się z podstawową literaturą przedmiotu (chociażby na poziomie samej lektury abstractów), albo przynajmniej popularnych jego opracowań. Są w końcu raporty IPCC (albo, w tej akurat kwestii FAO), gdzie ma Pan streszczenia zarówno dla ekspertów jak i laików. Jest wikipedia, zawierająca całkiem niezłe hasła dotyczące globalnego ocieplenia.

"Jeżeli naprawdę myślisz, że taki sposób argumentacji może być skuteczny, to albo jesteś strasznym cynikiem, albo bardzo ci się dziwię."

Cynicznie zauważę, że niechętnie, ale jednak przyznał Pan, że KNG argumentuje "głupio", więc nie jest tak źle z tą skutecznością.

"Znaczy, jeśli ktoś pisze, że globalnego ocieplenia nie ma, to nie można tego tolerować? Więc co, trzeba tego zakazać?"

To proszę zapytać gospodarz tego bloga o jej brak tolerancji wobec takich kwiatków... Jak widać, są inne metody walki z "nonsensami z nauki polskiej i zagranicznej", niż formalne zakazy.

"Odnosiłem wrażenie, że nauka musi być otwarta na krytykę i cierpliwie powinna odpowiadać na zarzuty merytoryczne, nawet te zbyt hałaśliwe i niezbyt rozsądne. Dobrej nauce polemika i odpieranie zarzutów, nawet tych niesłusznych, na ogół dobrze służy. Praktyka uczy jednak, że wariatów i niedouków nauka bardzo często po prostu ignoruje - na zasadzie, w wolnym społeczeństwie każdy ma prawo głosić bzdury, ale nie ma obowiązku reagowania na wszystkie głoszone bzdury - ale nigdy dotąd nie spotkałem się z wezwaniem do zakazu atakowania naukowych tez."

Ale przecież dowcip polega na tym, że NAUKA ignoruje wariatów i niedouków -- osoby będące bohaterami mojego bloga nie uczestniczą w normalnych konferencjach, nie publikują w branżowych czasopismach, i są wśród specjalistów powszechnie uznawani za oszołomów.

Dlatego wariaci i niedouki zmienili reguły gry -- zamiast "atakować naukowe tezy" tam gdzie taka działalność byłaby z pożytkiem dla wszystkich, poszli bezpośrednio do mediów, które chętnie łykają wszystko co mówi jeden czy drugi mądry profesor. I tak jak Pan pisze -- przez długi czas byli ignorowani przez środowisko naukowe, właśnie na zasadzie "każdy ma prawo głosić bzdury", po czym, piętnaście lat później, okazało się że wariaci i niedouki są w naszym kraju powszechnie uważani (nawet przez innych naukowców!) za ekspertów.

"W tym momencie nauka przestaje być nauką, i tak oto okazuje się, że Młody Fizyk jest właściwym miejscem do tej dyskusji."

Ale działalność Jaworowskiego czy Mastalerza, albo KNG PAN z nauką kontaktu nie miała od samego początku...

"Albo też uczciwie przyznaj, że cały spór jest w o wiele większym zakresie polityczny niż naukowy."

Jaki "spór"? Ten, w którym uczestniczy Komitet Nauk Geologicznych PAN? Zgadzam się, ten spór nie ma wiele wspólnego z nauką -- a w Pańskiej interpretacji stanowiska geologów ma nawet jeszcze mniej.
-
2009/10/27 09:38:04
Z zainteresowaniem śledzę argumentację obu stron. Perfectgreybody, rozumiem, że stawiasz tezę: Komitet Nauk Geologicznych PAN to grupa ludzi (przynajmniej w większości) niekompetentnych w sprawie ocieplenia klimatu. Czy dobrze rozumiem?

Pamiętacie, jakiś czas temu w Nature opublikowano newsa o prof. Giertychu i dinozaurach, jako ciekawostkę. Wywołało to serię listów z Polski i ze świata z wyrazami potępienia dla pseudonauki: tinyurl.com/yjl9o5l

Co by było, gdyby wiadomość o stanowisku KNG PAN posłać do Nature? Opublikowaliby? Pojawiłyby się głosy oburzenia? Jeśli dotąd tam się nie ukazała, to rozumiem, że przynajmniej nie stanowi owo stanowisko tak ewidentnego skandalu, jak smok wawelski Giertycha. Choć jest też druga możliwość, że nikt z Polski nie wysłał takiej wiadomości, bo wszyscy się z KNG PAN zgadzają. Może ty wyślij i zobaczymy, co się stanie?
-
2009/10/27 10:26:35
Jeszcze jedno do ciebie, Perfectgreybody. Zadałeś pytanie PFG, czy miałby śmiałość powiedzieć koledze z instytutu, że nie ma racji co do przyczyn globalnego ocieplenia. Moim zdaniem, śmiałość lub brak śmiałości może wchodzić w grę tylko wtedy, gdy mówimy coś komuś nie dysponując dowodami.

Na moim przykładzie: Mój bezpośredni szef, prof. Robert Hołyst, jest sceptyczny wobec tezy o antropogennym ociepleniu klimatu. Co więcej, mówi o tym studentom na wykładach. Ja z kolei nie mam zdania, bo się nie znam. Gdybym zgromadziła dowody, że mój szef nie ma racji, oczywiście powiedziałabym mu to. Bez strachu - bo nie ma możliwości, żeby naukowiec obrażał się na fakty.

W tej chwili takich dowodów nie mam. Dyskutowaliśmy nieraz o globalnym ociepleniu. Dałam mu linka do twojego bloga. Ucieszył się i podziękował, mówi, że da go studentom, aby poznali też argumenty drugiej strony.
-
2009/10/27 10:59:14
Naukowiec nie może obrażać się na fakty, ale przecież jeszcze skuteczniejsze jest podważanie faktyczności faktu.
-
2009/10/27 11:24:18
"Z zainteresowaniem śledzę argumentację obu stron. Perfectgreybody, rozumiem, że stawiasz tezę: Komitet Nauk Geologicznych PAN to grupa ludzi (przynajmniej w większości) niekompetentnych w sprawie ocieplenia klimatu. Czy dobrze rozumiem?"

Zgadza się.

"Co by było, gdyby wiadomość o stanowisku KNG PAN posłać do Nature? Opublikowaliby? Pojawiłyby się głosy oburzenia? Jeśli dotąd tam się nie ukazała, to rozumiem, że przynajmniej nie stanowi owo stanowisko tak ewidentnego skandalu, jak smok wawelski Giertycha. Choć jest też druga możliwość, że nikt z Polski nie wysłał takiej wiadomości, bo wszyscy się z KNG PAN zgadzają. Może ty wyślij i zobaczymy, co się stanie? "

Nie do końca rozumiem w jakiej postaci "Nature" miałoby opublikować coś takiego, bo przecież nie publikują "Policy statements" organizacji naukowych. Szkodliwość działań KNG PAN widzę (na razie) nie w psuciu wizerunku polskiej nauki -- po pierwsze, mimo wysiłków prof. Jaworowskiego, na razie niewiele osób słyszało o "Stanowisku...", po drugie środowisko naukowe przyzwyczaiło się, że wśród geologów poziom niekompetencji w kwestiach klimatycznych jest wyjątkowo wysoki (najlepszym przykładem jest Ian Plimer).

Prawdziwym problemem są natomiast szkody wyrządzone w kraju, bo opinia KNG, nierecenzowana i nieuźródłowiona, stała się czymś w rodzaju ostatecznego dowodu na "prawdę" o globalnym ociepleniu. Jeden przykład, z "Popularyzatorem Nauki 2008" w roli głównej, masz powyżej.

"Jeszcze jedno do ciebie, Perfectgreybody. Zadałeś pytanie PFG, czy miałby śmiałość powiedzieć koledze z instytutu, że nie ma racji co do przyczyn globalnego ocieplenia. Moim zdaniem, śmiałość lub brak śmiałości może wchodzić w grę tylko wtedy, gdy mówimy coś komuś nie dysponując dowodami."

Może także wchodzić w grę, gdy mówiąc coś komuś podważamy jego kompetencje, a przecież tytuł profesora nie pozbawia nikogo miłości własnej, wręcz przeciwnie. Czasami łatwiej machnąć ręką i uznać, że w końcu nie chodzi o nic ważnego, i niech ktoś sobie ma te własne poglądy.
-
2009/10/27 11:57:34
@perfectgreybody

Nie do końca rozumiem w jakiej postaci "Nature" miałoby opublikować coś takiego, bo przecież nie publikują "Policy statements" organizacji naukowych.

No dokładnie w takiej, jak opublikowali newsa o Giertychu. Przecież podałam linka, możesz sprawdzić: tinyurl.com/yjl9o5l

@kwik, perfectgreybody
Wykazanie błędu w rozumowaniu nie jest dla naukowca powodem do obrazy.
Stwierdzenie "oto dowód, że popełniłeś taki i taki błąd tu i tu" nie jest przecież argumentem ad personam.
-
2009/10/27 12:31:26
@perfectgreybody
środowisko naukowe przyzwyczaiło się, że wśród geologów poziom niekompetencji w kwestiach klimatycznych jest wyjątkowo wysoki

Ja jestem środowisko naukowe, ale na temat geologów wiem tyleż samo, co na temat ocieplenia klimatu, czyli nic. Mógłbyś więc uściślić? O jakim środowisku mówisz? Czym geolodzy zasłużyli sobie na taką opinię? Czy chodzi o geologów polskich, czy w ogóle? Jeśli geolodzy okazują się być niekompetentni, to dlaczego wypowiadają się w sprawach, które nie należą do ich dziedziny nauki? A może należą?
-
2009/10/27 12:34:11
@perfectgreybody
Może także wchodzić w grę, gdy mówiąc coś komuś podważamy jego kompetencje, a przecież tytuł profesora nie pozbawia nikogo miłości własnej, wręcz przeciwnie.

Jeśli sam jesteś naukowcem, to wnioskuję, że dokładnie z tego powodu wypowiadasz się anonimowo.
-
pfg
2009/10/27 13:36:26
@anuszka -

Co by było, gdyby wiadomość o stanowisku KNG PAN posłać do Nature? Opublikowaliby?

American Physical Society dyskutuje zmianę swojego oficjalnego stanowiska w sprawie zmian klimatu:
www.aps.org/units/fps/newsletters/200910/prosnitz.cfm
Jak widać, APS nie wstydzi się głosić tego publicznie. Jakiś czas temu doniosło o tym albo Science, albo Nature, w tej chwili nie pamiętam które, a nie mam czasu szukać. I co? I nic.

Jak łatwo zgadnąć, Lubos Motl na swoim blogu bardzo ekscytuje się mozliwą zmianą stanowiska APS :-)
motls.blogspot.com/2009/07/aps-is-reviewing-its-statements-on.html

APS nie podjęło jeszcze decyzji. Trzymajmy kciuki.
-
2009/10/27 13:55:42
@anuszka
"No dokładnie w takiej, jak opublikowali newsa o Giertychu."

Kontekst tamtej historii był trochę inny.

Przede wszystkim to nie był news o Giertychu, tylko news o Orzechowskim i burzy jaką wywołała jego wypowiedź w środowisku naukowym. O Giertychu wspomniano tylko w charakterze ciekawostki, co sprowokowało jego list do "Nature" i dalszą eskalację afery.
Nie sądzę, by dorównywał jej pod względem atrakcyjności medialnej news "kilku polskich geologów nic nie wie o globalnym ociepleniu", zwłaszcza że takich historii zdarza się w roku co najmniej kilka (przykład z Japonii).

"Stwierdzenie "oto dowód, że popełniłeś taki i taki błąd tu i tu" nie jest przecież argumentem ad personam."

Nie jest, ale pomimo tego niektórym trudno przyznać się do błędu. Popatrz na komentarze powyżej i ekwilibrystykę dra Góry w kwestii treści stanowiska KNG PAN...

"Ja jestem środowisko naukowe, ale na temat geologów wiem tyleż samo, co na temat ocieplenia klimatu, czyli nic. Mógłbyś więc uściślić? O jakim środowisku mówisz? "

Mówię o środowisku naukowców zajmujących się szeroko rozumianą "climate science".

"Czym geolodzy zasłużyli sobie na taką opinię?"

Po pierwsze, kilku najgłośniejszych kontrarian jest właśnie geologami (wspomniany Plimer, Carter, ostatnio twarzą ruchu stał się astronauta Apollo 17 Schmitt).
Po drugie, organizacje geologów (np. American Association of Petroleum Geologists) przez długi czas były ostatnim bastionem naukowego oporu wobec globalnego ocieplnia.

"Jeśli geolodzy okazują się być niekompetentni, to dlaczego wypowiadają się w sprawach, które nie należą do ich dziedziny nauki?"

A dlaczego prof. Jaworowski, albo prof. Bodek wypowiada się w sprawach, które nie należą do ich dziedziny nauki?
Nie mam pojęcia.
Jest coś w globalnym ociepleniu, co sprawia że rozsądni ludzie tracą możliwość racjonalnej oceny własnych kompetencji i postanawiają koniecznie zabrać publicznie głos.

"A może należą?"

To zależy. Większość geologów zajmujących się czwartorzędem całkiem dobrze się orientuje we współczesnej klimatologii.
-
2009/10/27 14:05:34
"American Physical Society dyskutuje zmianę swojego oficjalnego stanowiska w sprawie zmian klimatu:
www.aps.org/units/fps/newsletters/200910/prosnitz.cfm
Jak widać, APS nie wstydzi się głosić tego publicznie. Jakiś czas temu doniosło o tym albo Science, albo Nature, w tej chwili nie pamiętam które, a nie mam czasu szukać. I co? I nic."


"Dyskutuje", bo zażądało tego w petycji 50 członków APSu. Nie wstrzymywałbym oddechu jeśli chodzi o rezultat, podobnie jak w przypadku stanowiska GSA.

Jest jednak podstawowa różnica pomiędzy proponowaną przez "sceptyków" treścią opinii APS a tą wyprodukowaną przez KNG: ta pierwsza nie zawiera elementarnych błędów merytorycznych.
-
2009/10/27 14:43:09
@perfectgreybody

środowisko naukowe przyzwyczaiło się, że wśród geologów poziom
niekompetencji w kwestiach klimatycznych jest wyjątkowo wysoki

Czym geolodzy zasłużyli sobie na taką opinię?

Po pierwsze, kilku najgłośniejszych kontrarian jest właśnie geologami (wspomniany Plimer, Carter, ostatnio twarzą ruchu stał się astronauta Apollo 17 Schmitt).
Po drugie, organizacje geologów (np. American Association of Petroleum Geologists) przez długi czas były ostatnim bastionem naukowego oporu wobec globalnego ocieplnia.


Yy, zaraz... Ty mówisz, że geolodzy zasłużyli sobie na miano niekompetentnych w sprawach klimatu, ponieważ są przeciwni tezie o antropogennym globalnym ociepleniu. Jednak wcześniej argumentowałeś, że oni szkodzą sprawie globalnego ocieplenia, ponieważ są niekompetentni. Widzę tu błędne koło.
-
2009/10/27 14:56:21
bo zażądało tego w petycji 50 członków APSu. Nie wstrzymywałbym oddechu jeśli chodzi o rezultat

Gwoli wyjaśnienia, APS ma ok. 47000 członków.
-
2009/10/27 15:08:01
"Yy, zaraz... Ty mówisz, że geolodzy zasłużyli sobie na miano niekompetentnych w sprawach klimatu, ponieważ są przeciwni tezie o antropogennym globalnym ociepleniu."

Nie. Mówię, że stereotyp "niekompetentnego w kwestii zmian klimatu geologia" wziął się z konkretnych przypadków niekompetencji. Na czym polega ta niekompetencja -- to już inna kwestia. Przykładowo, wyżej dałem Ci link do wiki traktującej o książce Plimera, gdzie masz podane odnośniki do szczegółowej, strona po stronie krytyki zawartych w niej bzdur. Błędami merytorycznymi zawartymi w stanowisku KNG PAN zajmowałem się u siebie na blogu.

"Jednak wcześniej argumentowałeś, że oni szkodzą sprawie globalnego ocieplenia, ponieważ są niekompetentni. Widzę tu błędne koło."

Gdzie je widzisz?

Może sparsujmy tę sytuację:
Stanowisko geologów są konsekwencją ich niekompetencji.
Objawem niekompetencji jest stanowisko geologów.

Widzisz różnicę?
-
Gość: zaciekawiony, gw-biblio.ap.siedlce.pl
2009/10/27 15:36:52
To ja jeszcze tak, nie wtrącając się broń Boże do dyskusji o ociepleniu klimatu, podam link do ciekawego wpisu z Blog de Bart - również polecanego przez Przekrój - gdzie również jest coś o newsach naukowych
blogdebart.pl/2009/03/25/rozbierzmy-sobie-niusa/
-
2009/10/27 16:08:20
@pfg
" Przecież tutaj napisałeś to czarno na białym: jeśli ktoś się zgadza z tym, że mamy globalne ocieplenie (przy czym, jak piszesz, jeśli się nie zgadza, to jest betonem),

Pisze, ze jak ma opinie nie poparta jakimkolwiek skonsultowaniem sie z materialami z dziedziny (lacznie z popularno-naukowymi) i sie jej trzyma nie chcac zajrzec do zrodel to jest betonem :)

"to koniecznie musi przyjmować proponowane środki zaradcze, pardon, technologie mitygacyjne"

To ma swiadomosc koniecznosci podjecia srodkow zaradczych. Fakt, ze w wiekszosci sa to technologie mitygacyjne, ale do wyboru sa tez geoengineering, kolonizacja innych planet i pare innych sposobow przystosowania sie.
Zwracam jednak uwage na fakt, ze powaznie rozmawiac o srodkach zaradczych nie mozna podwazajac istote zagadnienia. Perfectgreybody ujak to dosadnie na przykladzie AIDS.

"Jeśli o mnie chodzi, to ja, przy mojej ograniczonej wiedzy, jestem skłonny uznać p (do czego nie przekonał mnie ani Doskonaleszary, ani inni ideolodzy ruchu), ale dalej nie widzę, jak miałoby z tego wynikać q. Taka była zresztą struktura mojej wypowiedzi, którą whiteskies zacytował, najwyraźniej nie rozumiejąc jej sensu. Cóż, moja wina, widać piszę w sposób zagmatwany. "

Tu rzeczywiscie sprawa jest trudna, a wynikanie nieoczywiste. Podobnie jak np. w wypadku przepisow o ruchu drogowym - nie ma zadnego prostego wynikania zwiazanego ze stosowaniem sie do przepisow i unikniecia wypadku. Co wiecej, wystarczy niewielka liczba kwestionujacych jawnie przyjete zasady, zeby doprowadzic do powaznego zagrozenia. I to nawet wtedy, gdy przyjete rozwiazania sa dalekie od optymalnych.

-
2009/10/27 16:15:48
@anuszka

"Na moim przykładzie: Mój bezpośredni szef, prof. Robert Hołyst, jest sceptyczny wobec tezy o antropogennym ociepleniu klimatu. Co więcej, mówi o tym studentom na wykładach."

No wlasnie. Z takim podejsciem do sprawy walczy blog "doskonale szare". I jest to, niestety, bardzo popularne. Co moze byc trudnego w zagadnieniu klimatu, zeby taki autorytet naukowy jak prof. Hołyst nie mogl sie na ten temat wypowiedziec na wykladzie? To naprawde ilustruje problem.

I tak naprawde jest to problem bardzo bliski glownej tematyce tego bloga....
-
2009/10/27 16:17:22
Może sparsujmy tę sytuację:
Stanowisko geologów są konsekwencją ich niekompetencji.
Objawem niekompetencji jest stanowisko geologów.
Widzisz różnicę?


To się nie całkiem zgadza z tym, co pisałeś wyżej. Przynajmniej ja zrozumiałam to tak: Tłumaczysz nam, dlaczego geolodzy nie mają racji co do ocieplenia klimatu. Mówisz, że nie mają racji, bo sa niekompetentni. Następnie tłumaczysz, że są niekompetentni, bo nie mają racji co do ocieplenia klimatu.

Ale OK, może źle cię zrozumiałam. Czy zatem mógłbyś wyjść poza ocieplenie klimatu i podać inny przykładowy powód, dla którego geolodzy są przez klimatologów powszechnie uważani za niekompetentnych?
-
2009/10/27 16:33:43
@whiteskies
Z takim podejsciem do sprawy walczy blog "doskonale szare". I jest to, niestety, bardzo popularne. Co moze byc trudnego w zagadnieniu klimatu, zeby taki autorytet naukowy jak prof. Hołyst nie mogl sie na ten temat wypowiedziec na wykladzie?

Dobre pytanie. Ja nie podjęłabym się prowadzenia wykładu o globalnym ociepleniu. Jednak nie proś mnie, abym udowodniła mu niekompetencję, bo tego nie potrafię. Podobnie, jak nie potrafię udowodnić niekompetencji Doskonaleszaremu. Może kiedyś, jak poczytam więcej, będę w stanie komuś to udowodnić.
-
pfg
2009/10/27 17:17:27
@whiteskies -

Gdy słyszę "geoingeneering", mam ochotę uciekać z krzykiem. Koszty monstrualne, skuteczność wątpliwa, prawdopodobieństwo wystąpienia katastrofalnych skutków ubocznych bardzo duże.

Kolonizacja innych planet - czemu nie, ale na razie nie ma nawet śladu zarysu projektu wstepnych koncepcji technologicznych, które by to umożliwiły.
-
2009/10/27 17:39:40
@anuszka
"To się nie całkiem zgadza z tym, co pisałeś wyżej. Przynajmniej ja zrozumiałam to tak: Tłumaczysz nam, dlaczego geolodzy nie mają racji co do ocieplenia klimatu."

Przecież w żadnym komentarzu nie tłumaczyłem dlaczego nie mają racji. Zrobiłem to u siebie.

"Mówisz, że nie mają racji, bo sa niekompetentni."

Nie. Słówko "niekompetencja" zostało wprowadzone do dyskusji przez Ciebie, streszczającą moje stanowisko:

"Komitet Nauk Geologicznych PAN to grupa ludzi (przynajmniej w większości) niekompetentnych w sprawie ocieplenia klimatu."

Z czym się zgodziłem.

"Następnie tłumaczysz, że są niekompetentni, bo nie mają racji co do ocieplenia klimatu"

Mniej więcej. Ja napisałbym, że są niekompetentni, bo błędy zawarte w zredagowanym przez nich stanowisku świadczą że o temacie nie wiedzą kompletnie nic.

"Czy zatem mógłbyś wyjść poza ocieplenie klimatu i podać inny przykładowy powód, dla którego geolodzy są przez klimatologów powszechnie uważani za niekompetentnych?"

To chyba w ogóle się nie zrozumieliśmy.

Nie mówię o niekompetencji geologów w ogóle, mówię o niekompetencji w obszarze tego jednego, konkretnego zagadnienia. Która, jak widać na przykładzie KNG, nie powstrzymała ich przed przebraniem się w szaty ekspertów.

@whiteskies
"co moze byc trudnego w zagadnieniu klimatu, zeby taki autorytet naukowy jak prof. Hołyst nie mogl sie na ten temat wypowiedziec na wykladzie?"

To mi przypomina ten artykuł o fizykach z Instytutu Marshalla i ten smaczny cytat:

"[Physicists learn] a way of thinking, a way of looking at problems... Seethis is a problem with physicists: they think they know everything, because theyre smart. What they dont understand is that yes, it is true, actually meteorology is a branch of
physics. And so you take a physicist, like me, and you can sit him down, and in 2 or 3 years, they could learn meteorology. But physicists confuse being smart and having the ability to learn everything with actually knowing stuff! There is a difference between having the ability to learn and actually having learned, and there is also a difference between understanding certain physical principles, which physicists do, and then knowing certain facts. Physicists always think oh, Im a physicist, I understand astronomy. But really, you dont, because, for example, in astronomy there are just things you have to know. For example, you have to know how big the galaxy is. And being a physicist doesnt automatically teach you how big the galaxy is. You might understand the physical laws that govern the galaxy, but you dont know these facts: you dont know how big it is, you dont know what its made of, you dont know what the planets are made ofthere are just a lot of things you dont know. So physicists think they know everything, I mean, they get confused between having the ability to understand everythingwhich they more or less haveand then actually knowing everything."
-
2009/10/27 18:08:37

Ja do pewnego stopnia tez, ale warto miec swiadomosc ze cala dzialanosc cywilizacyjna to "geoenginnering", tylko bez ladu i skladu. Z drugiej strony, bylem na kilku wykladach prowadzonych przez piewcow dzialan w tej dziedzinie i nie sa niedorzeczne. Jak zwykle: ogromne uprzedzenia, ziarno prawdy i rzeczywiscie ogromne mozliwosci klopotow i pewne mozliwosci dzialania.....

A kolonizacja planet - chcialem tylko zaznaczyc, ze ogranicza nas tylko wyobraznia i wiedza. Rozwiazania moga byc rozne, trzeba tylko powaznie zaczac traktowac problem zeby sie jakichs w ogole moc dopracowac.
-
2009/10/27 18:24:05
To chyba w ogóle się nie zrozumieliśmy.
Nie mówię o niekompetencji geologów w ogóle, mówię o niekompetencji w obszarze tego jednego, konkretnego zagadnienia.


Tak, nie zrozumieliśmy się, ponieważ nieściśle napisałeś:
środowisko naukowe przyzwyczaiło się, że wśród geologów poziom niekompetencji w kwestiach klimatycznych jest wyjątkowo wysoki
W tym fragmencie "środowisko naukowe" jest niezdefiniowane, oraz wcale nie piszesz, że chodzi wyłącznie o ocieplenie klimatu - piszesz o ogólnych "kwestiach klimatycznych".

...they get confused between having the ability to understand everythingwhich they more or less haveand then actually knowing everything

Perfectgreybody, czy ty jesteś klimatologiem? Bo to jest obosieczne.

Przytoczony przez ciebie fragment artykułu mówi o tym, że żeby wypowiadać się kompetentnie, trzeba znać pewne fakty. Ja dodam jeszcze: trzeba znać odpowiednio dużo ważnych faktów, nie mieć wiedzy wyrywkowej. Niemcy nazywają ją "gefährliches Halbwissen" - niebezpieczna półwiedza. Tacy ludzie przekazują innym fakty, ale wyselekcjonowane. (Choć całkiem niechcąco wyselekcjonowane.)

Dla mnie problem jest taki, że sprawiasz wrażenie osoby znającej fakty - przytaczasz referencje - ale nie wiem, czy tych faktów nie selekcjonujesz. W tej chwili nie potrafię ocenić, ile są warte publikacje naukowe, które przytaczasz.
-
2009/10/27 18:42:11
@anuszka
"Jednak nie proś mnie, abym udowodniła mu niekompetencję, bo tego nie potrafię. Podobnie, jak nie potrafię udowodnić niekompetencji Doskonaleszaremu."

No wlasnie. Jedynny sposob zeby miec poparte wiedza zdanie to siegniecie do zrodel, albo przynajmniej do dobrych materialow popularnonaukowych sygnowanych przez autorytety. Problem rzeczywistego autorytetu staje sie wazny. Dlatego, w przeciwienstwie do PFG uwazam ze perfectgreybody robi dobra robote. Przeslanie jest takie: uwazaj z autorytetami, sprawdzaj, zagladaj do zrodel, ktore masz o dwa klikniecia myszki. Przydaloby sie, zeby autorytety w innych dziedzinach nauki o tym pamietaly.

Aha, jesli idzie o stanowisko KNG taka "szybka" (kilka godzin) weryfikacja przez naukowca ale niespecjalisty w dziedzinie jest mozliwa. Wystarczy pogrzebac w otwartej bazie danych paleoklimatycznych:
www.ncdc.noaa.gov/paleo/paleo.html

Podobne otwarte bazy dotyczace pomiarow, modelowania, sa o klikniecie myszki.

Fachowcowi stosunkowo latwo jest pokazac niekompetentne wypowiedzi w tej dziedzinie, problem polega na tym, zeby przekonac do tej niekompetencji innych, ktorzy nie maja czasu, checi na grzebanie w zrodlach a argumenty porownuja na podstawie wlasnego doswiadczenia. Wtedy naturalna dla czlowieka myslacego jest postawa sceptyczna.

-
2009/10/27 19:46:08
"W tym fragmencie "środowisko naukowe" jest niezdefiniowane, oraz wcale nie piszesz, że chodzi wyłącznie o ocieplenie klimatu - piszesz o ogólnych "kwestiach klimatycznych". "

Piszę ogólnie, bo mówimy o bardzo szerokim zagadnieniu, obejmującym cały szereg różnych dyscyplin naukowych. Jak przeczytasz stanowisko KNG, zobaczysz że zahaczają tam o astrofizykę, geologię, glacjologię izotopową, fizykę atmosfery, oceanografię, geochemię, meteorologię, a do tego jeszcze politykę i ekonomię.

I oczywiście nikt nie może oczekiwać, że ktoś będzie ekspertem od tych wszystkich dziedzin -- dlatego właśnie tego typu policy statements zawierające oficjalne stanowiska organizacji naukowych są przygotowywane przy udziale zespołu specjalistów (i konsultacji z zewnętrznymi ekspertami), a przynajmniej w oparciu o niekontrowersyjną literaturę przedmiotu.

"...they get confused between having the ability to understand everythingwhich they more or less haveand then actually knowing everything

Perfectgreybody, czy ty jesteś klimatologiem? Bo to jest obosieczne.

Przytoczony przez ciebie fragment artykułu mówi o tym, że żeby wypowiadać się kompetentnie, trzeba znać pewne fakty. Ja dodam jeszcze: trzeba znać odpowiednio dużo ważnych faktów, nie mieć wiedzy wyrywkowej. Niemcy nazywają ją "gefährliches Halbwissen" - niebezpieczna półwiedza. Tacy ludzie przekazują innym fakty, ale wyselekcjonowane. (Choć całkiem niechcąco wyselekcjonowane.)

Dla mnie problem jest taki, że sprawiasz wrażenie osoby znającej fakty - przytaczasz referencje - ale nie wiem, czy tych faktów nie selekcjonujesz. W tej chwili nie potrafię ocenić, ile są warte publikacje naukowe, które przytaczasz."


A potrafisz dokonać takiej weryfikacji ze swojej dziedziny? Zakładam, że tak. Zakładam, że potrafisz odróżnić np. Annales Universitatis Pcim Dolny od, powiedzmy, Physical Review Letters. Zakładam, że umiesz wygooglać publikacje danego autora i zorientować się, czy jest uznanym specjalistą z danej dziedziny, czy zwykłym crackpotem. Zakładam, że umiesz prześledzić historię cytacji danego artykułu i na tej podstawie określić, czy mówimy o nieśmiertelnym klasyku, czy też może o rzeczy wciąż kontrowersyjnej, albo od dawna już martwej.

To w zasadzie wszystkie umiejętności, które są Ci potrzebne do dokonania takiej weryfikacji cudzego stanowiska. Owszem, wymaga to pewnego wysiłku, ale jest jak najbardziej w zasięgu "inteligentnego laika".
-
2009/10/28 10:11:28
Tu złapałeś mnie na lenistwie. Póki co, nie chciało mi się sprawdzać, jaki jest średni impact factor czasopism o klimacie i jak się ma do tego impact podawanych przez ciebie artykułów. Do lenistwa skłania mnie też świadomość, że mogę nadal pozostać mit gefährlichem Halbwissen: Jeśli sprawa jest kontrowersyjna, to istnieją również wysoko cytowane artykuły wspierające przeciwne stanowisko. Musiałabym prześledzić bibliografię podawanych przez ciebie artykułów i wyłapać, czy są kontrowersje i jeśli tak, to na czym polegają. Oczywiście, da się to wszystko zrobić, ale jest to pracochłonne i nie chce mi się, nie mam czasu.

Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie: Czy jesteś klimatologiem? Z twojego przemilczenia i argumentacji o umiejętnościach weryfikacji literatury - wnioskuję, że nie. Jesteś w dziedzinie klimatologii inteligentnym laikiem. Czy jesteś pewien, że dostatecznie dobrze znasz literaturę z tej dziedziny?
-
2009/10/28 10:27:50
@pfg
"Gdy słyszę "geoingeneering", mam ochotę uciekać z krzykiem. Koszty monstrualne, skuteczność wątpliwa, prawdopodobieństwo wystąpienia katastrofalnych skutków ubocznych bardzo duże."

Właśnie na przykładzie geoinżynierii widać, w jak trudnej sytuacji znajdują się naukowcy, których badania mają ogromne praktyczne (pozytywne bądź negatywne) implikacje, i że oddzielenie nauki od kwestii polityczno-społecznych jest czasami niemożliwe.

Wielu klimatologów przez lata opowiadało się za "cenzurowaniem" tematu geoinżynierii i badaniem jej "po cichu" -- ponieważ obawiali się, że gdy tylko temat wypłynie na szerokie publiczne wody, politycy i społeczeństwo uczepi się tej opcji jako szybkiej, łatwej i taniej metody na rozwiązanie problemu globalnego ocieplenia. No i w sumie okazało się, że mieli rację.

Ludzie którzy prowadzą badania nad geoinżynierią (np. Caldeira, Robock) nie traktują jej inaczej niż "Plan B" na wypadek gdyby coś poszło katastrofalnie źle w obecnym stuleciu, i gdyby się okazało że planeta z 800ppm CO2 w powietrzu, martwymi, zakwaszonymi oceanami i grubą warstwą stratosferycznych aerozoli jest jednak najlepszą dostępną nam alternatywą.

Gorzej nawet: rozwiązania geoinżynieryjne, w przeciwieństwie do redukcji emisji, nie wymagają międzynarodowej współpracy. Nie trzeba dogadywać się z USA, Chinami i Indiami, nie trzeba pomagać krajom rozwijającym się, nie trzeba przechodzić przez skomplikowany proces negocjacji i ratyfikacji międzynarodowych traktatów. Do wyobrażenia jest scenariusz, w którym gdzieś w połowie XXI wieku któreś z państw o dużej populacji i ambicjach mocarstwowych stwierdzi, że priorytetem jest ochrona własnych obywateli, w związku z czym rozpoczyna własny projekt geoinżynieryjny bez pytania innych o zgodę i zamartwianie się, że gdzieś po drugiej stronie świata szlag trafi monsuny. I co może zrobić w takiej sytuacji reszta świata? Wypowiedzieć wojnę?

Globalne ocieplenie było problemem akademickim 50 lat temu (słynne human beings are now carrying out a large scale geophysical experiment of a kind that could not be carried out in the past or be reproduced in the future Revella), ale niestety obecnie takowym już nie jest.
-
2009/10/28 10:54:39
"Tu złapałeś mnie na lenistwie. Póki co, nie chciało mi się sprawdzać, jaki jest średni impact factor czasopism o klimacie i jak się ma do tego impact podawanych przez ciebie artykułów."

Ok. Ale zgodzisz się, że jest to do zrobienia, nieprawdaż? Co więcej, jeśli ktoś postanawia zabrać publicznie głos (czy to na wykładzie, jak prof. Hołyst albo prof. Bodek, czy w formie "stanowiska" jak geolodzy z PAN), to powinien zrobić przynajmniej tyle.

Bo możliwości jest więcej -- mój standardowy protokół w takiej sytuacji obejmuje
1. Lekturę kilku podręczników/monografii z danej dziedziny, by zapoznać się z wiedzą na tyle dobrze ugruntowaną, by dało się ją wtłaczać do głów studentom.
2. Prześledzenie literatury z ostatnich kilku lat, by zorientować się w kwestiach kontrowersyjnych oraz najbardziej "modnych" kierunkach.
3. Konsultacje z niekwestionowanymi ekspertami z danej dziedziny.

"Do lenistwa skłania mnie też świadomość, że mogę nadal pozostać mit gefährlichem Halbwissen: Jeśli sprawa jest kontrowersyjna, to istnieją również wysoko cytowane artykuły wspierające przeciwne stanowisko. Musiałabym prześledzić bibliografię podawanych przez ciebie artykułów i wyłapać, czy są kontrowersje i jeśli tak, to na czym polegają. Oczywiście, da się to wszystko zrobić, ale jest to pracochłonne i nie chce mi się, nie mam czasu."

No to możesz iść na skróty i skorzystać z gotowych opracowań tematu (np. do weryfikacji większości tez zawartych w stanowisku KNG wystarczy to, to albo to).

"Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie: Czy jesteś klimatologiem?"

Nie, nie jestem (i byłoby zbyt łatwo mnie zidentyfikować, gdybym powiedział kim jestem ;) ). BTW, w Polsce najbliżej do tego miana fizykom atmosfery, takim jak whiteskies.

"Z twojego przemilczenia i argumentacji o umiejętnościach weryfikacji literatury - wnioskuję, że nie. Jesteś w dziedzinie klimatologii inteligentnym laikiem. Czy jesteś pewien, że dostatecznie dobrze znasz literaturę z tej dziedziny?"

Tak, jestem pewien (i umiem rozpoznać miejsca, w których jej nie znam, albo w które są przedmiotem kontrowersji). Co tak jakby potwierdza to co napisałem wyżej: jest to coś, co powinien umieć zrobić każdy z wykształceniem przyrodniczym, a tym bardziej aktywny naukowiec.
-
2009/10/28 13:36:56
Dzięki za wyjaśnienia, Perfectgreybody.

Co do wykładu prof. Bodka - jest on dostępny w internecie - czy nie chciałbyś napisać u siebie na blogu polemiki, wytknąć, co twoim zdaniem tam się nie zgadza? Jeśli chodzi o wykłady prof. Hołysta - nie ma ich w sieci, (zresztą sama w nich nie brałam udziału).

Mam jeszcze do ciebie takie pytanie: Czy w Polsce są naukowcy, którzy twoim zdaniem naprawdę znają się na klimatologii? Jeśli tak, to kto?
-
2009/10/28 15:58:49

"Co do wykładu prof. Bodka - jest on dostępny w internecie - czy nie chciałbyś napisać u siebie na blogu polemiki, wytknąć, co twoim zdaniem tam się nie zgadza?"

Zrobiłem to tutaj.

"Mam jeszcze do ciebie takie pytanie: Czy w Polsce są naukowcy, którzy twoim zdaniem naprawdę znają się na klimatologii? Jeśli tak, to kto?"

To zależy jakiej klimatologii.

Jest garstka fizyków atmosfery (np. stąd), którzy są najlepiej przygotowani merytorycznie by mówić o przyczynach zmian klimatu.
-
2009/10/28 17:00:14

Zrobiłem to tutaj.


Przepraszam, nieuważnie przeglądałam twój blog.
-
2009/10/28 18:07:53


Dodalbym jeszcze, z roznych dziedzin zwiazanych z klimatem kilka nazwisk:

przede wszystkim prof. Zbigniew Kundzewicz, hydrolog, jedyne nazwisko z Polski z wieksza liczba publikacji w dziedzicnie, choc raczej ocena skutkow niz przyczyn;
kilka osob z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie, i moze 2 osoby z Lodzi:
nargeo.geo.uni.lodz.pl/~meteo/
i 2-3 z IMGW, ale nie te co pojawiaja sie czesto w newsach, po 2-3 odoby z Poznania, Krakowa i Warszawy z roznych instytucji, z tym ze do poziomu naukowego prof. Kundzewicza w sensie liczby i wagi publikacji im daleko.
W sumie jest dramatycznie zle, chocby w kontekscie koniecznosci roznego rodzaju zobowiazan miedzynarodowych i skutkow oceny zmian klimatu dla Polski. Nowoczesne srodiwosko naukowe w tej dziedzinie w Polsce nie tstnieje, sa tylko male wysepki, w wiekszosci pojedyncze osoby wspolpracujace z osrodkami zza granicy.
-
pfg
2009/10/28 19:36:10
perfectgraybody słusznie przestrzega przed niebezpieczeństwami geoinżynierii:

Do wyobrażenia jest scenariusz, w którym gdzieś w połowie XXI wieku któreś z państw o dużej populacji i ambicjach mocarstwowych stwierdzi, że priorytetem jest ochrona własnych obywateli, w związku z czym rozpoczyna własny projekt geoinżynieryjny bez pytania innych o zgodę

Ha! Zdaje mi się, że John P. Holdren, były fizyk, były (?) klimatolog, profesor polityki środowiskowej i doradca naukowy Obamy w jednym, już zasugerował, żeby w stratosferze umieścić miliony "ścinków" plastikowych, które odbijałyby promieniowanie słoneczne i chłodziły w ten sposób Ziemię. Obawiam się, że skutki mogłyby być podobne do tych, które wywołałoby masowe rozpylanie areozoli, jak w artykule przywołanym przez Doskonaleszarego - szlag by trafił monsuny. Należy więc Bogu dziękować za kryzys, bo dzięki (sic!) niemu Ameryki, z jej politycznie poprawnymi elitami owładniętymi ideą walki z globalnym ociepleniem per fas et nefas, nie stać będzie na realizację tych szalonych pomysłów.

Może warto wspomnieć, że anuszka też pisała o areozolach.

Dość jednak tych uprzejmości. Perfectgraybody cytuje:

And so you take a physicist, like me, and you can sit him down, and in 2 or 3 years, they could learn meteorology

a chwilę wcześniej, na moje wołanie o budzącego zaufanie eksperta, pisał do mnie

Chce Pan opinie ekspertów, to niech Pan poczyta źródłowe publikacje (tak, linkuję do nich u siebie na blogu)

No to jak, mam "poczytać", czy też poświęcić dwa lub trzy lata, żeby się nauczyć? Doskonaleszary naprawdę chyba nie rozumie roli eksperta w dyskusji publicznej. Wobec anuszki Doskonaleszary był łagodniejszy, niż wobec mnie:

Zakładam, że potrafisz odróżnić np. Annales Universitatis Pcim Dolny od, powiedzmy, Physical Review Letters. Zakładam, że umiesz wygooglać publikacje danego autora i zorientować się, czy jest uznanym specjalistą z danej dziedziny, czy zwykłym crackpotem. Zakładam, że umiesz prześledzić historię cytacji danego artykułu i na tej podstawie określić, czy mówimy o nieśmiertelnym klasyku, czy też może o rzeczy wciąż kontrowersyjnej, albo od dawna już martwej.

Hold your horses! Ilość i historia cytowań są wskaźnikiem znaczenia pracy, ale nie są bezwględnym dowodem na jej słuszność. Nawet prace o wielkiej ilości cytowań, które ukazały się w czołowych czasopismach, okazują się błędne (pisałem o tym tutaj). Wiadomo też, że istnieją "syndykaty cytowań": państwo A, B, C cytują wzajemnie swoje prace, co znacznie przyczynia się do tego, iż mają one dużo cytowań, a jednocześnie nie cytują prac państwa X, Y, Z, z którymi się towarzysko lub merytorycznie zortogonalizowali. Ci zaś cytują się wzajemnie i nie cytują tych pierwszych. I tak oto mogą istnieć dwie grupy badawcze, lansujące wzajemnie sprzeczne koncepcje, każda zaś może się poszczycić dużą ilością cyowań artykułów z bardzo poważnych czasopism.

Nie twierdzę, broń Boże, że tak właśnie jest w przypadku prac o globalnym ociepleniu, zwracam tylko uwagę na fakt, iż cytowania i będące ich pochodną impact factory nie stanowią dowodu na bezwzględną słuszność głoszonych gdzieś tez.
-
2009/10/28 21:19:51
"Ha! Zdaje mi się, że John P. Holdren, były fizyk, były (?) klimatolog, profesor polityki środowiskowej i doradca naukowy Obamy w jednym, już zasugerował, żeby w stratosferze umieścić miliony "ścinków" plastikowych, które odbijałyby promieniowanie słoneczne i chłodziły w ten sposób Ziemię."

To może kilka kluczowych fragmentów z artykułu Borensteina, który przeprowadzał wywiad z Holdrenem:

"Using such an experimental measure is only being thought of as a last resort, Holdren said.
"It's got to be looked at," he said. "We don't have the luxury ... of ruling any approach off the table.."

"But he said there could be grave side effects. Studies suggest that might include eating away a large chunk of the ozone layer above the poles and causing the Mediterranean and the Mideast to be much drier."

"Holdren didn't spell out under what circumstances such extreme measures might ever be called for. And he emphasized they are not something to rely on.
"It would be preferable by far," he said, "to solve this problem by reducing emissions of greenhouse gases.""


Chyba widać różnicę?

"No to jak, mam "poczytać", czy też poświęcić dwa lub trzy lata, żeby się nauczyć? Doskonaleszary naprawdę chyba nie rozumie roli eksperta w dyskusji publicznej."

W którym miejscu napisałem, że ten cytat to jakaś rekomendacja dla Pana czy kogokolwiek?

Kontekst był chyba jasny -- autor cytatu twierdził, że jeśli ktoś chce wypowiadać się na temat zmian klimatu z pozycji eksperta, powinien być ekspertem (czyli właśnie spędzić N lat na poznanie zagadnienia), a nie mówić z głowy to co mu się wydaje.

Moja rekomendacja ("poczytać") dotyczyła natomiast osób, które jak Pan albo anuszka nie mają ambicji występowania w roli ekspertów, a chcą tylko (albo i nie, trudno mi to stwierdzić) zweryfikować, czy to co mówią inni trzyma się kupy na najbardziej podstawowym poziomie.

Nie twierdzę, że sama lektura (podstawowej) literatury umożliwi wam swobodną orientację się we wszystkich zagadnieniach i rozstrzyganie wszystkich kontrowersji -- to chyba oczywiste. Ale do weryfikacji merytorycznego poziomu stanowiska KNG PAN, albo wykładu prof. Bodka wystarczy to w zupełności.

"Hold your horses! Ilość i historia cytowań są wskaźnikiem znaczenia pracy, ale nie są bezwględnym dowodem na jej słuszność."

A gdzie napisałem, że są takim bezwzględnym dowodem?

Nie są, zresztą takiego bezwzględnego dowodu być nie może -- zdarzają się w końcu różne przekręty, czasami jaswne oszustwa i fałszerstwa, czasami zwyciężają układy albo recenzent ma zły dzień...

Chodzi natomiast o to, że ilość i historia cytowań umożliwia inteligentnemu laikowi zorientowanie się, jak do danej koncepcji podchodzą badacze, którzy na dany temat wiedzą więcej niż on sam.

"Nawet prace o wielkiej ilości cytowań, które ukazały się w czołowych czasopismach, okazują się błędne (pisałem o tym tutaj)."

Zgadza się. Jest tutaj jednak dodatkowy efekt: im głośniejsza praca, tym większa szansa że zostanie poddana skrupulatnej analizie, i tym bardziej jest nagłośnione będą wszelkie próby jej podważenia.

Nawiasem mówiąc, publikacja Ioannidisa została (jak można się było spodziewać) bardzo chętnie przyjęta przez oszołomów różnej maści -- "sceptyków" od klimatu, szczepionek i związku pomiędzy HIV i AIDS.
-
2009/10/28 21:20:31
"Nie twierdzę, broń Boże, że tak właśnie jest w przypadku prac o globalnym ociepleniu, zwracam tylko uwagę na fakt, iż cytowania i będące ich pochodną impact factory nie stanowią dowodu na bezwzględną słuszność głoszonych gdzieś tez."

Dobrze, ale ja pisałem trochę o czymś innym: w jaki sposób inteligentny laik, natrafiając na twierdzenie X dotyczące stanu badań w dziedzinie Y, ma sprawdzić czy jest prawdziwe. I jest jasne że nie ma metody, która jest w 100% skuteczna. Jeśli jednak jest jakaś lepsza od tej opisanej przeze mnie, to chętnie ją poznam.
-
pfg
2009/10/28 23:49:21
@perfectgraybody -

Chyba widać różnicę?

Z pewnym rozbawieniem zauważam, że jeśli mowa o abstrakcyjnych mocarstwach w połowie XXI wieku, pomysły geoinżynieryjne, które mogłyby zagrozić bytowi milionów ludzi i zakłócić równowagę planety, traktowane są ze zdecydowanym potępieniem. Jednak gdy takie same propozycje rozważa tu i teraz wysoki przedstawiciel postępowej i miłej sercu każdego obrońcy klimatu (!) obecnej administracji amerykańskiej, są one uzasadnione i godne uwagi, gdyż We don't have the luxury ... of ruling any approach off the table. I już nie ma "szlag trafi monsuny", jest już tylko przykra, lecz najwyraźniej uprawniona konsekwencja, że basen Morza Śródziemnego i Bliski Wschód będą much drier.

Mówi Holdren: It would be preferable by far to solve this problem by reducing emissions of greenhouse gases. To już brzmi jak szantaż: albo zgodzicie się na forsowną i kosztowną (dla was, nie dla nas) redukcję emisji gazów cieplarnianych, albo załatwimy wam monsuny. Czy ten idiota nie rozumie, że jeśli gdzieś, na dużym obszarze, zrobi się "much drier", to konsekwencje mogą też dotknąć tereny Stanów Zjednoczonych (i Europy) i to w sposób, który trudno obecnie przewidzieć? Klimat Ziemi to nie jest układanka, w której można dowolnie przestawiać jakieś klocki.

Zaczynam się bać i piszę to całkiem poważnie.

No i okazuje się, że "sceptycy" od klimatu to oszołomy. Fajnie. Co dalej?

Panie, dzięki Ci za kryzys, który może uchroni nas przed prawdziwymi oszołomami.
-
2009/10/29 00:45:15
Jeszcze raz: czy wypuszczanie do atmosfery takiej ilosci CO2, aerozoli jak to teraz robimy ma przyniesc lepsze skutki niz ten "geoingeenering" ktorego tak sie boisz? To co robimy to nie "geoenginnering" a "geosmieciarstwo". Nie wiem, czy "geoenginnering" jest najlepsza odpowiedzia na "geosmieciarstwo", ale moze okazac sie jedyna jaka nam zostanie gdy z problemem "geosmieciarstwa" sie nie opanujemy. Jesli sie bac, to konsekwentnie, a nie ideologicznie "geoengineering" be, "geosmieciarstwo" - nie widze problemu.
-
2009/10/29 11:09:06
"Z pewnym rozbawieniem zauważam, że jeśli mowa o abstrakcyjnych mocarstwach w połowie XXI wieku, pomysły geoinżynieryjne, które mogłyby zagrozić bytowi milionów ludzi i zakłócić równowagę planety, traktowane są ze zdecydowanym potępieniem. Jednak gdy takie same propozycje rozważa tu i teraz wysoki przedstawiciel postępowej i miłej sercu każdego obrońcy klimatu (!) obecnej administracji amerykańskiej, są one uzasadnione i godne uwagi, gdyż We don't have the luxury ... of ruling any approach off the table. I już nie ma "szlag trafi monsuny", jest już tylko przykra, lecz najwyraźniej uprawniona konsekwencja, że basen Morza Śródziemnego i Bliski Wschód będą much drier."

W polityce rozważa się różne, mniej i bardziej przyjemne scenariusze: uderzenie jądrowe w wypadku wojny, wprowadzenie stanu wyjątkowego w wypadku ataku terrorystycznego, zastąpenie prezydenta przez VP na wypadek śmierci tego pierwszego. Dziwi to Pana?

Holdren mówi: preferowaną strategią walki z globalnym ociepleniem jest redukcja emisji, ale może zaistniec sytuacja w której będziemy zmuszeni wykorzystać geoinżynierię. Dlaczego tak mówi, ma Pan wyjaśnione w artykule ("His concern is that the United States and other nations won't slow global warming fast enough and that several "tipping points" could be fast approaching. Once such milestones are reached, such as complete loss of summer sea ice in the Arctic, it increases chances of "really intolerable consequences," he said.")

Innymi słowy mówimy o sytuacji, gdy nikt nie martwi się monsunami, bo monsuny to najmniejszy problem, a szkody wywołane brakiem działania przewyższają szkody spowodowane geoinżynierią. I na taką okoliczność (a także na wszelkie scenariusze z kategorii High Impact/Low Probability) trzeba miec przygotowany plan B, co nie oznacza zarzucenia planu A.

"Mówi Holdren: It would be preferable by far to solve this problem by reducing emissions of greenhouse gases. To już brzmi jak szantaż: albo zgodzicie się na forsowną i kosztowną (dla was, nie dla nas) redukcję emisji gazów cieplarnianych, albo załatwimy wam monsuny."

Szantażowć kogoś nieistniejącą technologią o niesprawdzonej skuteczności? Po co? To już nie lepiej zagrozić atomowkami, których skutki działania są doskonale poznane?

Żeby było ciekawiej, dużo osób sprzeciwiających się redukcji emisji z przyczyn ekonomicznych mówi że geoinżynieria jest znacznie skuteczniejsza i tańsza (patrz Bjorn Lomborg i jego wesoła załoga). Jak miałby w takim przypadku zadziałać taki szantaż?

"Czy ten idiota nie rozumie, że jeśli gdzieś, na dużym obszarze, zrobi się "much drier", to konsekwencje mogą też dotknąć tereny Stanów Zjednoczonych (i Europy) i to w sposób, który trudno obecnie przewidzieć? Klimat Ziemi to nie jest układanka, w której można dowolnie przestawiać jakieś klocki."

Proszę się tak nie ekscytować i przeczytać jeszcze raz linkowany artykuł. Przecież wynika z niego wyraźnie, że zdaje sobie sprawę również ze skutków ubocznych, o których jeszcze nic nie wiemy. Dlatego właśnie mówi, że konieczne jest podjęcie badań w tym temacie -- nie dlatego, że jest to preferowana opcja, ale dlatego, by wiedzieć jakie mamy opcje w ogóle.
-
2009/10/29 11:11:54
zamiast
"zdaje sobie sprawę również ze skutków ubocznych, o których jeszcze nic nie wiemy"
powinno być
"zdaje sobie sprawę również z możliwości zaistnienia skutków ubocznych, o których jeszcze nic nie wiemy"

(w artykule Borenstain pisze że "Scientists say they worry about side effects that they don't anticipate")
-
2009/11/04 17:35:08
Wracajac do glownego tematu wpisu.
Tu:
wyborcza.pl/1,75476,7019933,Dziennikarz_naukowy___apostol__laskawca_czy_balwan_.html
jest ladny tekst na temat newsow naukowych (i nie tylko).
-
2009/11/12 01:45:49
I jeszcze aktualizacja w tej kwestii:

APS nie podjęło jeszcze decyzji. Trzymajmy kciuki.

The Council of the American Physical Society has overwhelmingly rejected a proposal to replace the Societys 2007 Statement on Climate Change with a version that raised doubts about global warming. The Councils vote came after it received a report from a committee of eminent scientists who reviewed the existing statement in response to a petition submitted by a group of APS members. (źródło)
-
2009/11/24 17:39:11
Patrze na ostatnie doniesienia na temat spisku klimatycznego i dzielnych hakerow ktorzy go ujawnili i znowu nie wiem: smiac sie czy plakac.
Zastanawiam sie w jakieich innych dziedziniach poza zblizonymi do biologii i medycyny (szczepionki, GMO, teoria ewolucji) moga dziac sie podobne rzeczy?
Czy tajemna sila uderzy znow w elektrownie jadrowe? Sprawa czarnej dziury po LHC przycichla. Gdzie jest nastepny punkt zapalny w przestrzeni miedzy naukami przyrodniczymi i "zdrowo myslacym jadrem spoleczenstwa"?
Nie mowie o sprawach niszowych, ale takich ktore na pewno odbija sie na naszym zyciu....
I konsekwencje: co z tym robic? Jak powstrzymywac spazmatyczne rekcje i opinie i prowadzic rzeczowa dyskusje? A moze jestem przewrazliwiony?
-
pfg
2009/11/25 09:56:20
@whiteskies -

Widzę, że uprawiasz damage control. Moim zdaniem hakerzy przysłużyli się ludzkości - nawet jeśli antropogeniczne globalne ocieplenie jest prawdą, to w ten sposób nie wolno uprawiać nauki, anwet jeżeli to, co się robi, robi się w przeświadczeniu o słuszności Sprawy, o którą się wlaczy. Przykłady z innych dziedzin nauki są znane, widać klimatologia nie jest od tego wolna.

Dla niezorientowanych:

tnij.org/climategate
tnij.org/telegraph1
-
2009/11/25 15:45:50
PFG, a czytałeś na blogu Doskonaleszarego o tej aferze?
-
pfg
2009/11/25 15:58:40
Czytałem i absolutnie nie jestem zaskoczony. He would say that, wouldn't he?
-
2009/11/25 18:59:15
Ale ze zrozumieniem czytałeś? Tych kontrowersyjnych maili jest zdaje się więcej, ale wyjaśnienia Doskonaleszarego do tych paru przytoczonych przez niego przykładów brzmią przekonująco. Być może inne też zostały po łebkach zinterpretowane przez dziennikarzy, skoro te zostały. Jak by nie było z globalnym ociepleniem, nie spodziewam się wiele po dziennikarzach.
-
2009/11/25 19:51:30
@PFG
Moze wytlumacz dokladniej jak rozumiesz slowa "to w ten sposób nie wolno uprawiać nauki"?
Ja nie potrafie dociec co miales na mysli.
-
pfg
2009/11/25 20:07:07
Tu odpowiedziałem Doskonaleszaremu.
-
pfg
2009/11/25 20:29:53
A tak przy okazji i w celu ogólnej poprawy nastroju, powiem jeszcze dwie rzeczy.

Po pierwsze, rozmawiałem z profesorem Bodkiem. Krótko, bo obaj się spieszyliśmy, rozmowę nam przerwano i już do niej nie wracaliśmy. Zapytałem tylko, czy on wie, że jest negatywnym bohaterem blogów polskich "zielonych". A Bodek na to "Wiem i jestem z tego dumny".

Po drugie, dziś się dowiedziałem, że nauczyciel geografii w gimnazjum mojej córki długo dzieciom tłumaczył, że ta cała walka z globalnym ociepleniem to jest humbug i bzdura, gdyż
(i) nawet jeśli my ograniczymy emisję, to Chińczycy wyemitują tyle, że ho, ho
(ii) działalność ludzka odpowiada za niewielki procent planetarnej emisji CO2
(iii) dlaczego my mamy płacić na jakieś dzieci z Afryki?
A na zadanie pan geograf kazał dzieciom przeczytać artykuł - no kogo, kogo? - profesora Jaworowskiego, ten oto!

Czy jestem z postawy i poglądów nauczyciela mojej córki zadowolony? Wręcz przeciwnie, bo przeraża mnie poziom merytoryczny (i moralny w wypadku ostatniego punktu) "argumentacji" pana nauczyciela, tudzież ewidentne mieszanie ideologii z nauczaniem dzieci, co z tego, że jest całkiem inna ideologia, niż ta, którą sam krytykuję. W związku z czym zrobiłem Kasi i jej koleżance wykład o globalnym ociepleniu, że może jednak jest i że w miarę naszych możliwości powinniśmy się mu przeciwstawiać :-)
-
2009/11/26 12:52:41
@pfg
"Podkreślam: nie chodzi o wezwanie, żeby tych artykułów nie cytować czy też żeby tam nie publikować, ale żeby nie cytować absolutnie niczego, co się w trefnym żurnalu ukazało. To jest pogwałcenie etyki naukowej. "

Z tym zdaniem sie absolutnie zgadzam. Uprzedzeniami jednak kierowac sie nie mozna. W koncu, jak mawial Pies Fafik "kazdy czlowiek jest glupi przynajmniej 5 minut w ciagu dnia, madrosc polega na tym zeby tych 5 minut nie przedluzac" ;).

Wracajac jednak do tematu: publiczna dyskusja wokol maili raczej ten watek traktuje jako poboczny...

O, prof. Bodku : to ma sztywno utrwalony swiatopopglad. No coz, nie on ostatni.

O Zielonych: Z Marsa nie jestem. I po jednej i po drugiej stronie roi sie od paranoidalnych postaw i mozna latwo znalesc odpowiedniki prof. J.. Chodzi tylko o znajomosc najwazniejszych faktow i wykonanie wysilku zeby formulujac opinie kierowac sie wiedza i rozumem, a nie stereotypami i przesadami. Pardon, to teraz nazywa sie "miejskie legendy".
-
Gość: : , host-89-167-50-30.nplay.net.pl
2009/11/30 01:41:56
Zmiana statystyk...
We wrześniu 2009:
8165 użytkowników
9536 wizyt
17330 odsłon