Nonsensy z nauki polskiej i zagranicznej
niedziela, 14 sierpnia 2016


Czy pamiętacie książkę Piotra Goćka „Demokrator”? Jej pierwsze wydanie kilka lat temu przeszło bez echa. Jednak drugie wydanie, czyjąś genialną decyzją wypuszczone tuż po Putinowskiej aneksji Krymu, leżało w Empiku w stosach naprzeciwko samiutkiego wejścia - jako proroczy bestseller. Brawurowe science-fiction, gdzieś między Lemem a Tatianą Tołstoj, opisuje jakby Rosję przyszłości.

Kraj rządzony przez Obywatela Szajdo.

Geniusza, wynalazcę. To on wynalazł szajdogenerator, dzięki któremu ojczyzna zyskała nieskończone źródło darmowej energii. Zasada działania szajdogeneratora była oczywiście ściśle strzeżoną tajemnicą państwową. Obywatel Szajdo na tym nie poprzestał i idąc za ciosem wynalazł właściwie wszystko: W pierwszej kolejności szajdobomby i szajdoloty do zastosowań militarnych, a gdy już zapewnił swoim poddanym całkowitą satysfakcję w sferze geopolitycznej, to zwrócił się ku zastosowaniom cywilnym – w ten sposób powstał szereg wynalazków uszczęśliwiających obywateli, takich jak szajdochody i szajdowizja.

A tymczasem w dzisiejszej Rosji prezydent Władimir Putin zdymisjonował dotychczas zaufanego szefa swej prezydenckiej administracji i na jego miejsce powołał szerzej nieznanego Antona Wajno.


Anton Wajno

Anton Wajno, źródło: Wikipedia

Podobieństwo nazwisk wydało mi się zabawne. Ale ciarki przeszły mi po plecach, gdy przeczytałam o działalności naukowej obywatela Wajno: Otóż zajmuje się on opracowywaniem zastosowań dla tajemniczego rosyjskiego wynalazku – nooskopu.

Czym jest nooskop? Można próbować się tego dowiedzieć z pracy Antona Wajno, opublikowanej w podobno recenzowanym rosyjskim czasopiśmie naukowym „Woprosy ekonomiki i prawa”. Artykuł ma tytuł „Kapitalizacja przyszłości” a streszczenie głosi:

Sformułowano paradygmat zarządzania prewencyjnego, polegający na zapobieganiu kryzysom poprzez kapitalizację przyszłości.

Tu moja uwaga: Cała praca Antona Wajno napisana jest hermetycznym, postmodernistycznym językiem. Zaczęłam się obawiać, że moja amatorska znajomość języka rosyjskiego prawdopodobnie nie wystarcza do sensownego przetłumaczenia nawet fragmentów tekstu. Jednak po przejrzeniu rosyjskojęzycznych stron omawiających tę pracę - a wysyp nastąpił w ostatnich dniach - pocieszyłam się: Rosjanie też nic z tego nie rozumieją...

Nooskop, jak pisze autor, wynaleziony został w Rosji w 2011 roku. Jego nazwa wzięła się stąd, że służy on do rejestracji zmian w „noosferze”. A noosfera to, według akademika W. Wiernadskiego cytowanego w artykule, „biosfera przetworzona myślą naukową, przygotowywana od setek milionów, może miliardów lat przez proces, który stworzył Homo sapiens faber”.

Obywatel Wajno definiuje nooskop następująco:

Prognoza i zapobieganie kryzysowym z-Darzeniom [współ-Byciom? - tłumaczenie bardziej literalne] na mapie drogowej rozwoju odbywa się za pomocą nooskopu (opisanego w ponad 50 patentach) – urządzenia składającego się z sieci skanerów przestrzennych, przeznaczonych do odbioru i rejestracji zmian w biosferze i działalności człowieka za pomocą transakcji – klatek filmowych z-Darzenia – obrazu skrzyżowania przestrzeni-czasu-życia. Sieć sensorowa nooskopu, począwszy od kart bankowych nowej generacji, a skończywszy na „inteligentnym kurzujednoznacznie identyfikuje z-Darzenia w przestrzeni i czasie.

O czym jest tak naprawdę ta praca? Zawiera bełkotliwy opis i równie bełkotliwe rysunki, przypominające diagramy Lacana. Wydaje się, że Wajno opisuje tak naprawdę po prostu internet i różne urządzenia podłączone do niego. Autor rozwodzi się nad wieloma drobiazgami, np. możliwością stworzenia systemów zarządzania komunikacją miejską, czy zintegrowanych systemów bankowych – jakby ignorując, że coś takiego na świecie już istnieje. Postuluje uruchomienie sensorów czytających emocje ludzi.

Jednak co ważne - Obywatel Wajno chce połączyć to wszystko w jedną wszechwiedzącą sieć. Słowem, permanentna inwigilacja. Problem już od dawna poruszany najpierw przez autorów science-fiction i futurologów, a obecnie już przez publicystów, działaczy społecznych i polityków. W artykule brakuje jednak najważniejszego: Załóżmy, że Wielki Brat jest w stanie to wszystko zarejestrować. Jednak nie podano, w jaki sposób miałby tę wiedzę zastosować do przewidywania przyszłości?

22:51, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Obywatel Szajdo
Link Komentarze (5) »
wtorek, 10 marca 2015

Na Onecie wywiad z aktorem Krzysztofem Pieczyńskim, znanym jako doktor Bruno z serialu "Na dobre i na złe".

- Moja wizja ma niewielki odbiór, bo niewiele osób o niej wie. Zaprzestańcie nienawiści i dajcie mi media do dyspozycji.

(...)

- Kościół też nie jest święty, bo przeszkadza w przyspieszonej ewolucji człowieka.

A jak miałaby ona wyglądać?

- Pozwoliłaby odzyskać piękno człowieka adamowego - takiego, jakim był Adam, pierwszy człowiek, który miał ciało ze światła. Kościół przeszkadza w odzyskaniu przez człowieka tej "szaty chwały".

Ze światła?

- Każda cząstka materii, każdy elektron w atomie ma swoją równowartość matematyczną w cząstce światła. Nasze ciało może zostać przebudowane w zgodzie z boskim obrazem.

(...)

Jezus z Nazaretu mówi, że Chrystus jest substancją, która przenika wszystko i jest podstawowym budulcem życia - to jest Zjednoczone Pole Energii, czyli przestrzeń kwantowa.

Podziękowania dla Magdy Cz.

17:54, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 23 lutego 2015

Oto kolejny kandydat na obywatela Szajdo, tj. zbawiciela Rosji od zależności energetycznej. Czeczeński wynalazca perpetuum mobile, mieszkaniec Groznego, z wykształcenia reżyser. Pisze o nim Komisja do spraw Walki z Pseudonauką Rosyjskiej Akademii Nauk.

Wynalazek Musy Alisułtanowa rozreklamowała Rossijskaja Gazieta, oficjalny organ rządowy Federacji Rosyjskiej. Konstrukcję perpetuum mobile finansowało państwowe przedsiębiorstwo "Strojinwesticji" z branży "prac ogólnobudowlanych".

Ma to być "mini-elektrownia, która autonomicznie wytwarza i wysyła prąd". Ustrojstwo "łamie prawa ciążenia ziemskiego, tarcia, a także szereg praw Newtona i Pitagorasa" (to cytaty z Rossijskoj Gaziety).

Dalej zacytuję streszczenie Komisji: 

Jak zwykle w podobnych przypadkach, wynalazca opowiada rozdzierające duszę historie o tym, jak podsyłano do niego bandytów, aby wykradli "sekret know-how i wykorzystali go", jednak "cała dokumentacja została ukryta w zaufanym miejscu". Przy tym w planach samego Alisułtanowa jest postawić swoje urządzenia we wszystkich wsiach Czeczenii i zbierać na ich obsługę po 100 rubli od rodziny.

Główny inżynier przedsiębiorstwa państwowego "Strojinwesticji", Bekchan Gagałow, twierdzi na łamach Rossijskoj Gaziety:

"Musa Alisułtanow nie wtajemnicza nas w szczegóły, u niego wszystko jest tajne... Ale jeśli zezwoliłem mu pracować na terenie przedsiębiorstwa i moi robotnicy pomagają mu, to znaczy, że my w niego wierzymy. Sponsorujemy, finansujemy."

Na koniec Komisja podaje ciekawostkę świadczącą o tym, że przedsiębiorstwo już wcześniej dorobiło się sławy: W 2013 roku byłemu dyrektorowi "Strojinwesticji" wytoczono sprawę karną o wyprowadzenie z firmy 80 milionów rubli.

09:58, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Obywatel Szajdo
Link Komentarze (1) »
piątek, 20 lutego 2015

W różnych miastach w Polsce, w tym także w Warszawie, można już pić wodę prosto z kranu. W ten sposób znaleźliśmy się po cywilizowanej stronie świata i pewne problemy nas nie dotyczą. Tymczasem Komisja do spraw Walki z Pseudonauką Rosyjskiej Akademii Nauk musi wciąż walczyć z problemami starego świata, w którym kranówa nie nadaje się do spożycia bez przegotowania. Filtracja, przegotowywanie, dezynfekcja - to sprawa zrzucona na barki obywatela. Przedsiębiorstwo wodociągowe tymczasem podejmuje działania na całkiem innym froncie.

Właśnie niedawno pisałam o dziwnym zabobonie dotyczącym święconej wody, który pojawił się w Rosji. Z tego co pisze Komisja do spraw Walki z Pseudonauką, wynika jednak, że to chyba jakaś plaga. Komisja opublikowała w swoim serwisie - tak! ma specjalny serwis internetowy, istną kopalnię niezwykłości - taki oto tekst, napisany dość urzędowym językiem:

Jak powiadomił kierownik Państwowego Przedsiębiorstwa Unitarnego "Wodokanał Sankt-Petersburga" [opowiednik naszego MPWiKu, ale w scentralizowanej gospodarce rosyjskiej jest to przedsiębiorstwo nie miejskie, lecz państwowe], Feliks Karmazynow - zgodnie z jego rozporządzeniem w przedsiębiorstwie prowadzi się rytuały poświęcania wody wodociągowej zgodnie z tradycją prawosławną. Praktyka ta budzi szereg obaw, o których Komisja do spraw Walki z Pseudonauką uważa za niezbędne powiadomić społeczeństwo.

Wielu wierzących jest przekonanych, że przy poświęceniu woda przybiera szczególne właściwości jako substancja materialna. Uważa się, że uwalnia się ona od bakterii i szkodliwych zanieczyszczeń, przybiera właściwości lecznicze. Wszystko to nie odpowiada rzeczywistości i nie ma podstaw w chrześcijańskim kanonie religijnym, to jest należy do kategorii zabobonów. Tym niemniej, wierzący nierzadko sądzą, że uzdatnianie święconej wody (filtracja, przegotowywanie, dezynfekcja) narusza jej "świętość" lub stanowi znak słabej wiary. Są też księża, którzy podtrzymują w ludziach te przekonania.

W efekcie rytuały masowego święcenia wody prowadzą do tego, że używając jej wierni nierzadko zaniedbują niezbędne środki higieny. Tak na przykład w styczniu 2010 roku w Irkucku, po spożyciu wody z poświęconego przerębla i podziemnych źródeł, ponad 300 osób (wśród nich połowa dzieci) zwróciło się po pomoc medyczną (RIA Nowosti). Analizy laboratoryjne wykazały u poszkodowanych liczne infekcje rotawirusowe jelit (newsru.com). Niska jakość wody w poświęconych źródłach daje się też zauważyć w innych krajach (vesti.ru).

Biorąc pod uwagę, jak rozpowszechnione są błędne przekonania na temat właściwości wody święconej, Komisja RAN do spraw Walki z Pseudonauką zaleca wszystkim odpowiedzialnym instytucjom powstrzymanie się od prób święcenia wody w ujęciach przeznaczonych dla masowego użytku. Społeczeństwo powinno być poinformowane o tym, że poświęcenie wody to czysto duchowy religijny rytuał, który w żaden sposób nie wpływa na fizyczne, chemiczne i biologiczne własności wody. Z wodą święconą należy się obchodzić dokładnie tak jak ze zwykłą, to jest w razie potrzeby oczyszczać i przegotowywać.

Błędnym także jest rozpowszechnione przekonanie, jakoby dotknięcie wody srebrnym krzyżem podczas obrzędu święcenia napełniało ją jonami srebra, zabijającymi bakterie. Srebro zalicza się do substancji wysokiego ryzyka. Jednak właściwości bakteriostatyczne (hamujące namnażanie) i selektywne właściwości bakteriobójcze przyjmuje ono dopiero przy takim stężeniu, przy którym woda staje się niezdatna do picia.

Oprócz tego, Komisja uważa za konieczne zauważyć, że w branży wodociągowej jest wiele palących problemów związanych z zapewnieniem jakości wody, jej nieprzerwanych dostaw, a także z odprowadzaniem i oczyszczaniem ścieków. W tych warunkach, niecelowe jest wydatkowanie środków takiej jednostki budżetowej, jak "Wodokanał", na przeprowadzanie rytuałów religijnych, zamiast na utrzymanie i modernizację bazy produkcyjnej i sieci wodociągowo-kanalizacyjnej.

Jakiś czas temu pracownicy Wydziału Fizyki Petersburskiego Uniwersytetu Państwowego skierowali do przedsiębiorstwa "Wodokanał" zapytanie, w którym podali w wątpliwość celowość święcenia wody wodociągowej i zauważali, że jest ona dostarczana nie tylko chrześcijanom. W odpowiedzi Feliks Karmazynow stwierdził: "Nie sądzę, żeby święcenie wody zgodne z prawosławną tradycją przyniosło jakąkolwiek szkodę muzułmanom czy ateistom."

Jednak biorąc pod uwagę wysoki poziom rozpowszechnienia przesądów związanych z wodą święconą, takie rytuały prowadzą do ogólnego obniżenia bezpieczeństwa sanitarno-higienicznego, z powodu zmiany przyjętych praktyk obchodzenia się ludzi z wodą. Na przykład, gdy jeden z członków rodziny z powodów religinych przeszkadza innym uzdatniać poświęconą wodę wodociągową. Jeszcze gorzej, jeśli coś takiego będzie się dziać w instytucjach dziecięcych lub medycznych. Wszystko to może mieć negatywny wpływ na różne kategorie ludności, niezależnie od wyznania.

Nie podając w wątpliwość prawa wierzących do wyznawania swojej religii i odprawiania odpowiednich rytuałów, Komisja do spraw Walki z Pseudonauką podkreśla, że w świeckim państwie jednostki budżetowe nie powinny brać udziału w odprawianiu rytuałów religijnych, tym bardziej stanowiących choćby pośrednio ryzyko dla zdrowia ludzkiego.

Aleksander Siergiejew

20:16, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (2) »
wtorek, 17 lutego 2015

Wydział Farmaceutyczny Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu współorganizuje sympozjum Integracyjne podejście w profilaktyce i leczeniu chorób przewlekłych i onkologicznych. Niestety nie wszycy zaproszeni prelegenci budzą zaufanie.

Dr Amit Goswami ma wygłosić wykład "Znaczenie i zastosowanie fizyki kwantowej w medycynie."

Nie da się ukryć, że osiągnięcia mechaniki kwantowej okazały się podstawą wielu technologii wykorzystywanych w medycynie. Przede wszystkim, bez mechaniki kwantowej nie byłoby technologii półprzewodnikowych, a więc  wszelakich urządzeń elektronicznych. Nie byłoby laserów, z których korzysta się np. w chirurgii czy w pewnych rodzajach tomografii; lasery są też używane w nowoczesnej mikroskopii, w badaniach nad wnętrzem żywych komórek - a te badania przekładają się na wiedzę medyczną. Nie byłoby obrazowania metodą rezonansu magnetycznego. Nie byłoby metod przewidywania właściwości nowych związków chemicznych, a więc także nowych lekarstw. Dodajcie więcej, jeśli o czymś zapomniałam.

Czyżby o tym wszystkim chciał mówić dr Goswami?

Ależ nie.

Dr Goswami jest przedstawicielem tzw. "medycyny kwantowej" - nie ma to nic wspólnego ani z medycyną, ani z fizyką. Jest to tylko kolejny rodzaj magicznego uzdrowicielstwa, z tym, że ubrany w pseudonaukowy bełkot zaczerpnięty z terminologii mechaniki kwantowej. W kompletnie pozbawiony zrozumienia sposób żongluje się tam słowami "energia", "informacja", "zasada nieoznaczoności".

Amit Goswami napisał książkę Lekarz kwantowy (Quantum doctor). Jest tam wszystko: ciało witalne, ajurweda, czakry, tradycyjna medycyna chińska, homeopatia, umysł kwantowy, inteligencja ponadmentalna. Autor proponuje leczenie "myśleniem kwantowym" i twierdzi, że "fizyka kwantowa jasno określa charakterystykę relacji lekarz-pacjent".

Artykuł Victora Stengera "Quantum quackery" ładnie przekłada na ludzki język, o co naprawdę chodzi w tych wymysłach i dlaczego prawdziwa mechanika kwantowa nie ma z tym nic wspólnego: Chodzi tam o "holistyczną" wiarę, że wszystko w kosmosie jest mistycznie połączone i że można na to wpływać świadomością, która wprawia w wibracje jakiś mistyczny eter. A wiara ta jest ubrana w źle rozumiane strzępki informacji o nielokalności kwantowej i funkcjach falowych.

Jest to o tyle dziwne, że dr Goswami naprawdę jest fizykiem. Zalicza się więc do kategorii tych, którzy zeszli na złą drogę. W 1964 roku w Kalkucie zdobył doktorat z teoretyczcnej fizyki jądrowej, a w latach 1968-1997 pracował na stanowisku profesora na University of Oregon. Na google scholar można prześledzić jego publikacje naukowe i, jak się okazuje, nie całkiem naukowe. Do lat 80. publikował całkiem normalne prace z fizyki jądrowej w uznanych, recenzowanych czasopismach naukowych. W latach 80. jednak zaczął odjeżdżać i publikować w czasopismach nie mających związku z fizyką: jakiś "PSI Research", "Journal of Creative Behavior" itp. Pierwszy artykuł z tej serii to Kwantowa teoria świadomości i psi z 1986 roku. Streszczenie głosi, że autor

Dyskutuje związek między badaniami psi a kwantową teorią świadomości. Postuluje, że mechanika kwantowa, oryginalnie rozwinięta w związku z atomem, prowadzi naukowców do nowego poglądu na świat, który nie tylko dozwala i wyjaśnia poznanie pozazmysłowe, ale także używa danych z poznania pozazmysłowego, by budować nową naukę o świadomości.

A potem już sypnęło samymi publikacjami z tej dziedziny. Prof. Goswami porzucił fizykę i najwidoczniej dlatego przestał być profesorem. Uniwersytet widać podziękował mu za współpracę. [Edit: Ale znalazłam właśnie w internecie wzmianki, że raczej odszedł na emeryturę. Jeszcze w 2003 roku prowadził zajęcia z informatyki na University of Oregon.] Tymczasem badacz zaczął odjeżdżać w stronę biologii i publikować "kwantowe wyjaśnienia" dotyczące teorii ewolucji, proponując, że stoi za nią jakaś kosmiczna świadomość, przejawiająca się w mechanice kwantowej (patrz np. tu lub tu). Następnie  "wyjaśnił kwantowo" rezonans morficzny Sheldrake'a, pseudonaukowy koncept, zgodnie z którym samoorganizacja we Wszechświecie opiera się na tajemniczej kosmicznej pamięci i telepatycznej łączności pomiędzy bytami. A dalej już tylko gorzej - długa lista publikacji o kwantowym wszystkim: "duchowej ekonomii", "kwantowym biznesie", no i oczywiście "kwantowej medycynie".

O "medycynie kwantowej" można by napisać dużo więcej. To nie tylko dr Goswami i nie tylko ta nieszczęsna konferencja. Okazuje się, że jest mnóstwo znachorów oferujących uzdrawianie "kwantami". Dotyk kwantowy - uzdrawiająca moc dłoni. Uzdrawianie kwantowe - leczenie bez skalpela. Myślenie kwantowe. Itd. Itp. Pod hasłem "terapia kwantowa" otwiera się w wyszukiwarce cała masa reklam gabinetów zarabiających na "uzdrawianiu".

Nie wypowiem się tutaj o pozostałych prelegentach wrocławskiej konferencji. Być może są tam zupełnie normalni lekarze, nieświadomi, w czym biorą udział. Jednak pewne tytuły innych wystąpień także włączają mi dzwoneczek alarmowy. Ale o to może już pytajcie kompetentnych medyków, np. Sporothrix.

Okazuje się tymczasem, że Wrocławski Uniwersytet Medyczny to nie jedyna polska uczelnia, która dała się nabrać na dr. Goswamiego. Najpierw zaserwuję wam lajcik: Biblioteka Politechniki Gdańskiej w 2014 roku nabyła książkę Goswamiego Kwantowy umysł, wydaną przez białostockie Studio Astropsychologii. To nie koniec: Jeden profesor z Gdańska chyba wypożyczył tę książkę, bo w 2014 roku w Wyższej Szkole Społeczno-Ekonomicznej w Gdańsku  z całkowitą powagą zacytował Amita Goswamiego w wykładzie inauguracyjnym na początek roku akademickiego.

To może coś lepszego: W 2012 roku Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej zaprosiła dr. Goswamiego na wykład, jak radzić sobie ze smutkiem i przezwyciężać depresję (o czym donosi serwis Nauka w Polsce Polskiej Agencji Prasowej)... Co ciekawe, na stronie SWPS okazuje się, że wykład był raczej o tym, jak zostać milionerem! Niewątpliwie wszechstronny jest ten pan doktór. 

A teraz trzymajcie się: Wykład dr. Goswamiego "Quantum activism" był w programie studiów doktoranckich z psychologii na SWPS!

10:02, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (23) »
sobota, 14 lutego 2015

Był taki news swego czasu powtarzany w licznych mediach cerkiewnych: Rosyjscy naukowcy udowodnili, że zrobienie znaku krzyża zabija zarazki i zmienia właściwości wody.

Główną odkrywczynią jest inżynier elektronik Angelina Małachowska z laboratorium technologii medyczno-biologicznych w petersburskim Instytucie Naukowo-Badawczym Medycyny Morskiej i Przemysłowej. Jej afiliację podaje ta strona. Obecnie na stronie instytutu nie ma już tego laboratorium, ale web.archive.org pokazuje, że kiedyś było i czym się zajmowało: "Medyczne technologie rezonansowo-falowe", "biofizyka elektromagnetycznych, kwantowo-optycznych i optycznych oddziaływań na organizm", "fizjoterapia biorezonansowa, kwantowa i elektroimpulsowa". Z daleka śmierdzi Oberonem lub czymś pokrewnym. Nic dziwnego, że laboratorium kilka lat temu zamknięto.

Naukowcy badali skutki modlitwy „Ojcze nasz” i oddziaływanie znaku krzyża prawosławnego na bakterie chorobotwórcze. Do badania pobrano próbki wody z różnych miejsc – ze studni, z rzeki i z jeziora. Wszystkie próbki zawierały bakterie E. coli, Staphylococcus aureus. Okazało się jednak, że "jeśli czytasz modlitwę „Ojcze nasz” i błogosławisz wodę krucyfiksem, ilość szkodliwych drobnoustrojów zmniejsza się 7, 10, 100, a nawet 1000 razy!".

Znak krzyża zmienia gęstość optyczną wody prawie natychmiast. Gęstość optyczna wody pobranej z kranu po uczynienia znaku krzyża przez wiernych wzrasta prawie 1,5 -krotnie, a gdy czynności tej dokonuje duchowny aż 2,5 - krotnie. Woda potrafi odróżnić ponoć stopień wiary człowieka, który ją święci.

Jest też coś w stylu Emoto i jego inteligentnej wody (tu cały dział o tym):

„Okazało się, że gęstość optyczna w stosunku do jej wartości początkowej wzrastała od momentu poświęcenia” - mówi Angelina Malakhovskaya. „Oznacza to, że woda wydaje się odróżniać sens wypowiedziany w modlitwie nad nią, pamięta ten wpływ i utrzymuje go przez czas nieokreślony w postaci wzrostu wartości gęstości optycznej. Woda zdaje się być wówczas nasycona światłem. Ludzkie oko nie może oczywiście wyłapać tych zdrowych zmian w strukturze wody, ale spektrograf zapewnia obiektywną ocenę oddziaływania czynionych znaków”. 

[źródło: innemedium.pl za rusfront.ru]

Rosyjska uczona napisała nawet książkę "Co wyjaśnia lecznicze właściwości wody święconej, prawosławnej modlitwy i znaku krzyża?".

Dodać należy, że inżynier Małachowska jest członkiem Związku Prawosławnych Uczonych Rosji. Stowarzyszenie to jest jednym z fundatorów Narodowego Uniwersytetu Prawosławnego Sankt-Petersburga i Leningradzkiej Obłasti. Na zdjęciu warto zauważyć studentki w chustkach. Prawosławnym zwyczajem jest nakładać chustkę w cerkwi. Ale chodzić w chustce na uczelnię, to coś nowego. 

Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie jest to jakieś niedopatrzenie, że w Polsce nie ma Związku Uczonych Katolickich. Jednak prawdopodobnie to skutek wpływu Jana Pawła II - jego pozytywnego nastawienia wobec prawdziwych nauk ścisłych i przyrodniczych - że nikomu w Polsce nie przyszło do głowy robić alternatywnej "nauki katolickiej". Ale papież już dawno nie żyje, więc wszystko przed nami. 

Za podesłanie tematu dziękuję panu Jackowi Sierpińskiemu.

11:15, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Emoto i inteligentna woda
Link Komentarze (4) »
czwartek, 12 lutego 2015

Jan Taratajcio to konstruktor mechanik - wynalazca różnych niezwykłych urządzeń, np. "generatora zdrowia", działającego na zasadzie biorezonansu. Wynalazł też urządzenie produkujące darmową energię. Niestety na razie nie potrafi go uruchomić. Dlaczego takie urządzenia nie działają? Otóż nie działają, bo Fundacja Rockefellera w 1917 roku zlikwidowała eter. 

O tym i innych knowaniach dowiecie się z poniższego filmu. Dopóki go nie obejrzycie, nie zgadniecie, co było jednym z największych oszustw dokonanych na ludzkości.  

21:02, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (9) »
niedziela, 08 lutego 2015

Biospekt to coś na kształt biorezonansu. Tylko tutaj całą robotę robią słuchawki - zamiast elektrod i światełek, które były w urządzeniu Oberon. Pacjent zakłada słuchawki, a na komputerze leci demo udające skanowanie jego organizmu.

BIOSPEKT – 11. Test zdrowia tym urządzeniem pozwala:

1. Wykryć wszystkie jawne i ukryte stany zapalne i chorobowe.
2. Rozpoznać czynniki alergiczne.
3. Ujawnić obecność i stopień aktywności różnego rodzaju pasożytów, robaków, grzybów, bakterii, wirusów i innych drobnoustrojów.
4. Określić stopień zanieczyszczenia organizmu metalami ciężkimi, substancjami chemicznymi, w tym pozostałościami po lekach i inne.
5. Odnaleźć i sprecyzować zagrożenia zdrowia, które jeszcze nie spowodowały powstania objawów i dolegliwości.

(...)
Zalety badania przy pomocy aparatu BIOSPEKT- 11 

1. Brak ingerencji w organizm.
2. Brak potrzeby pobierania krwi, moczu czy innych substancji.
3. Komfort: pacjent po prostu siedzi w fotelu z założonymi na głowie słuchawkami. Żadnych niemiłych odczuć w trakcie i żadnych skutków niepożądanych po zabiegu.
4. Bardzo precyzyjna i kompleksowa informacja o stanie organizmu w wynikach testu.
5. Możliwość bardzo precyzyjnego i dlatego bardzo skutecznego dobrania środków leczniczych czy też zabiegów terapeutycznych, indywidualnie dla każdego pacjenta.

(...)
Oferujemy również szereg możliwości zabiegów terapeutycznych, opartych o najnowsze osiągnięcia
medycyny informacyjnej, terapii elektromagnetycznych i falowych.

Tutaj film instruktażowy, jak diagnozować: 

Warto zwrócić uwagę na funkcję "Test for illness and entropy analysis". 

Napis na stronie startowej programu niechybnie nas uwiadamia, że Biospekt został wynaleziony w Rosji.
Na końcu filmu dowiadujemy się, że producent oprócz Biospektów (cena od 5650 euro) sprzedaje też Oberony (od 3380 euro).

Dziękuję panu Janowi Halbersztatowi za nadesłanie wiadomości o Biospekcie.

22:39, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Oberon i biorezonans
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 lutego 2015

Rosja w kryzysie, nic tylko czekać na pojawienie się jakiegoś "obywatela Szajdo", który cudownym wynalazkiem uratuje ojczyznę i zmieni bieg historii świata. Obywatel Szajdo to jeden z bohaterów doskonałej książki Piotra Goćka Demokrator, która kontynuuje  tradycje lemowskiej fantastyki groteskowej i opowiada o czymś w rodzaju Rosji w świecie przyszłości. Bardzo polecam.

Kandydatem na obywatela Szajdo jest obecnie Władimir Leonow, wynalazca silnika antygrawitacyjnego. Dzięki niemu byt Rosji przestanie zależeć od sprzedaży paliw złemu światu. 

Tu można przeczytać wywiad z Leonowem. Mnie najbardziej spodobał się ten fragment (trochę poprawiłam tłumaczenie z rosyjskiego):

Paradoksalnie, głównym przeciwnikiem zimnej fuzji i badań w dziedzinie antygrawitacji było i pozostaje kierownictwo Rosyjskiej Akademii Nauk (RAN), a dokładniej komisja RAN [do spraw] pseudonauki, która ogłosiła zimną fuzję i antygrawitację pseudonauką.

Nietrudno udowodnić, że komisja RAN [do spraw] pseudonauki była specjalnym projektem z zewnątrz, [kiedy pod przykrywką] walki z czarownikami i pseudouzdrowicielami, w RAN niszczono wszystkie grupy uczonych-entuzjastów zimnej fuzji. Na szczęście specjaliści w tej dziedzinie nie poddali się i kontynuowali swoją pracę w „podziemiu”, organizując z inicjatywy jednego z pionierów zimnej fuzji Jurija Bażutowa coroczne konferencje dotyczące tego zagadnienia. Obecnie trwają przygotowania do 22. konferencji. Co się tyczy reaktora w Rosji, to nie ma tu specjalnych tajemnic, taki reaktor już był stworzony również u nas przez Aleksandra Parchomowa.

Ale ręce komisji RAN do [spraw] pseudonauki dotarły do wojskowych, do Roskosmosu (Federalna Agencja Kosmiczna). Wstrzymano prace nad stworzeniem sztucznej grawitacji w Instytucie Systemów Kosmicznych (NIIKS), a jednego z pionierów nowego kierunku w kosmicznej inżynierii napędowej generała Walerija Mienszykowa zdymisjonowano.

W Rosji nie tylko kryzys. W Rosji także szukanie winnych. Cała Rosja ekscytuje się obecnie grą w wytykanie palcami wrogów narodu. I komisja Rosyjskiej Akademii Nauk do spraw pseudonauki okazała się właśnie wrogiem. Wrogiem ojczyzny, wrogiem postępu i wrogiem wyjścia z kryzysu pomimo zachodnich sankcji. Okazała się wręcz "projektem z zewnątrz"! A już my wiemy, kto steruje projektami z zewnątrz...

11:26, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Obywatel Szajdo
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 02 lutego 2015

Stare, ale nie znałam. Może Czytelnicy też. 

Dusza odpowiednio rezonuje i wszystko w najbliższym otoczeniu podporządkowuje się temu rezonansowi, także urządzenia elektroniczne. Powoduje to powstanie sieci relacji łączących użytkownika i jego urządzenia techniczne. Poprzez użytkowanie przekazuje on im część swojej energii, pojmowanej nie tylko jako siła, ale i zdolność jej wykorzystania. Energia na poziomie użytkownika to energia sferyczna.

To fragment książki Bóg cyborgów. Autorem jest  mgr dr Rafał Ilnicki - filozof techniki z Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Obecnie przygotowuje Obronił rozprawę doktorską dotyczącą "analizy technicyzacji kultury z perspektywy filozofii wirtualności". Poczytajcie więcej na blogu Kompromitacje.

Edit: Dziękuję Czytelnikom za zwrócenie uwagi. Baza Ludzie Nauki pokazuje, że doktorat już obroniony.

22:32, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (6) »
środa, 08 stycznia 2014

Gazeta Krakowska opublikowała spektakularną składankę wypadków drogowych na łuku ul. Armii Krajowej w Krakowie:

Pod artykułem internauci zaczęli spekulować o przyczynach tak licznych wypadków:

Ekspertyzy wykazały iż zakręt jest wybudowany zgodnie z obowiązującymi wtedy przepisami. Badano żyły wodne, zakładano jakieś odpromienniki, ale w mojej opinii najlepiej zadziałały fotoradary które tam zamontowano.

Rzecz jasna, gdy pojawiają się gdzieś wypadki, to pierwszą przyczyną, jaka może przyjść do głowy, jest żyła wodna...

Ale może to jedna z wielu krakowskich legend? Otóż nie.

Pan Mirosław Mazurek, dyplomowany mistrz radiestezji, zaświadcza:

13 stycznia 1999 roku byłem jednym z czterech mistrzów radiestezji zabezpieczających odcinek drogi w Krakowie przy ul. Armii Krajowej. Jest to łuk prawoskrętny w kierunku Bronowic od hotelu Sofitel. Przyczyną ogromnej ilości wypadków na tej trasie jest wpływ promieniowania żył wodnych, co prowadzi do mimowolnego skurczu rąk oraz do chwilowej utraty panowania nad kierownicą. Poniżej powierzchni drogi zainstalowaliśmy moderatory geopatyczne typu MD2X i MD4X likwidujące szkodliwe promieniowanie. Po odpromieniowaniu liczba wypadków samochodowych zmniejszyła się do minimum (wyłączając przypadki gdzie przyczyną jest nadmierna szybkość jazdy). Pracę tę wykonano na zlecenie Miejskiego Zarządu Dróg w Krakowie. 

A więc za pieniądze podatników miasto Kraków walczyło z wypadkami drogowymi za pomocą radiestezji i "odpromienników"? Skutki widać na załączonym filmie.

14:27, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (14) »
piątek, 12 kwietnia 2013

Irański wehikuł czasu wbudził dużo szumu w internecie. Jednak napiszę o nim, bo pojawiło się trochę nieścisłości i sprzecznych informacji, a już zwłaszcza w polskim internecie. Okazuje się zresztą, że nawet anglojęzyczni dziennikarze, od których nasi zrzynają - i którzy mają nad naszymi przewagę co najmniej jednego dnia w dostarczaniu newsów - też mają problemy ze sprawnym posługiwaniem się google translatorem. Zatem parę wyjaśnień:

Pan Ali Razeghi twierdzi, że wynalazł coś w rodzaju maszyny czasu. Jednak tak naprawdę chodzi o "software i hardware" przewidujący przyszłość (płeć dzieci, śmierć krewnych, kursy walut, wojny, etc. na kilka lat do przodu). Można się tego dowiedzieć z oryginalnego wywiadu w gazecie Sharg.

Ali Razeghi, tabnak.irAli Razeghi, wynalazca systemu przepowiadającego przyszłość

Co ciekawe, wynalazca wspomina jednak, że pracuje też nad właściwym wehikułem do podróży w czasie, ale obecnie wciąż jeszcze ma kłopot ze ściągnięciem podróżnika z powrotem.

Bloger z Iran Pulse - domyślam się, że znający perski - twierdzi, że cały ten wywiad jest utrzymany w komicznym tonie. Z drugiej strony, uważa on, że wywiad jest wynikiem usiłowania irańskich mediów, by zachować twarz po pierwszej, entuzjastycznej notce prasowej, która ukazała się w gazecie Fars News. Wszyscy piszą (np. wspomniany bloger i dziennikarz z Foreign Policy), że Fars News wstydliwie zdjął ze swojej strony tę notkę. I rzeczywiście - ale można ją wciąż odnaleźć w pamięci google. Tutaj jej tłumaczenie.

Niektórzy dziennikarze, w tym polscy, poprzekręcali informacje i piszą, że pan Razeghi zarejestrował swój wynalazek w jakimś "państwowym Centrum Wynalazków". Tymczasem w wywiadzie Razeghi mówi wyraźnie: Centrum Wynalazków Strategicznych to jest jego prywatna firma. Jest on jej dyrektorem, a tak naprawdę to dopiero ją rozkręca. Nawet dziennikarz z Foreign Policy nie bardzo umie znaleźć w internecie więcej informacji o tym centrum. Ostrożnie stwierdza, że Ali Razeghi raczej nie jest znanym naukowcem i raczej nie wynalazł wehikułu czasu.

Tymczasem sprawa jest prosta: Pan Razeghi to biznesmen, robiący pieniądze na firmach zajmujących się szeroko rozumianym doradztwem w sprawach patentów i wynalazków. Tak szeroko rozumianym, że osobiście wątpię, czy one naprawdę coś robią, poza inkasowaniem pieniędzy.

Oto dowód: Reklamy Razeghiego na pewnym portalu ogłoszeniowym. Tutaj np. pan Razeghi, w imię Mahometa, poleca usługi swojej firmy, szumnie nazwanej Pałac Ariów: wspieranie pracy wynalazców, warsztaty myślenia kreatywnego, doradztwo marketingowe i patentowe. A tutaj ogłoszenie o wspomnianym Centrum Wynalazków Strategicznych: Usługi dla ludności Iranu, studentów i nauczycieli - przekuwanie pomysłów w wynalazki pod doradztwem konsultantów, wszelakie doradztwo dotyczące patentów i komercjalizacji wynalazków. Jest numer telefonu, można zadzwonić.

Zatem zagadka rozwiązana. Ali Razeghi, jako sprytny biznesmen, narobił szumu w mediach, żeby zrobić reklamę swoim firmom. Na jednym blogu znalazłam opinię irańskiego internauty, że takie przekręty już się w tym kraju zdarzały - np. jakiś wynalazca twierdził, że odkrył lek na AIDS, a potem zwiał za granicę z pieniędzmi.

08:54, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (3) »
wtorek, 19 marca 2013

Nasz nieoceniony korespondent, dr hab. Paweł F. Góra z UJ, pisze:

Jawność postępowań habilitacyjnych, którą przyniosła nowelizacja Ustawy o stopniach naukowych etc, powoduje, że oczom zdumionego świata ukazują się takie oto persony:

Adamski Adam

Świat stoi w niemym osłupieniu. Habilitant zajmuje się psychologią kwantową, powołuje się na teorię pól torsyjnych Akimova (to właśnie kazało mi pomyśleć o Młodym Fizyku).

Rzeczywiście, oto cały dział Młodego Fizyka poświęcony Akimowowi.

Ale ponieważ zajmuje się też - a przynajmniej tak mu się wydaje - percepcją muzyki, twierdzi, iż wykazał naukowo, że:

"Muzyka typu house, heavy-metal, techno zaburzają rozwój aparatu rozrodczego u dziewcząt, czynność menstruacyjną rytmów biologicznych i prowadzi, to do: niepłodności, trudności z utrzymaniem ciąży, chorób somatycznych i skłonności do dysfunkcji psychicznych."

Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż habilitant jest absolwentem Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej KUL. Tam też musiał się zetknąć z ks. prof. Sedlakiem, co wpłynęło na główny nurt działalności nieszczęsnego habilitanta. O swojej podstawowej dyscyplinie kandydat pisze tak:

"Quantum psychology is able to accept the thesis that consciousness in its process of operation may behave as a wave or a particle, and it can also include linear and nonlinear processes."

W dodatku, jak to wykazał jeden z recenzentów, książka habilitacyjna kandydata oparta jest na masowych plagiatach dzieł innych autorów, którzy co prawda reprezentują podobny poziom merytoryczny, ale przynajmniej są oryginalni (i, na szczęście, nie piszą o muzyce).

 

Zwrócę uwagę, że recenzentem książki habilitacyjnej był nasz kolejny znajomy z Młodego Fizyka, prof. Jan Trąbka:

Fragment recenzji prof. dr hab. Andrzeja Wróbla
z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN

 


Smutne jest, że habilitant uczył i uczy studentów na różnych uczelniach.

Fragmenty recenzji prof. dr hab. Andrzeja Wróbla
z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN


 

A tak, tak - dr Adamski jest biegłym sądowym z zakresu psychologii, strach się bać:

Fragment autoreferatu dr. Adamskiego,
rozdział o działalności i współpracy z instytucjami

 

Żeby tego było mało... (Dziewczęta! Nie słuchajcie metalu i techno!)

Fragment autoreferatu dr. Adamskiego,
rozdział o działalności i współpracy z instytucjami


 


W komentarzu pod blogiem Robię Habilitację PFG zwrócił uwagę:

Recenzent nr 2 (prof. Wróbel z Instytutu Nenckiego) musiał się strasznie wkurzyć, skoro postawił wniosek o kontrolę wydziału zatrudniającego tego nieszczęsnego habilitanta.

I rzeczywiście:

Fragment recenzji prof. dr hab. Andrzeja Wróbla
z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN


 

PFG pisze dalej do Młodego Fizyka:

Moim zdaniem CK popełniła błąd wszczynając to postępowanie, gdyż kandydat nie spełnia warunku formalnego określonego w Ustawie: nie posiada dorobku naukowego ani nie wykazuje się aktywnością naukową. Skoro jednak CK postępowania wszczęła, trzech recenzentów otrząsnęło się z osłupienia, potraktowało dzieła kandydata merytorycznie i powiedzieć, że je w swoich recenzjach zmiażdżyło, to nic nie powiedzieć. W końcowym głosowaniu na Radzie Wydziału Psychologii UW nikt (sic!) nie był za przyznaniem stopnia.

Szkoda, że CK nie powołała na recenzenta ks dr hab. Piotra Natanka. Ten, zbudowany poglądami kandydata na temat muzyki, gotów byłby dać recenzję pozytywną i byłoby jeszcze zabawniej.

 

13:04, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (16) »
wtorek, 03 kwietnia 2012

Wirtualne Media piszą:

“Szósty zmysł” - Agora wchodzi w segment popularnonaukowy

Na rynku pojawił się właśnie kolejny tytuł popularnonaukowy. Agora wprowadziła właśnie do sprzedaży kwartalnik “Szósty zmysł”, którego tematem są niewyjaśnione zjawiska i zdarzenia. (...) “Szósty zmysł” to kolejny tytuł popularnonaukowy, który w przeciągu ostatnich miesięcy pojawił się na rynku.

Wirtualnym Mediom gratulujemy rozeznania w branży.

Sprawdziłam - Agora, na szczęście, nie uważa swojego nowego produktu za popularnonaukowy. Czytelnikom polecam natomiast smakowite szczegóły:

W pierwszym numerze czytelnicy znajdą tekst o telepatii i breatharianizmie - odżywaniu się energią świetlną, podpowiedzi, jak trafić szóstkę w lotto i jak żyć w rytmie kalendarza księżycowego, a także artykuł o tym, czy sprawdzą się przepowiednie o końcu naszej cywilizacji. Magazyn przedstawia także sylwetkę najsłynniejszego polskiego jasnowidza Stefana Ossowieckiego.

Dzięki vermiculusowi.

21:36, anuszka_ha3.agh.edu.pl , "dziennikarstwo" "naukowe"
Link Komentarze (8) »
środa, 11 stycznia 2012

Bardzo polecam ten artykuł: Na łamach Tygodnika Powszechnego dr hab. Piotr Wasylczyk, fizyk z Uniwersytetu Warszawskiego, demaskuje niedawnego dętego newsa o Całunie Turyńskim. Powtarzały go równie ochoczo media katolickie jak i świeckie, bo akurat szło Boże Narodzenie.

„Naukowcy twierdzą, że Całun Turyński jest nadprzyrodzony (supernatural)” – ogłosił dziennik „The Independent” kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Co właściwie odkryto?

O co chodziło w badaniach nad całunem, które nagłośniono w mediach? Okazuje się, że po prostu stwierdzono, iż takiego obrazu nie da się w pełni odtworzyć za pomocą lasera ultrafioletowego. Wyciąganie z tego wniosku, że człowiek w ogóle tego nie mógł stworzyć, jest kompletnie nielogiczne. Przecież jasne jest, że w średniowieczu nie mieli laserów. Również dla wierzących chrześcijan powinno być jasne, że Jezus niekoniecznie musiał jarzyć promieniowaniem UV, gdy zmartwychwstawał. Jest to kolejny przykład, jak dziennikarze epatują bezmyślnych ludzi magicznym zaklęciem: "naukowcy odkryli".

11:48, anuszka_ha3.agh.edu.pl , "dziennikarstwo" "naukowe"
Link Komentarze (15) »
wtorek, 10 stycznia 2012

Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł Człowiek, który przejechał Newtona. (Tutaj ten sam artykuł na wyborcza.biz, z odrębnym forum do komentowania przez internautów.)

Mam do niego kilka komentarzy.

1. Dziennikarz brał udział w eksperymencie z wózkiem:

Zaintrygowani wysyłamy na taką próbę naszego fotografa. Łukasz Giza jedzie do Kowar. Co widzi? Zamiast stadionu - dom kultury, zamiast malucha - aluminiowy wózek na ukośnej szynie. Jeden fotel, pasów brak. Wsiada. Kilka metrów przed nim - fragment bariery drogowej. Pierwsza próba - bez absorbera. Blokada zwolniona, wózek rozpędza się i

- Bach! Brutalne uderzenie metalu o metal. Huk i wstrząs - wózek aż podskoczył. Gdybym nie zapierał się rękami i nogami, wyleciałbym na zbity łeb - opowiada tuż po próbie.

A z absorberem?

- Ogromna różnica - zapewnia Łukasz. - O wiele ciszej i łagodniej. Już nie wyrywało mnie z fotela. Plecy ledwo oderwały mi się od oparcia. 

A gdyby do wózka, na którym jechał red. Giza, przywiązano wielką poduszkę puchową? Ogromna różnica! O wiele ciszej i łagodniej! Cud, panie redaktorze! Opatentować poduszkę! Poduszka łamie prawa fizyki!

To samo dotyczy drugiego opisanego eksperymentu:

W ramach rozgrzewki Przemysław Łągiewka objeżdża z zespołem różne światowe targi i wystawy (wszędzie duże wrażenie robi opisywana wyżej próba zderzeniowa w miniaturze - wózek ma wielkość cegły, a funkcję Łukasza Gizy pełni w nim moneta, która bez absorbera spada, a z absorberem ledwie się przesuwa).

Autorzy artykułu chyba nie zrozumieli, że te doświadczenia nie dowodzą wyższości zderzaka Łągiewki nad jakimkolwiek innym amortyzatorem. Nie dowodzą też łamania praw fizyki przez ten zderzak.

2. Artykuł zaprzecza głosom niektórych internautów, że autorzy EPAR nie twierdzą nic o łamaniu praw fizyki:

W materiale TVP z 15.10.2011 prof. Gumuła powiedział:

-Istnieją jednak takie elementy tego zjawiska, które wytłumaczyć na bazie istniejącej fizyki jest trudno, nad tym pracujemy.

W artykule z Wyborczej prof. Gumuła to potwierdza:

Choć na wytracenie prędkości było tylko 20 cm, zarówno auto, jak i nieprzypięty pasami kierowca wychodzą z tych prób bez szwanku. Jedynym poturbowanym jest Newton, ojciec fizyki klasycznej. Dlaczego? Bo uczestnicy prób utrzymują, jakoby urządzenie minimalizowało siłę bezwładności (która powinna rzucić jadących do przodu). A więc robiło coś, co nawet teoretycznie wydawało się niemożliwe.

Nic dziwnego, że wielu widzów potraktowało pokaz jako cyrkową sztuczkę. Tymczasem

- Siła bezwładności faktycznie ulega zmniejszeniu - przyznaje prof. Stanisław Gumuła z AGH

Tymczasem na blogu Będąc Młodym Fizykiem pokazałam, że udostępnione na stronach firmy EPAR publikacje (w zamierzeniu autorów - naukowe) niczego takiego nie dowodzą. Pokazuję, że w tych publikacjach są następujące nieścisłości:

- Wykres prędkości pojazdu zderzającego się z przeszkodą nie pasuje do wykresu przyspieszenia tegoż pojazdu (przyśpieszenie powinno być pierwszą pochodną prędkości po czasie, a nie jest). Choć przyspieszenie, jak twierdzą autorzy, wyliczone zostało przez nich z wykresu prędkości. Prędkość ta mierzona była z zewnątrz pojazdu.

- Ponieważ siła jest proporcjonalna do przyspieszenia, to wykres siły zderzenia powinien być proporcjonalny do wykresu przyspieszenia. A nie jest.

- Autorzy porównują wykres przyspieszenia mierzonego na zewnątrz pojazdu z wykresem przyspieszenia mierzonego wewnątrz. Wykresy te nie są takie same, przyspieszenie wewnątrz pojazdu jest z tajemniczych powodów mniejsze, a zatem według nich łamane są prawa fizyki. Problem w tym, że trudno uważać wykres przyspieszenia mierzonego na zewnątrz pojazdu za wiarygodny, kiedy nie zgadza się on z wykresem siły zderzenia.

- W dwóch publikacjach pokazane są dwie różne konstrukcje zderzaka, ale te same wykresy doświadczalne. Nie jest wyjaśnione w tekstach, czy pokazane konstrukcje to te, które używano w eksperymencie.

- W publikacjach brak informacji o metodach pomiarów (tylko co do niektórych pomiarów podano, jakie urządzenia zostały tam użyte). Brak też informacji, jaką metodą przeliczono wykres prędkości na wykres przyspieszenia (te dwa właśnie do siebie nie pasowały).

- W publikacji o windzie autorzy ograniczyli się do stwierdzenia, że urządzenie redukuje tam przeciążenia, ale nie podali żadnych danych doświadczalnych, które by to popierały.

Mój wniosek jest taki, że publikacje te nie spełniają kryteriów bycia publikacjami naukowymi. Jestem przekonana, że w recenzowanych czasopismach z listy filadelfijskiej zostałyby z pewnością odrzucone. Publikacji takich nie można uznać za dowód, że wynalazek w niewyjaśniony sposób redukuje siłę bezwładności i łamie prawa fizyki.


3. Artykuł zaprzecza wrażeniu wysnutemu przez wielu internautów z innych przekazów medialnych o zderzaku, jakoby to uniwersytet w Cambridge rozpoczął spór z Łągiewką o patent. Było przeciwnie - spór rozpoczęła firma Łągiewki:

W styczniu 2010 r. zaczyna się korespondencyjny ping-pong między obiema stronami, a ściślej ich kancelariami prawnymi. Serwują Polacy: "Pragniemy zasygnalizować podobieństwo naszego rozwiązania Prosimy o ustosunkowanie się W przeciwnym razie podejmiemy działania zmierzające do zablokowania patentu".

4. Artykuł zaprzecza teoriom spiskowym wysnutym przez niektórych internautów, jakoby wynalazca z Cambridge ukradł wynalazek Łągiewce. Nikt nikomu niczego nie ukradł, bo nawet rzecznicy patentowi, w tym jeden wynajęty przez Łągiewkę, przyznają, że Łągiewka wynalazek upublicznił. A jak można ukraść coś upublicznionego? 

Jerzy Ziółkowski, rzecznik patentowy wynajęty przez Łągiewków. (...) Co mogą wskórać Polacy? - Jedynie unieważnić patent. Bo to, żeby pan Łągiewka stał się jego autorem, absolutnie nie wchodzi w grę. Dlaczego? Ponieważ upublicznił swój wynalazek - twierdzą Adam Pawłowski i Jerzy Ziółkowski. Obaj rzecznicy patentowi są zgodni, że był to kardynalny błąd. 

5. Może i gadanie o łamaniu praw fizyki przysparza publicity, ale nie ułatwia patentowania. Przyznają to sami rzecznicy patentowi - w tym jeden wynajęty przez Łągiewkę:

Drugim błędem Lucjana Łągiewki był sposób, w jaki tłumaczył działanie absorbera. "Gdyby nie mówił, że wywraca to czy inne prawo, lecz po prostu go opisał, losy wynalazku, jak i pewnie samego wynalazcy, potoczyłyby się inaczej. Patrz Smith i jego inerter"


6. Nieprawda, że zderzak Łągiewki nie działa. On działa - w takim sensie, że owszem, amortyzuje zderzenia, przekazując energię zderzenia elementowi obrotowemu.

Natomiast nie zostały zaprezentowane publicznie dowody
a) że łamie on prawa fizyki (patrz punkt 2)
b) że i w jaki sposób jest lepszy od istniejących obecnie zderzaków, amortyzatorów, stref zgniotu, poduszek, etc. Dostępne w internecie prezentacje nie stanowią dowodu, ponieważ albo porównują EPAR ze sprężyną (dlaczego to bez sensu - wyjaśniam tu), albo porównują zderzenie z EPAR ze zderzeniem bez jakiejkolwiek amortyzacji (jak tutaj).

[Dopisuję punkt 6. 13.1.2012, po przeczytaniu dalszych dyskusji pod artykułem.]

10:51, anuszka_ha3.agh.edu.pl , zderzak Łągiewki (EPAR)
Link Komentarze (61) »
piątek, 23 grudnia 2011

"Troje pracowników Centrum Kultury Fizycznej Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu zachorowało na raka. Po zamieszaniu wśród kadry uczelnia postanowiła sprawdzić, czy ta sytuacja może mieć związek z miejscem pracy. I choć zdaniem władz centrum nie potwierdzają tego żadne badania, w budynku przy ul. Dojazd w Poznaniu zostaną zamontowane odpromienniki żył wodnych. " - donosi onet.pl za Polska The Times.

13:39, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (15) »
czwartek, 01 grudnia 2011

viXra to baza publikacji niedocenionych.

arXiv jest znaną internetową bazą naukowych preprintów. Niektóre (nie wszystkie) czasopisma naukowe zezwalają naukowcom na umieszczenie tutaj swojego artykułu naukowego, zanim zostanie ostatecznie opublikowany w recenzowanym czasopiśmie. Ludzie wrzucają tutaj swoje prace głównie z dwóch powodów: 1. Dzięki temu wstępna wersja artykułu może być dostępna dla czytelników nie posiadających subskrypcji czasopisma. 2. Mogłoby się to ewentualnie przydać przy udowadnianiu pierwszeństwa publikacji. Mój kolega Michał opisał na innym blogu, jak miło i przyjemnie jest korzystać z arXiv.

Jednak nie dla wszystkich jest miło i przyjemnie. W 2004 roku, z powodu dużego "przerobu" i pojawiania się pseudonaukowych tekstów, arXiv wprowadził system weryfikacji autorów. Choć w zasadzie każdy może opublikować swój artykuł na tym serwisie, to w pewnych przypadkach administratorzy wymagają potwierdzenia przez innego użytkownika-naukowca, że dany autor rzeczywiście należy do społeczności naukowej, ma znajomość podstaw danej dziedziny i nie zamierza opublikować bijącej po oczach bzdury.

Z tego powodu osoby odrzucone przez arXiv założyły alternatywną bazę preprintów, viXra, na której można publikować bez spełniania tych wymagań. Warto zajrzeć na wykaz najnowszych artykułów. Pojawiają się tam znajome z Młodego Fizyka pola morficzne i świadomość kwantowa, poza tym podróże nadświetlne, homeopatia, ciemne fotony, związki typów psychologicznych z materią oraz antymaterią, i inne. Miłej lektury.

(Dzięki Włodkowi N.)

14:58, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla konesera
Link Komentarze (5) »
piątek, 25 listopada 2011

Pana Włodzimierza Zylbertala, założyciela i fundatora Laboratorium Energii Subtelnych, poznałam dzięki zderzakowi Łągiewki:

Model pojazdu ze zderzakiem Łągiewki osobiście testowałem w moim laboratorium i na własne intensywnie przecierane oczy widziałem, jak działa. A że laboratorium jest "świrologiczne" (badam wszelkie energie "para", w tym pola torsyjne), to i wykryłem, gdzie podziewa się energia zderzenia. Otóż ruch obrotowy, a dokładniej - sama oś obrotu, to rodzaj połączenia ze światami równoległymi. 

Uff, to było mocne uderzenie!

Wreszcie rozumiemy, jak działa omawiane przez nas niedawno doświadczenie:

Crash-test w moim laboratorium odbył się przy prędkości kilku kilometrów na godzinę, a wynik widać było, gdy w chwili zderzenia "lokomotywki" ze ścianą luźno leżący na konstrukcji kawałek metalu nie zsunął się, wbrew potocznemu doświadczeniu. Dokładnie w chwili zderzenia wystąpiła też transmisja w "inne" wymiary.

W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak udać się na stronę Laboratorium pana Zylbertala i dowiedzieć się, jakimi innowacjami będzie mógł poratować ojczystą gospodarkę w kryzysie.

Cele badań
Czym zajmuje się Laboratorium?
Aby dobrze orientować się w świecie energii subtelnych, trzeba umieć je mierzyć i porównywać – a dziś techniki pomiarowe energii subtelnych zaledwie raczkują. Ich udoskonalenie jest jednym z największych wyzwań psychotroniki.
Takie właśnie cele stawia sobie Laboratorium Energii Subtelnych.
Laboratorium zajmuje się obecnie częścią psychotroniki najbardziej zbliżoną do nauk przyrodniczych, czyli stykiem energii subtelnych z fizyką i biologią. Na tym styku otrzymano interesujące rezultaty w zakresie technologii pomiarowych tajemniczych dziś energii.

Radzę czytelnikom przejrzeć kolejno wszystkie podstrony tej witryny, bo ja na każdej znalazałam coś, z czego można boki zrywać. Do tego stopnia, że zaczęłam podejrzewać szefa Laboratorium o bycie inteligentnym jajcarzem. Który jednakże wystawia klientom słone rachunki.

Urocze są schematy i wykresy w dziale Obserwacje i hipotezy wynikające z badań prowadzonych w Laboratorium. Albo dział Publikacje obce:

W tym dziale polecamy publikacje nie pochodzące z Laboratorium, ale związane z naszą tematyką i uznane przez nas za wartościowe.

Albo dział Doradztwo biznesowe:

Laboratorium Energii Subtelnych dysponuje wieloletnim doświadczeniem w zakresie szybkiej i precyzyjnej oceny metodami psychotronicznymi przedsięwzięć gospodarczych i ludzi w nich uczestniczących. Posługujemy się wyrafinowanymi metodami analiz dywinacyjnych i psychometrycznych. Metody te w większości przypadków nie wymagają kontaktu diagnosty z osobą ocenianą.

Wspaniała jest kronika osiągnięć Laboratorium. Wynika z niej, że instytucja świadczy usługi biznesowi sprzedającemu ludziom kit.

Październik 2010
Laboratorium rozpoczęło program komercyjnego wykorzystania swego potencjału, opracowując technologie i wyroby dla kilku producentów urządzeń powszechnego użytku.

Skoro te firmy kupują "technologie" od Laboratorium, czy można powiedzieć, że Laboratorium sprzedaje kit wyższego rzędu?... Chylę czoła przed wyczuciem biznesowym pana Zylbertala.

Na koniec jeszcze jeden powód do radości:

14.12.2007
Prezentacja niektórych osiągnięć Laboratorium na kongresie „Duchowość Astrologii” zorganizowanym przez INS AGH Kraków.

Rzeczywiście taka konferencja miała miejsce! Na stronie Wydziału Humanistycznego AGH mamy informację, która sugeruje konferencję poświęconą naukowemu opisowi społecznego fenomenu astrologii:

W programie czytamy:

Konferencja jest jedną z pierwszych w powojennej nauce prób przekrojowej analizy zjawiska, jakim jest współczesna polska astrologia. Proponujemy dyskusję między środowiskiem współczesnych astrologów i światem nauki, której celem ma być opis szeroko rozumianej duchowości, jaką prezentuje astrologia.

Czy mam rozumieć, że pan Zylbertal i jego koledzy występowali na konferencji w charakterze eksponatów? Astrolog składający relację ze zjazdu nie miał takiego poczucia:

Uczestników najbardziej ciekawiło to, czy astrolog finansowy jest w stanie rozbić bank.

09:01, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (13) »
czwartek, 10 listopada 2011

W komentarzach pod innym wpisem o zderzaku Łągiewki poproszono mnie o wyjaśnienie tego fragmentu filmu:

Najpierw puszczany jest wózek ze zderzakiem Łągiewki. Urządzenie działa jak klasyczny zderzak - wydłuża drogę hamowania. Równie dobrze mógłby to być amortyzator hydrauliczny, tylko że w amortyzatorze energia zderzenia jest rozpraszana w cieczy, natomiast tutaj jest ona przekazywana obrotowemu elementowi mechanicznemu. Nie ma w tym nic, czego nie opisywałaby klasyczna fizyka. Wózek zderza się ze ścianą za pośrednictwem zderzaka. Zderzak wsuwając się obraca element obrotowy (jest to tutaj chyba walec obracany za pomocą zębatki). Zatem część energii zostaje w ten sposób przekazana obrotowemu walcowi. Zderzak wsuwa sie do końca, ale ponieważ wózek wciąż jeszcze ma pewną prędkość, to odbija się od ściany (na skutek sprężystości materiału ściany oraz wózka) i jedzie kawałek w przeciwnym kierunku. Na wózku leży blaszka. Podczas hamowania wózka bezwładność pcha blaszkę nieco do przodu, póki nie zatrzyma się ona na skutek tarcia o wózek. Blaszka przesuwa się o niewielką odległość, tak że nie spada z wózka.

Następnie puszczany jest wózek, gdzie zamiast zderzaka znajduje się sprężynka o takie długości, jak wcześniej zderzak. Wózek zderza się ze ścianą za pośrednictwem sprężyny. Im bliżej znajduje się ściany, tym wolniej jedzie, a sprężyna coraz mocniej się zaciska. W końcu sprężyna odbija wózek - zaczyna on jechać w przeciwnym kierunku, ale szybciej niż w przypadku ze zderzakiem. Blaszka na skutek bezwładności spada z wózka.

Nie bardzo wiadomo, co autorzy filmu chcą udowodnić tym eksperymentem.

No bo dlaczego blaszka w pierwszym przypadku nie spada, a w drugim spada? Zderzak wywiera mniej więcej stałą siłę hamującą (ergo utrata prędkości jest stała na całej drodze hamowania), natomiast sprężyna wywiera siłę proporcjonalną do jej odkształcenia (czyli utrata prędkości jest tym większa, im bliżej ściany). W obu przypadkach największa siła jest wywarta na wózek w momencie odbicia od ściany - wtedy zmiana pędu w jednostce czasu jest największa - bo pęd zmienia zwrot na przeciwny. Ale w przypadku zderzaka, do chwili zderzenia ze ścianą duża część energii już została przekazana obrotowemu walcowi, dlatego wózek słabo odbija się od ściany i blaszka odczuwa małą siłę bezwładności. Natomiast w przypadku sprężyny, energia jest akumulowana właśnie w tej sprężynie - dlatego po maksymalnym ściśnięciu sprężyna oddaje tę energię i wypycha wózek w przeciwną stronę. Dlatego wózek odbija się mocniej, blaszka odczuwa większą siłę bezwładności i w efekcie spada z wózka.

Błąd tutaj polega na porównywaniu dwóch różnych efektów - zderzak pochłania energię i jej nie oddaje (zostaje ona w kręcącym się walcu), natomiast sprężyna gromadzi energię, po czym ją oddaje wózkowi. W dodatku w przypadku zderzaka siła hamująca jest stała, więc blaszka odczuwa stałą siłę bezwładności na całej drodze hamowania, a w przypadku sprężyny siła hamująca zwiększa się wraz ze zbliżaniem do ściany, więc blaszka odczuwa coraz większą siłę bezwładności.

Gdyby autorzy chcieli zaprezentować wiarygodne porównanie, to powinni porównać zderzak Łągiewki z np. amortyzatorem hydraulicznym o takiej samej długości i stawiającym taki sam opór przy ściskaniu, co zderzak. Zgodnie z zasadami znanej nam fizyki, wówczas w obu przypadkach blaszka powinna zachować się tak samo. Jeśli natomiast jest prawdą to, co twierdzi pan Łągiewka, że jego zderzak w tajemniczy sposób dodatkowo redukuje siłę bezwładności (w co osobiście wątpię), to byłoby widać różnicę: na wózku wyposażonym w zderzak blaszka przesunęłaby się mniej, niż na wózku z amortyzatorem. Ten film jednak tego nie dowodzi.



23:05, anuszka_ha3.agh.edu.pl , zderzak Łągiewki (EPAR)
Link Komentarze (134) »
sobota, 22 października 2011

Warto przeczytać krótki tekst o ks. Sedlaku w Gazecie Wyborczej. Otóż pewna szkoła wyższa zorganizowała konferencję na temat jego dorobku. Szkoda, że red. Cieśliński nie wypunktował dokładniej, co jest nie tak z teoriami Sedlaka. Starają się to zrobić internauci w komentarzach pod artykułem.

Internauta cmoscmos pisze:

Ja czytając w tamtych czasach książkę Sedlaka ("Homo Electronicus", czy jakoś tak) miałem wrażenie, że publikacja jej w naukowej serii "+/- nieskończoność" z podkreśleniem że autor jest profesorem na KUL-u miało na celu kompromitację tej uczelni i kościoła przy okazji. Sorry, ale to był totalny bełkot, taka próba napisania jak największej ilości zdań z przymiotnikiem "kwantowomechaniczny", nie udało mi się tam znaleźć dyskutowalnej tezy, a wszystkie podane w niej liczby i sprawdzalne fakty były błędne. Od tego czasu jestem zdecydowanym przeciwnikiem finansowania KUL-u ze środków państwowych. 

Ja czytałem "Homo electronicus" w roku 1984. Użycie w każdym zdaniu mądrego słowa "kwantowomechaniczny" nie powoduje że to zdanie zaczyna mieć sens. On na przyklad na poważnie wysnuwał teorie, że rozwój mózgu o hominidów był związany ze zmianą postawy na wyprostowaną, bo pola elektromagnetyczne zaczęły działac wzdłuż kręgosłupa, a nie w poprzek. Pomijając nawet bzdurne założenie że kierunek tych pól elektromagnetycznych jest jakoś związany z kierunkiem wektora grawitacji (może na biegunie dałoby się to jakoś uzasadnić, ale skąd tam hominidy?) to taką teorię można obalić jednym paluszkiem - gdzie te wspaniałe mózgi żyraf, które przecież też mają kręgosłup bliski pionu, ale znacznie dłuższy.

No i jeżeli profesor od czegokolwiek uwaźa za tajemnicę dlaczego kiedyś do robienia stali wystarczała dymarka (robił eksperymenty z dymarkami) a teraz potrzeba całej huty to trudno brać poważnie jakiekolwiek jego wynurzenia. Ja rozumiem że wtedy nie było internetu, a w bibliotece KUL-u nie było nic o metalurgii, ale naprawdę można było znaleźć jakąś książkę na ten temat i się dowiedzieć, zamiast bzdurzyć o niewyjaśnionych tajemnicach. A w całej książce nie było sformułowanej ani jednej tezy. Specjalnie szukałem. Ani jednej. Nawet najmniejszej. Tylko nic nie znaczący bełkot ze słowem "kwantowomechniczny" w każdym zdaniu. 

No, może nie w każdym zdaniu, ale można sobie sprawdzić, że Homo electronicus to rzeczywiście bełkot. W innych pismach ks. Sedlaka, nawet o tak intrygujących tytułach, jak Technologia Ewangelii, jest to samo. "Strumień świadomości" pełen mądrych wyrazów, ale nic nie znaczący.

Jednak ks. Sedlak cieszy się w Polsce niezrozumiałą estymą. Jak pisze Katolicka Agencja Informacyjna, miasto Radom ustanowiło rok 2011 rokiem ks. Sedlaka:

W konfesjonale radomskiej katedry, gdzie przez lata spowiadał ks. Sedlak, ma pojawić się tabliczka upamiętniająca wybitnego kapłana.

O Sedlaku przychylnie piszą różne uczelnie. Miesięcznik Uniwersytetu Śląskiego publikuje artykuł: Bóg dokonuje się kwantowo. Kwartalnik naukowy Uniwersytetu Kardynała Stanisława Wyszyńskiego publikuje artykuł: Granice wiedzy i wiary w ujęciu W. Sedlaka na tle współczesnych typów relacji między naukami przyrodniczymi a refleksją teologiczno-filozoficzną. Z tych tekstów wynika, że polska myśl teologiczna (hłe hłe) uważa ks. Sedlaka za prawdziwego naukowca-przyrodnika, w dodatku łącznika z teologią. Najwidoczniej tego rodzaju pseudonaukowe bajania łatwo dają się wkomponować w to, co w Polsce nazywa się uprawianiem teologii katolickiej.

Oczywiście Katolicki Uniwersytet Lubelski, alma mater księdza, poświęca mu dużo wzmianek w internecie. Co ciekawe, studenci są tam uczeni teorii Sedlaka! Tutaj lista zagadnień do kolokwium z jakiegoś przedmiotu. Nie jestem pewna, co to za przedmiot i kto go wykłada, ale pracuje na KULu prof. Józef Zon, uczeń Sedlaka. Czyżby to on? Jest kierownikiem i jedynym pracownikiem Katedry Biologii Teoretycznej KUL.

Na marginesie, ciekawa jest organizacja tej uczelni, bo Katedra Biologii Teoretycznej należy do Instytutu Filozofii Przyrody i Nauk Przyrodniczych. Należy do niego również Katedra Fizyki Teoretycznej. Jeśli chodzi o katedrę fizyki, to część jej pracowników rzeczywiście uprawia fizykę, a część zajmuje się tylko filozofią jakoś tam powiązaną z zagadnieniami fizyki. Natomiast nazwa "Katedra Biologii Teoretycznej" jest myląca, bo nikt nie zajmuje się tam biologią. Prof. Zon poświęca się jedynie filozofii jakoś tam powiązanej z biologią.

Ciekawe jest, że prof. Zon wystąpił na KULowskiej konferencji poświęconej pseudonauce i paranauce z referatem o twórczości ks. Sedlaka: Kryteria demarkacji między nauką, para- i pseudonauką na przykładzie kontrowersji wokół bioplazmy. Brzmi dość dobrze, sugeruje, że ks. Sedlak na bakier z nauką jednak był. Ale ciekawe co było w referacie? Znalazłam dłuższą pracę prof. Zona na ten temat: Bioplazma i plazma fizyczna w układach żywych - Studium przyrodnicze oraz filozoficzne. Jest zadziwiająca. Bo z jednej strony streszcza zarzuty o nienaukowość, jakie stawiano Sedlakowi (str.157), i niby przyznaje im rację, ale podsumowuje:

Po zapoznaniu się z przedstawionymi listami argumentów i opinii negatywnych, sformułowanych w odniesieniu do twórczości Sedlaka oraz Sedlaka jako osoby widać, że zdecydowanie przeważają te o charakterze metodologicznym, metodycznym oraz personalnym. Argumentów rzeczowych jest stosunkowo niewiele.

Czyli tak: Argumenty ad personam są brzydkie. OK. Ale argumenty metodologiczne są jakby przeciwstawione "argumentom rzeczowym". Że niby krytykowano metodologię badań Sedlaka, lecz "rzeczowych" błędów mu nie wykazano. To zabawne, bo czytając strumień świadomości księdza profesora widzimy, że najpierw potrzeba by jakiejkolwiek metodologii, żeby móc sformułować rzeczowe tezy, które można poddać dyskusji. A tych tez, jak napisał cmoscmos, najwyraźniej nie ma.

W dalszym ciągu tego rozdziału autor lamentuje nad tym, że nikt się na Sedlaku nie poznał, bo gdyby oczyścić i usystematyzować jego idee, to na pewno! na pewno! miałyby wartość poznawczą i aplikacyjną. Przecież Sedlak był samoukiem, nie miał wsparcia laboratoryjnego i finansowego. Przecież był ambitny i świadomie narażał się na frontalne ataki. To smutne, ale w Polsce panuje kult dobrych chęci. Tymczasem w naukach przyrodniczych liczą się wyniki, a nie dobre chęci. Takie tłumaczenia są niepoważne.

Prof. Zon jednak brnie jeszcze dalej: Mówi, że cała ta sedlakowska bioplazma to metafora, i że stworzenie owej metafory jest zasługą księdza profesora dla nauk przyrodniczych, bo "metafory mają swoje pełnoprawne miejsce także w języku biologii i biofizyki". A w następnych rozdziałach - autor proponuje dalsze badania nad znalezieniem mimo wszystko "bioplazmy" w organizmach żywych.

09:48, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (49) »
czwartek, 11 sierpnia 2011

Bloga quantumbbs.com nie polecam nie-fizykom zainteresowanym mechaniką kwantową. (Z góry wyjaśniam w razie, gdyby ktoś wszedł tu przypadkiem z gógla.)

Blog wygląda, jakby autor przepisywał - nie, nie z podręczników mechaniki kwantowej, lecz ze wstępów do nich - takie ogólnikowe stwierdzenia, które stwarzają pozory zrozumiałości. Utwierdzony w przekonaniu, że wie, o co chodzi, okrasza je własnymi przemyśleniami. 

 

Świadomość kwantowa

Wielu lekarzy, neurologów, naukowców, biologów i genetyków, jak i również psychologów uważa, iż kwanty występują nie tylko i wyłącznie we wszechświecie, ale i również wewnątrz organizmów żywych.

Tym samym można pokusić się o teorię według to której nasza świadomość, to nic innego jak mikroskopijne cząsteczki kwantowe, które to niestety same również posiadają świadomość i mogą nami dowolnie sterować.

Jest to teoria bardzo ryzykowna i zarazem wielce nieprawdopodobna w mniemaniu zwykłego człowieka. Dla naukowców jest to jednak kolejny fakt, który należy kiedyś udowodnić. Czy rzeczywiście możliwe jest by w naszych neuronach i przekaźnikach nerwowych występowały swoiste białka, jakie to posiadają mikroskopijne rozmiary i oczywiście są zdolne do wywoływania określonych reakcji.

Jeśli te białka zbudowane są z kwantów, to wnętrze naszych neuronów musi stanowić swoistą czasoprzestrzeń. Jeśli jest to dodatkowo taka sama czasoprzestrzeń z jakiej zbudowany jest wszechświat, to doskonale wiemy, że w takim wypadku zdąża ona do ściśle określonego celu.

 

08:48, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (19) »
czwartek, 04 sierpnia 2011

31-letni Szwed został zatrzymany przez policję za próbę budowy reaktora atomowego we...własnym mieszkaniu. W kuchni mężczyzny znaleziono sprzęt oraz materiały radioaktywne, które fizyk-amator zamówił przez internet.

Jak chciał budować reaktor? "Przeczytałem dużo książek, sporo w internecie"

Gazeta.pl dodała do tego imponujące zdjęcie reaktora, ale nie tego. Prawdziwy reaktor w kuchni Szweda wyglądał tak.

09:33, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (9) »
niedziela, 31 lipca 2011

Fizyka kwantowa określa, że wszystko, co nas otacza, a nawet my sami to energia, gdyż materia jest zbudowana z atomów i cząsteczek elementarnych.

Kwantowa teoria pola wyjaśnia, że aby coś istniało, musi posiadać energię. Czyli energia tworzy materię. Energia tworzy rośliny i zwierzęta. W tym - człowieka. Energia macierzysta jest energia młodości. I to jest cała tajemnica płynu Nef-Ra.

Sześciotygodniowa kuracja płynem ziołowym Nef-Ra kosztuje 390 dolarów (w promocji tylko $269.70). 

Uwaga: Sa prowadzone badania nad ulepszeniem plynu Nef-Ra. Badania te sa bardzo kosztowne gdyz prowadzone sa w Peru gdzie w przyszlosci powstanie osrodek badawczy  oraz Klinika Nef-Ra.

Do tej pory calosc kosztow pokrywal  naukowiec, wynalazca i badacz plynu Nef-Ra Kazimierz Sobiech.

Kazimierz Sobiech, źródło: nef-rahealth.com

Osoby ktorym Nef-Ra pomogla i sa one przekonane o slusznosci tych badan, proszone sa o nawet niewielkie dotacje ktore mozna skladac w sklepie pod adresem: 6154-B W. Belmont, Chicago. Mozna tez umowic sie na spotkanie z tworca  plynu Nef-Ra w celu uczestniczenia  w tak wielkim odkryciu .

 (Nadesłał PFG)

00:07, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (10) »
piątek, 29 lipca 2011

"Ten Pan ma niesamowite teorie, ale nie mogę ich dłużej zgłębiać bo nabawię się zakwasów mięśni brzucha." - napisał mi czytelnik Marcin S.

Dan Winter

Dan Winter (jego strona domowa - szaleńcza!) to nowy guru podbijający rynek polski. Rok temu pod Krakowem odbyło się pierwsze w naszym kraju "seminarium" tego pana (opłata 220 zł za 2 dni, nie licząc noclegów):

Fraktalny Wszechświat i Sekret Życia - tematy (sobota)

  • - Czym jest geometria fraktalna - wprowadzenie
  • - Geometria fraktalna jako narzędzie analizy w fizyce i astrofizyce.
  • - Czy wszechświat ma naturę fraktalną i jest dwunastościanem?
  • - Fraktalna kompresja ładunku elektrycznego jako przyczyna grawitacji i życia.
  • (Złota Proporcja jako rozwiązanie dla teorii Jednolitego Pola Einsteina oraz Tajemnicy Życia)
  • - Geometria ludzkiego DNA
  • - Geometria fraktalna i Nowa Fizyka Świadomości
  • - Czy miłość można zmierzyć?
  • - Prezentacja urządzenia „Heart Tuner” mierzącego biologiczne sprzężenie zwrotne.
  • - Sacred Geometry jako Matryca Stworzenia?

Implozja i Uzdrawianie Wody - tematy (niedziela)

  • - Na czym polega zjawisko implozji
  • - Zasada działania urządzenia „Water Imploder”
  • - Oczyszczanie wody przy pomocy urządzenia „Water Imploder” – praktyczne zastosowanie geometrii fraktalnej.
  • - bioarchitektura i sekret życia

Jak widać, Dan Winter inspiruje się teoriami Emoto o inteligentnej wodzie (o Emoto pisaliśmy tutaj). Polecam przeczytanie przykładowego zapisu z wykładu guru. Dan Winter jest wyznawcą Świętej Geometrii. Z wykładu wynika, że dotarł do mało znanych teorii Griebiennikowa o bioantygrawitacji wywoływanej przez geometryczną strukturę owadzich pancerzyków chitynowych:

Inny przykład struktury biologicznej tworzącej grawitację pochodzi od Grebennikova, który pracował ze szkieletami owadów i odkrył, że posiadały one geometrię dwunastościanu. I w rzeczy samej struktury te były silnymi urządzeniami antygrawitacyjnymi. I faktycznie użył ich potem, by zrobić urządzenie latające... i przeleciał się kawałek używając owadzich szkieletów...

Dan Winter wie, jak sterować grawitacją. Wystarczy mieć Fraktalny Kondensator zrobiony z materiałów organicznych:

Jednym z najbardziej znanych fizyków, który używał kondensatorów, by wytworzyć grawitację był Thomas Townsend Brown. Jednym z najlepszych materiałów do robienia kondensatorów tworzących grawitację było zapiekane białko jajka...

No tak, przecież -

Jajko i szyszka są fraktalami. Mogą dosłownie zasysać ładunek z pola grawitacyjnego. I TO JEST SEKRET ŻYCIA! Cała biologia wkłada wiele pracy by stać się fraktalna, aby zassać ładunek z otaczającego nas efektu pola. I to jest sekret bycia żywym.

Seminarium Wintera zorganizowane zostało przez krakowską fundację Królewski Szlak, która na pierwszy rzut oka wygląda po prostu na organizację wspierajacą ekologiczne budownictwo.

08:59, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Zakładki:
Gwiazdy "dziennikarstwa" "naukowego"
Prawdziwi fizycy
Prawdziwi dziennikarze naukowi
Inne nasze projekty
Nasz rosyjski odpowiednik
Czytają nas
Niekoniecznie nonsensy
Polecamy
Polecamy bramkę sms
Tagi
Zmiana statystyk...
We wrześniu 2009:
8165 użytkowników
9536 wizyt
17330 odsłon