Nonsensy z nauki polskiej i zagranicznej
niedziela, 31 sierpnia 2008
Pod wpisem o makabrycznych eksperymentach doc. Buta z akademii medycznej w Omsku zostawił swój komentarz internauta Markus:

Witam,

Włos się jeży...

analogiczny pomysł jest w powieści SF Jacka Dukaja "Czarne Oceany" - przywabianie pewnych "istot", nazywanych monadami, przy pomocy skoncentrowanej emisji emocji, najlepiej bólu, a najlepiej, jeśli jest to ból powstały przy powolnym zabijaniu "wysoko zorganizowanych" zwierząt. Ma to pewien związek z telepatią, przewidywaniem przyszłości itp. zjawiskami paranormalnymi. Ciekawe, czy pan Dukaj czytał o eksperymentach p. Buta...

Napisałam więc do pana Jacka Dukaja z zapytaniem:

Witam,
Jestem fizykiem i prowadzę kilka blogów popularno-naukowych. Na jednym z nich, "Będąc Młodym Fizykiem", opisuję różne pseudonaukowe nonsensy.

Pewnego razu przeszukując sieć wpadłam na trop bardzo dziwnego odkrycia. Pewien naukowiec z Rosji prowadził w latach 90. makabryczne badania nad uśmiercaniem zwierząt. Dziś pod notką o tej sprawie jakiś internauta zostawił mi komentarz. Pisze, że o czymś bardzo podobnym czytał w Pana powieści "Czarne Oceany".

[link]
Czy zetknął się Pan kiedykolwiek z wiadomościami o eksperymentach docenta Buta z Omska?

Pisarz odpowiedział wkrótce:
Nie przypominam sobie. A zbieżność można wytłumaczyć tak, że i ja, i on wyszliśmy od tych samych teorii rezonansu formy, pola morfogenetycznego itp. (Sheldrake et consortes) - konsekwentne rozwinięcia podobnych założeń dają podobne aplikacje praktyczne. Tylko że dla mnie to SF, a on najwyraźniej wziął rzecz serio.
Rzeczywiście, idea "pola morfogenetycznego" jest popularna - np. w opisywanej przeze mnie książce Ingeneza. Albo "rezonans kształtu" - o tym jest książka o piramidkach, którą też prezentowałam. Docent But nie używał nigdzie tych pojęć, ale jak widać w sferze pseudonauk wszystko jest płynne, jedno przechodzi w drugie i wszystko inspiruje się wszystkim. (A w dodatku - jak zauważyłam - wszyscy luminarze pseudonauki znają się wzajemnie...)
00:49, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Oberon i biorezonans
Link Komentarze (8) »
piątek, 29 sierpnia 2008

Andsol nadesłał kolejny link z serii "inteligentna woda".

The water and the light become quantumly entangled at those places of constructive interference.

This means that when we are in higher emotional states, and we direct our feeling of, say, love or compassion, to a container of water, the water will freeze into beautiful geometrical patterns.

Dobrze, że tam proponują eksperyment weryfikujący te teorie. Chciałabym, żeby go jak najszybciej wykonali i opublikowali wyniki.

10:26, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Emoto i inteligentna woda
Link Komentarze (2) »
czwartek, 28 sierpnia 2008


Wraz z grupą kolegów zaczęliśmy współpracę z Tygodnikiem Powszechnym.

Tygodnik Powszechny

Zapraszamy:
13:33, anuszka_ha3.agh.edu.pl
Link Komentarze (3) »
środa, 27 sierpnia 2008

Racjonalista.pl czasem promuje udowadnianie twierdzeń metafizycznych za pomocą fizyki. Jako fizyk znajduję takie postępowanie wysoce nieracjonalnym...

W artykule Co za ulga: Wszechświat chyba pulsuje! autor cieszy się, że pojawiła się jakaś teoria alternatywna do Wielkiego Wybuchu. Dzięki temu, jego zdaniem, można z ulgą wykluczyć istnienie Pana Boga. Cytuje pewnego astrofizyka:

- Wychodzi na to, że Stary nie miał kompletnie nic do roboty przy majstrowaniu tego bajzlu

- i dodaje ironicznie: pewno mason! Mason, nie mason, jeżeli rozumie przez to, że fizyka właśnie udowodniła nieistnienie Boga, to wykroczył poza swoje kompetencje. I wcale nie dlatego, że np. teologia miałaby być nauką słuszną, czy w ogóle nauką. Być może Boga nie ma, a teologia to bzdura. Lecz problem jest w tym, że fizyka się Bogiem wcale nie zajmuje.

Tutaj można by chwilę dyskutować o przypadkach, gdy ludzie religijni wyobrażają sobie Boga jako coś udowadnialnego metodami fizyki. Czy fizyka nie może pokazać, że coś takiego nie istnieje? Np. człekokształtny pan przesuwający palcem planety? Może. Fizyka pokazała, że takiego pana z palcem rzeczywiście nie ma. Ale trzeba dobrze zrozumieć: w tym przypadku, postulując istnienie Boga jako bytu fizycznego, to teologia wykroczyła poza swoje kompetencje. Jeśli więc jakiś teolog mówi, że Wielki Wybuch jest dowodem na istnienie Boga, to wypowiada nonsens tego samego rodzaju, jak fizyk twierdzący, że brak Wielkiego Wybuchu jest dowodem na nieistnienie Boga.

 

07:35, anuszka_ha3.agh.edu.pl , "dziennikarstwo" "naukowe"
Link Komentarze (8) »
wtorek, 26 sierpnia 2008

Czytelnicy prosili mnie o komentarz na temat portalu racjonalista.pl. Z punktu widzenia fizyka, mogę kompetentnie wypowiedzieć się o tych tekstach na ich witrynie, które zahaczają o fizykę.

Weźmy np. Wywiad z Vincentem Icke z cyklu "Bóg nie istnieje".

Profesor Vincent Icke jest znakomitym astrofizykiem, autorem kilku artykułów w prestiżowym piśmie Nature. W wywiadzie profesor dzieli się swoimi prywatnymi przemyśleniami na temat religii i istnienia Boga. Co tu nie gra?

W największej części, jak sądzę, winę ponosi redakcja racjonalisty.pl, która podciągnęła ten interesujący skądinąd wywiad pod tytuł "Bóg nie istnieje" - przy czym profesor Icke jako żywo niczego takiego nie stwierdza.

Drugi problem - nie wiem, czy przypisywać go Ickemu, czy pewnie bardziej redaktorom przeprowadzającym wywiad - polega na niebezpiecznym balansowaniu na granicy kompetencji. Na czym to polega: Otóż każdy fizyk ma prawo udzielać publicznie wypowiedzi, w których przedstawiałby swoje poglądy na rozmaite kwestie spoza fizyki. W tym, oczywiście, bez wyjątku - na religię. Przekroczeniem kompetencji jest jednak sugerowanie, że będąc autorytetem z fizyki może on bardziej autorytatywnie od innych ludzi wypowiadać się o kwestiach całkiem nie związanych z fizyką.


Drugi zabobon związany z autorytetem to przekonanie, że istnieją autorytety, że tak powiem, powszechne, to jest ludzie, którzy są autorytetami we wszystkich dziedzinach. Tak oczywiście nie jest. Każdy człowiek jest najwyżej autorytetem w jakiejś określonej dziedzinie, albo paru dziedzinach, ale nigdy we wszystkich. Einstein na przykład był niewątpliwie autorytetem w dziedzinie fizyki, ale bynajmniej nie w dziedzinie moralności, polityki albo religii. Niestety uznawanie takich powszechnych autorytetów jest zabobonem bardzo rozpowszechnionym. Kiedy na przykład grono profesorów uniwersyteckich podpisuje zbiorowo manifest polityczny, zakłada się, że czytelnicy będą ich uważali za autorytety w dziedzinie polityki, którymi oni oczywiście nic są a więc coś w rodzaju uznania autorytetu powszechnego uczonych. Bo ci profesorowie są zapewne autorytetami w dziedzinie rewolucji francuskiej, ceramiki chińskiej albo rachunku prawdopodobieństwa, ale nie w dziedzinie polityki i nadużywają przez takie oświadczenie swojego autorytetu.
Sto zabobonów, o. prof. Józef Maria Bocheński - logik, filozof, rektor Uniwersytetu we Fryburgu Szwajcarskim i - jak na złość - duchowny Kościoła katolickiego, który portal racjonalista.pl tak krytykuje za uleganie zabobonom...
11:41, anuszka_ha3.agh.edu.pl , "dziennikarstwo" "naukowe"
Link Komentarze (12) »
sobota, 07 czerwca 2008

We wpisie Przesilenie grawitacyjne wyraziłam wątpliwość co do racjonalizmu środowiska zgromadzonego wokół portalu racjonalista.pl. Chodziło o pewną pseudonaukową książkę o "przesileniu grawitacyjnym". Jej autor w przedmowie do dzieła dziękuje za współpracę panu Mariuszowi Agnosiewiczowi, szefowi portalu...

Pan Agnosiewicz napisał na wiadomość o tym:

Niestety nie mam wpływu na to, że ktoś powołuje się na moją osobę do promowania teorii pseudonaukowych.

Jerzy Kijewski napisał duży tekst "Ateista" i to mu opublikowałem, później jeszcze parę, m.in. "Antypolska polityka papieży". Było to jeszcze na początku naszej "kariery", w roku 2001, kiedy nie miałem doświadczenia w odrzucaniu tekstów współpracujących autorów, którzy nagle nas czymś zaskakują.
Tak więc tekst "Księżyc i potop" opublikowałem wraz z polemiką dra Zbigniewa Kojro, pracownika naukowego Universität Leipzig.

(...) To ciekawe jednak, że Jerzy Kijewski uważa naszą współpracę za owocną, bo zakończyła się ona tym, że wywaliłem wszystkie teksty tego pana - jak się już nauczyłem tej niemiłej dla każdego redaktora sztuki.

Nie, nie piszę tego, aby się czepiać: Z jednej strony pan Agnosiewicz w 2001 roku nie miał w sobie na tyle racjonalizmu, aby odrzucić głupie teksty. Dał się zaskoczyć i zachował się irracjonalnie. Potem jednak teksty usunął, co mu się chwali. Errare humanum est i nie mam nic do ludzi, którzy popełniają błędy, a potem bez ściemniania się do nich przyznają.

Ale pan Agnosiewicz dziś, siedem lat później - nie mówi szczerze, że opublikował coś, na czym się nie znał. Co nie bardzo licowałoby z deklarowanym racjonalizmem. Zamiast tego tłumaczy się "brakiem doświadczenia w odrzucaniu tekstów". Chciałabym zwrócić uwagę, że jest zasadnicza różnica pomiędzy racjonalizmem a racjonalizowaniem sobie własnych błędów.

Bardzo podoba mi się natomiast tekst, który - jak pisze Agnosiewicz - był polemiką do artykułu o Księżycu. Napisał go dr Zbigniew Kojro, fizyk:

Promotor mojej pracy doktorskiej mawiał kiedyś: "Panie Zbyszku, istnieją w zasadzie tylko nauki ścisłe i nauki objawione. Do nauk ścisłych zaliczamy np. matematykę, fizykę, chemię, biologię, ..., a do nauk objawionych ekonomię, socjologię, teologię, ... ." To był oczywiście żart, ale w czasach komunistycznych ekonomia czy socjologia zajmowały się głównie różnego rodzaju objawieniami. Mój promotor mówił dalej: "W kręgu nauk objawionych działają również pojedynczo ludzie nawiedzeni tzn. ci, którzy doznali objawienia. To są mistrzowie spekulacji. Przychodzi taki czasem do Instytutu ze swoimi spekulacyjnymi tezami i zabiega usilnie o ich uznanie przez jakiś autorytet naukowy. Skaranie boskie z tymi nawiedzonymi. W każdej dziedzinie naukowej spekuluje się ale my fizycy jesteśmy w tej korzystnej sytuacji, że prędzej czy później musimy te nasze spekulacje matematycznie uzasadnić. I wie Pan, Panie Zbyszku, trzeba takiemu nawiedzonemu powiedzieć, że jego tezy są niezwykle ciekawe, tylko brakuje jeszcze matematycznego modelu, żeby to stanowiło zamkniętą całość, lub, jeśli spekulacje mają charakter matematyczny, że należałoby skonfrontować jego model z innymi, uznanymi wśród fizyków modelami. Można mu też zaproponować, żeby opublikował swoje tezy w jakimś czasopiśmie fizycznym, np. Physical Review. Gwarantuję Panu, że taki już więcej się nie pojawi."

Teoria układu planetarnego oraz niezwykle fascynująca teoria przesilenia grawitacyjnego, które prezentuje pan Jerzy Kijewski, wymagają jeszcze dołączenia matematycznych modeli. Uwzględnienie zasad zachowania energii, pędu i momentu pędu oraz powołanie się na teorię grawitacji Einsteina nadałoby tym teoriom odpowiedniego prestiżu. Tak uzupełnione teorie powinny być bezsprzecznie opublikowane w fachowym fizycznym czasopiśmie!

Teoria Jerzego Kijewskiego dotycząca przechwycenia przez Ziemię Księżyca około dwanaście tysięcy lat temu przychodzi w samą porę i nie da się jej przecenić. Wielu ludzi przypuszcza, a niektórzy są tego pewni, że Amerykanie wogóle nie byli na Księżycu a tylko zorganizowali (nie pierwszy zresztą raz) wielki medialny show. Badanie tzw. "gruntu księżycowego" daje zupełnie nieprawdopodobne wyniki. Skład "skał księżycowych" i ich wiek, 4,5 miliarda lat, są podobno takie same jak skał ziemskich. Autorzy tej wielkiej mistyfikacji, którzy badali w rzeczywistości próbki gruntu z pustyni w stanie Nevada, starają się nam wmówić, że Księżyc był towarzyszem Ziemi od samego początku jej istnienia. Nonsens! Teoria pana Kijewskiego powinna być bezzwłocznie opublikowana w fachowym piśmie!

Jeżeli znajdę kiedyś teorie pana Kijewskiego opublikowane w jakimś fachowym piśmie to będę mógł z nim dalej dyskutować na bardziej zaawansowanym poziomie - oczywiście, jeżeli będzie on tego chciał. Według mojego promotora, do takiej dyskusji nie powinno już dojść. Mam również wątpliwości czy dojdzie do takiej dyskusji w przyszłości ponieważ historycznie rzecz biorąc, żadna z prawd objawionych nie została dotychczas ani eksperymentalnie ani matematycznie potwierdzona.

Internauci z portalu pana Agnosiewicza poczuli się nieco rozżaleni z powodu tego, co napisałam:

"Młody fizyk" nie zadał sobie trudu sprawdzenia, czy kij którym chciał nam przyłożyć nie jest urojony...

Obawiam się, że moje wątpliwości w sprawie racjonalizmu ich portalu jednak nie do końca zostały rozwiane. Żeby nie być gołosłowną, postaram się w kolejnym wpisie pokazać, co mnie jako fizykowi nie podoba się w portalu racjonalista.pl.

17:34, anuszka_ha3.agh.edu.pl , "dziennikarstwo" "naukowe"
Link Komentarze (15) »
czwartek, 15 maja 2008

Pewien "dziennikarz" "naukowy" z gazety Dziennik pisze dziś, że naukowcy z CERNu "znów przełożyli koniec świata". Ja raczej przełożyłabym tego dziennikarza. Przez kolano. I spuściła mu lanie za głupotę. Niestety nie dostanę go w swoje ręce, bo przezornie nie podał nazwiska ani pseudonimu.

"Dziennikarz" ów nie pisał tekstu w pośpiechu, o nie! - przygotował go na długo przed publikacją. Świadczy o tym stary tytuł, który można odnaleźć w adresie URL artykułu: "O północy skończy się świat". Ach, ileż musiał autor poświęcić czasu na zdobywanie cennych informacji!... W dodatku wiedząc, że gdy opublikuje artykuł o dziesiątej, to czytelnikom pozostanie tylko 14 godzin na przeczytanie go i docenienie jego kunsztu, zanim nadejdzie kataklizm. Cóż za misja, cóż za odpowiedzialność!

Jednak w międzyczasie nadeszła wiadomość, że data uruchomienia Wielkiego Zderzacza w CERNie została zmieniona. Końca świata dziś nie będzie. Pozostało zmienić tytuł. "Znów przełożyli koniec świata". Jedyna pociecha, że czytelnicy będą mieli więcej czasu, by delektować się artykułem.

To jednak jeszcze nie koniec Błękitnej Planety. O północy miała zacząć działać piekielna maszyna - dzieło naukowców, którzy marzą o podróżach w czasie. Badacze wierzą, że dzięki niej dowiedzą się, jak powstał wszechświat. Ale część straszy - wystarczy jeden fałszywy krok i szalone zderzanie materii przerodzi się w niekontrolowany łańcuch eksplozji. A Ziemia zamieni się w czarną dziurę. Na razie start akceleratora przesunięto na początek lipca.

I tak dalej, i w ten deseń. Ręce mi za bardzo opadają, żeby tutaj tłumaczyć idiotyzm całego artykułu. Dlatego niech zrobią to za mnie dwaj inni fizycy: W wersji krótkiej i wesołej - mgr Michał P. Heller z Instytutu Fizyki UJ, a w wersji dłuższej i dogłębnej - prof. Krzysztof Fiałkowski z tego samego Instytutu.

Jedyny komentarz, na który się osobiście zdobędę, będzie dotyczył ostatniego akapitu wiekopomnego tekstu. "Dziennikarz" nadmienia tam, że wyklęte słowo "akcelerator" pojawiało się już na kartach dzieł innych mistrzów:

Wielką panikę wzbudziła także słynna książka Dana Browna "Anioły i demony". Tam także jest mowa o akceleratorze.

To naprawdę straszne. Wymawianie słowa "akcelerator" powinno zostać w ogóle zakazane. Natomiast książka - we mnie wzbudziła szereg rozmaitych niekontrolowanych odruchów, ale akurat nie panikę. Dominującym odruchem było ciśnięcie książką o ścianę po przeczytaniu, że fizycy w CERN mają własny wahadłowiec, którym latają do Ameryki. A rządzi nimi żelazną ręką demoniczny starzec na wózku (na sto procent - dr. Strangelove ). W każdym razie odruchy owe nie pozwoliły mi na przeczytanie więcej niż kilku pierwszych stron.

 

Niniejszym nominuję anonimowego "dziennikarza" na pierwsze miejsce w naszym rankingu "dziennikarstwa" "naukowego". (Wejdź na stronę główną i patrz menu po prawej stronie.) Gazeta Dziennik zajmuje tam zaszczytne trzy pierwsze miejsca.

 

Wpis powstał dzięki alarmowi od naszego stałego korespondenta, dr. hab. Pawła Góry z Instytutu Fizyki UJ.

 

17:23, anuszka_ha3.agh.edu.pl , "dziennikarstwo" "naukowe"
Link Komentarze (50) »
poniedziałek, 05 maja 2008

Pan Jerzy Kijewski, autor książki o przesileniu grawitacyjnym, napisał do nas:

Kochani! To, co wypisujecie o mojej książcie pt. „Księżyc i Potop", jest mocno zdezaktualizowane, ponieważ książka ta ukazała się na internecie w 2001 r. Proponuję zatem, abyście zapoznali się z fragmentami mojej najnowszej książki.

W marcu 2008 r., krakowskie Wydawnictwo Dobry eBook opublikowało (w formie elektronicznej), moją książkę pt. Księżyc i pramidy.

W pracy tej prezentuję hipotezy, które mogą okazać się kluczem do wyjaśnienia kwestii powstawania piramid egipskich, prekolumbijskich i wszystkich struktur megalitycznych rozsianych po całym świecie.

Mam nadzieję, że przedstawione hipotezy okażą się trafne - jeśli tak, to tym samym tajemnice piramid egipskich i megalitów zostałyby wyjaśnione - zaś historii starożytnej przybyłaby nowa epoka - epoka megalitów.

Pozdrawiam wszystkich tropicieli pseudonauki

Jerzy Kijewski

www.moon-and-deluge.com

 

Zobaczmy, co to za nowe hipotezy zamieszczone zostały na podanej stronie:

Tajemnica piramid i megalitów wyjaśniona

(...) Otóż wiele wskazuje na to, że skały były kiedyś miękkie w dosłownym sensie. Liczne zdjęcia ukazujące miękkość skał, nie pozostawiają wątpliwości, że skały rzeczywiście były miękkie. Ponad 4500 lat temu miękki bazalt dosłownie był wgniatany, jak ciasto, ciężarem wozów na kołach. (...)

Miękkość skał w epoce megalitów wiązała się prawdopodobnie z przejściowymi zmianami grawitacji Ziemi, spowodowanymi bliskością Księżyca, które mogły mieć miejsce ok. 3200 - 2200 lat p.n.e. Księżyc znajdował się wówczas na orbicie geostacjonarnej, która była jednocześnie okresem grawitacyjnego przesilenia Ziemia-Księżyc. Powodowało to ogromne przyciąganie tych dwóch ciał niebieskich, na skutek czego materiał skalny na powierzchni ziemi stał się dosłownie miękki.

18:41, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (21) »
sobota, 03 maja 2008

Jerzy Kijewski, "uchodźca polityczny z komunistycznej Polski", opublikował w internecie książkę Księżyc i Potop. Zawiera ona teorię na temat powstania ludzkości.

A więc Księżyc wpadając (12 tys. lat temu) w orbitę Ziemi, zaczął początkowo krążyć bardzo szybko i blisko wokół niej, wprawiając ją (swym ruchem wirowym) w ruch obrotowy, sam z wolna oddalając się od niej i krążąc po coraz to dalszej orbicie. Im Ziemia szybciej krążyła wokół swej osi, tym bardziej Księżyc oddalał się od niej. Minęło około 7 tys. lat i nastąpiło PRZESILENIE GRAWITACYJNE na skutek zrównania czasu obrotu Ziemi wokół swej osi z obrotem Księżyca wokół Ziemi. Czyli czas pełnego obrotu Ziemi wokół jej własnej osi, zrównał się z czasem pełnego okrążenia Ziemi przez Księżyc. Znaczy to, że jedna strona Ziemi była dłuższy czas zwrócona w kierunku Księżyca. Księżyc krążył wokół Ziemi tak, jakby był przyspawany do niej długim metalowym prętem. Doba ziemska i miesiąc Księżyca stały się równe. W rezultacie takiego układu nastąpiło POTĘŻNE wzajemne przyciąganie się tych dwóch ciał niebieskich.

Na skutek tak wielkiego, wzajemnego przyciągania się Ziemi i Księżyca (podczas przesilenia), ciążenie grawitacyjne na Ziemi stało się bardzo, ale to bardzo słabe. Wszystko co znajdowało się na powierzchni Ziemi stało się więc bardzo lekkie: ludzie, zwierzęta, kamienne głazy, woda -- wszystko! Człowiek, którego siła mięśni i cała struktura cielesna nie zostały zmienione, mógł teraz podnosić olbrzymie głazy, skakać wysoko i biegać wielkimi susami.

Wtedy to właśnie nastała epoka megalitów -- olbrzymich kamiennych budowli -- wznoszonych przez człowieka niemal na całej Ziemi. Tajemnicza, zagadkowa i podziw budząca epoka piramid, olbrzymich kamiennych posągów i kamiennych budowli staje się teraz zrozumiała. Teraz rozumiemy, dlaczego epoka megalitów przypadała tylko i wyłącznie na okres pomiędzy ok. 6500-3500 tys. lat temu: -- ponieważ właśnie wtedy był, opisany wyżej, okres przesilenia grawitacyjnego Ziemia-Księżyc.

Warto zwrócić uwagę na osoby wymienione przez autora w podziękowaniach za konsultacje do książki: Jest tam i astronom, i student fizyki, i biolog molekularny. W jaki sposób mogli ocenić tę książkę inaczej niż nazywając ją brednią?

Ciekawe też, że pośród konsultantów - z wdzięczością za długą i owocną współpracę - wspomniany został pan Mariusz Agnosiewicz, szef znanej witryny racjonalista.pl. Jakoś mnie to nie zdziwiło. Zawsze uważałam, że w środowisku "racjonalistów" zgromadzonych pod szyldem tego portalu - samego racjonalizmu Bozia dość poskąpiła...*

Znalezisko nadesłał nasz czytelnik Paweł Litwin, student AGH.


* Internauta titta w komentarzu poniżej pisze: A moze ten czlowiek ma po prostu poczucie humoru i zakpil sobie z "racjonalistow", takze nazywjac "dluga i owocna wspopraca" stek inwektyw, ktorymi go obrzucili? - Rzeczywiście, może tak być. Jeżeli tak się okaże, to odszczekam swoje słowa.

 

11:34, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (15) »
czwartek, 01 maja 2008

Nowość z firmy słynnego szarlatana, docenta Jurija Buta, wynalazcy pseudo-diagnostycznego urządzenia Oberon oraz autora makabrycznych doświadczeń pseudonaukowych.

Od 20.10.2007 urządzenia opracowane przez profesora [?? - Ostatnio był docentem...] Buta uznane zostały za medyczne urządzenia diagnostyczne z funkcjami fizjoterapeutycznymi, w związku z udanym zakończeniem procesu państwowego atestu klinicznego w instytucjach leczniczych miasta Moskwy.

Pytanie nasuwa się samo: Ile musiał docent But nasmarować carskim czynownikom za ten państwowy atest?


Więcej o Oberonie piszę tutaj:

 

20:57, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Oberon i biorezonans
Link Komentarze (2) »
sobota, 05 kwietnia 2008

Pan Stanisław Heller w swoich dziełach stara się poruszać po obszarze filozofii. Nie mam kompetencji do oceniania jakości jego rozważań filozoficznych. Problem jednak w tym, że w tych pracach autor przekracza granice pomiędzy naukami i stara się wkroczyć na terytorium fizyki. Czyli tam, gdzie hipotezy dotyczące działania świata należy formułować za pomocą aparatu matematycznego, a ich przewidywania (uzyskane za pomocą obliczeń) sprawdzać w powtarzalnych eksperymentach. "Shut up and calculate!" - mawiał Richard Feynman.

Podam tu przykład beztroski pana Stanisława Hellera w przekraczaniu granic między filozofią i fizyką. Fragment wykładu:

Oto popatrzmy na Słońce: Słońce się obraca. Biorąc po uwagę promień w związku z prędkością i szybkością wnioskujemy, że prędkość kątowa jest stała.

Akurat nieprawda. Słońce nie jest bryłą sztywną. Z obserwacji wynika, że różne jego rejony obracają się nierównomiernie.

Kiedy jednak będziemy analizować prędkość liniową punktów leżących na promieniu, to okaże się, że najwolniej poruszać się będą punkty bliskie środka, a najszybciej bliskie powierzchni Słońca.

Nieprawda. Przepływy materii we wnętrzu Słońca są o wiele bardziej skomplikowane .

Spójrzmy teraz na planety: Merkury, Wenus, Ziemia i Mars rotują wolno wokół swych osi. Za to planety - olbrzymy nawet nazywane są szybkorotującymi.

Nieprawda. Z obserwacji wynika, że nie ma takiej zależności.

To pierwsza zgodność z cybernetyczną regułą odniesień.

Tu napotykamy przekroczenie granicy fizyki i filozofii. Pomijając już to, że "obserwacje" astronomiczne autora są błędne - on te "dane doświadczalne" konfrontuje z jakąś nie fizyczną, lecz czysto filozoficzną teorią ("cybernetyczna reguła odniesień"). Jak się okaże dalej, taką teorię filozoficzną - rzekomo popartą danymi doświadczalnymi - autor z powrotem sprowadzi na terytorium fizyki, mianowicie na podstawie teorii poczyni przewidywania zjawisk fizycznych! Tymczasem idźmy dalej:

Zwróćmy uwagę na Słońce po raz drugi. Słońce nie rotuje wedle reguły ciała sztywnego, lecz mieli się w ten sposób, że warstwy równikowe Słońca przemieszczają się szybciej niż podbiegunowe.

Teraz autor czyni więc niezrozumiały dla mnie przeskok, bo przyznaje, że rzeczywiście Słońce nie zachowuje się jak bryła sztywna.

Zatem rzeczywisty promień Słońca ma odchylenie od prostej. Ideograficznie można zobrazować to tak:

Autor używa terminu "promień" w nieprawidłowy sposób, ale da się z tego zrozumieć, że po prostu rozrysował odchylenie prędkości kątowej od stałej (taka byłaby w przypadku bryły sztywnej). Niestet, ten rysunek jest też wyssany z palca, nie poparty żadnymi rzeczywistymi danymi - patrz link wyżej.

Zwróćmy więc teraz uwagę na położenia osi obrotów planet. Rytm zmian położeń osi obrotów planet jest bardzo zgodny ze zjawiskiem niejednorodności kierunkowej promienia Słońca. I nie jest przypadkiem, że oś Urana leży w płaszczyźnie orbity obiegu tej planety.

Nieprawda. Nachylenie osi planet jest bardzo różne i nie podlega prostej regule.

Zapewne Czytelnicy, którzy mają już za sobą lekturę książki "Cybernetyczny sens..." zdołają sobie dodać przykład czwarty: asymetria mas protonu i elektronu.

Bełkot. Nie widać żadnego związku pomiędzy tym zjawiskiem, a poprzednimi "rozważaniami".

Teraz drugi fragment wykładu o tym samym "zagadnieniu".

Słońce jest obiektem mielącym się, a więc takim, w którym zachodzi różnica prędkości między obszarami równikowymi a podbiegunowymi. Zatem promień geometryczny Słońca nie jest odcinkiem prostym, lecz krzywym.

Nieprawidłowe użycie pojęcia "promień".

Odbicie tego faktu realizują planety przez odmienne nachylenia swych osi obrotowych względem Słońca: to zbieżność pierwsza.

Jak się rzekło, nieprawdziwa.

Jeżeli prędkość kątową przełożymy na prędkość liniową, to prędkość ta wzrasta w miarę oddalenia od środka. Zwróćmy zatem uwagę, że planety najbliższe Słońcu są wolnoobrotowe, zaś planety olbrzymy należą do szybko obracających się. Zgadza się to z odniesieniem do odwrotności między mikro- a makrokosmosem. W podobny sposób przebiega przybór gęstości: planety najbliższe Słońcu są procesualnie związane z najgłębszymi warstwami naszej gwiazdy, a przeto masywność ich jest zgodna z ich odniesieniem. To zgodność druga i trzecia.

Nieprawdziwa .

Planety olbrzymy swoimi sposobami bycia odzwierciedlają liniową i gęstościową dynamikę warstw średnich i górnych Słońca. Kiedy fotografować Słońce z użyciem filtrów selekcjonujących promieniowanie, to okaże się, że: im wyższa częstotliwość promieniowania jest ekspozycyjnym oglądem tarczy słonecznej, to jej średnica maleje. Stąd w szczególnie wysokiej częstotliwości centrum Słońca przybierze przejaw krążka czarnego.(!) Natomiast Słońce fotografowane w podczerwieni ma średnicę geometryczną o dobry milion kilometrów większą niż średnica dla nas ludzi optyczna.(!) Słońce przechodzi zatem zjawiskowo w czerń makrokosmiczną Olbersa, aby na tle tej czerni się odcinać. Stąd gwiazdy nie podgrzewają czerni Olbersa, jak i promieniowania wysoko przenikliwe nie wywołują efektu ciepła i nie wnoszą przyczynku temperaturowego do obiektów, które przenikają.

Autor wymyślił na użytek swoich rozważań filozoficznych pojęcie "czerń Olbersa". Przekraczając granicę pomiędzy filozofią a fizyką, wprowadza następnie to pojęcie do rozważań fizycznych, jednak nie definiując go wcale w terminach fizycznych. Stąd nie wiadomo, co w fizyce miałoby np. oznaczać "podgrzewanie czerni Olbersa".

Ponieważ tegoż rytmu nie uwzględnia abstrakcjonizm matematyczny, przeto opisy matematyczne załamują się w miejscach, gdzie relacje fizyczne ulegają odwróceniu lub znoszeniu częściowemu.

Bełkot. Oczywiście, że matematyczny aparat fizyki nie opisuje zjawisk, których nie da się ująć ilościowo. Takich, jak "podgrzewanie czerni Olbersa", które w ogóle nie wiadomo czym jest z punktu widzenia fizyki.

Wróćmy do przewidywań "teorii" Stanisława Hellera. Po pierwsze, dane doświadczalne, jakoby ją popierające, są fałszywe. Po drugie, teoria sama w sobie - ze specyficznym językiem, jakim została wyrażona - nie należy do dziedziny fizyki. Jednak autor ponownie przekracza granice pomiędzy filozofią i fizyką, starając się za pomocą swej teorii przewidzieć zjawiska fizyczne:

Skoro w przejściu między sygnałem i brakiem sygnału oraz odwrotnie nie może wystąpić przerwa, jak zniknęłaby natychmiast funkcja bitu (brak sensu składowych bitu w pojedynkę), nieuchronnym staje się konieczność stwierdzenia: składowe bitu są względem siebie procesualnie natychmiastowe. Fakt ten unieważnia jednoznacznie twierdzenie Einsteina o górnej granicy prędkości "c" realizowaną przez światło.

Nie jest dla mnie jasne, jak to się ma do ogólnej teorii autora. Tak czy inaczej, jest to nie poparte danymi doświadczalnymi - wręcz przeciwnie, to teoria Einsteina ma mocne podstawy empiryczne.

A tu kolejne przewidywania dotyczące zjawisk fizycznych:

Z materiałów szczegółowych, które niniejsze opracowanie sygnalizuje, wynika, iż wybuch nuklearny w kosmicznej przestrzeni wokółziemskiej jest równoznaczny z wyzwoleniem procesu narodzin gwiazdy (sic!). Energia wyzwalająca się w efekcie bomby atomowej wcale nie jest energią tkwiącą w uranowcach czy wodorze. Jest to energia związania postaciowego w Układzie Słonecznym

Układ Słoneczny jest makrokosmiczną formą napięcia między zawartością i objętością Wszechświata, a my jeszcze nie świadomi tego, że istotowość energetyczna wodoru i uranu tkwi przyczynowo w sprzeczności postaciowej w skali Układu Słonecznego i naszej Galaktyki. Ostrzeżenie nasze, że tępe manipulacje z promieniotwórczością grożą narodzinami gwiazdy i wysadzeniem Układu Słonecznego poprzez zniszczenie jego stabilności postaciowej nie było czczą igraszką.

Jak na razie, żadnen z wybuchów jądrowych wykonanych na Ziemi nie spowodował narodzin gwiazdy i zagłady Układu Słonecznego.

14:52, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (9) »
sobota, 29 marca 2008

"Autor niniejszego pisma z tytułu zajęcia się uprawianiem przyrodoznawstwa doznał straszliwych prześladowań, w których uczestniczyli ludzie prawa, a także nauki i medycyny. W tej sprawie dociekam sprawiedliwości przed stosownymi organami służby państwowej." - pisze w liście otwartym do polskich uczonych niejaki Stanisław Heller (nie mylić z ks. prof. Michałem Hellerem !!!).

Tym samym już na starcie autor otrzymuje 40 punktów w Crackpot Index - teście na pseudo-naukowego maniaka. Zainteresowany czytelnik sam podliczy pozostałe punkty, ja nie mam do tego cierpliwości.

Aby udostępnić nauce polskiej możliwość przekonania się, iż rozwiązanie najbardziej prestiżowego zagadnienia w światowym wyścigu ku Wielkiej Unifikacji i Teorii Wszystkiego zaistniało jednak w Polsce, założyłem wirtualny Instytut.

Prace Stanisława Hellera zostały pozytywnie zrecenzowane przez prof. Mirosława Zabierowskiego i prof. Teresę Grabińską, filozofów zajmujących się jednakowoż fizyką.

O istnieniu Stanisława Hellera powiadomił nas nasz czytelnik Bartek Bakon.

 

14:50, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla konesera
Link Komentarze (21) »
piątek, 28 marca 2008

Pan Orłowski Zygmunt, wynalazca maszyny Metoz , łamiącej ponoć zasadę zachowania energii napisał do nas list, który publikujemy:

Ktoś wiele obciąl od opisu METOZ.
To jest tylko propozycja wykonania opisanych doświadczeń. Na podstawie doswiadczeń można zbudować model, który zniszczy fanatyczną wiarę w moc "prawa zachowania energii".
Orłowski Zygmunt

Szanowny Panie, nie jestem pewna, czy dobrze rozumiem opis tego eksperymentu, bo jest niestety niejasny. Ale chyba zapomniał Pan, że ciężarek oznaczony "g" trzeba za każdym razem podnosić do góry, żeby położyć go na szalce. A na to potrzeba wydatkować energię.

16:43, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (18) »
czwartek, 13 marca 2008

"To opublikowała Politechnika Warszawska w numerze poświęconym Rokowi Fizyki" - pisze nasz nieoceniony korespondent, dr hab. Paweł F. Góra z UJ. Miesięcznik Politechniki Warszawskiej w artykule Człowiek roz... strojony wspomina o samych sławach naukowych. Jest tam pan Emoto od inteligentnej wody . Jest jakiś fizyk, który

odkrył zjawisko z pogranicza metafizyki (...) otaczające nas bezpośrednio pole energetyczne, czyli aura, wypełniona jest „zawieszonymi” dźwiękami.

Jest pewien biolog, który wspólnie z muzykiem i akupunkturzystą odkrył, że

komórka nowotworowa, na którą oddziaływano dźwiękiem ludzkiego głosu w skali jońskiej, rozpadła się po dziewięciu minutach.

Jest też Władysław Stanisław Rybicki, "dr nauk medycznych i psychologicznych" (nie ma go w oficjalnej bazie ludzi nauki, więc doktorat uzyskał na pewno nie w Polsce), bohater ostatnich rewelacji Newsweeka. Dziennikarze odkryli, że w jego "Centrum Medycyny Biologicznej" kurowały się bardzo znane osobistości.

Doktor Rybicki stworzył własną teorię opartą o ideę rezonansu i własny system leczenia ludzi ze schorzeń najtrudniejszych. Jego Formuła Centrum Medycyny Biologicznej wykazuje nie tylko współwibrację z Kosmosem, ale także z pierwiastkami duchowymi. Jednostką Formuły jest Indywidualna Modulacja Adaptacji i Dostrojenia. IMAiD realizowana jest za pomocą najnowocześniejszych technik laserowych tworzących modulowaną falę świetlną lub poprzez kodowanie roztworu wodnego, który wprowadza do organizmu chorego właściwą częstotliwość. Że znów wrócę do Emoto. Czyż ten facet nie robił tego samego?

Tekst podsumowuje głupawy komentarz redakcyjny:

Prezentujemy kolejny tekst, który w naszym założeniu powinien oburzyć nieco, a przynajmniej zbulwersować środowisko naukowe naszej uczelni. Od dawna tematyka tego typu lekceważona jest przez ludzi nauki. W świecie zaś coraz więcej powstaje dowodów na to, że stary, newtonowski paradygmat się przeżył i nie potrafi wytłumaczyć wielu zjawisk, z którymi coraz częściej spotyka się zwykły śmiertelnik. Kilka lat temu świat zbulwersowała... teleportacja elektronu. Ale przecież miała ona miejsce i została powtórzona. Zjawisko powstało w nanoskali, jednak pierwsza żarówka Edisona świeciła tylko kilka sekund... Otwieramy nasze łamy i zapraszamy do dyskusji i tych, którzy twierdzą, że telepatia, teleportacja, pole morfogenetyczne, telekineza i jasnowidzenie to bzdura, i tych, zdaniem których są to zjawiska mogące znaleźć wytłumaczenie na bazie współczesnej fizyki kwantowej.

Ciekawe, czy ktoś ze środowiska naukowego Politechniki zechciał podjąć polemikę?

22:34, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Emoto i inteligentna woda
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 21 stycznia 2008

Tak się składa, że przez całe życie byłem redaktorem pisma naukowego, w związku z tym stale mam do czynienia z wariatami, którzy wynajdują perpetuum mobile lub obalają teorię względności.

Pytanie jest takie: których wariatów można tolerować, a których nie można?

Konstruktorów perpetuum mobile można tolerować, bo oni nie zrobią tego co chcą zrobić, w związku z tym są nieszkodliwi. Ludzi, którzy obalają teorię względności też można tolerować na zasadzie tego, że papier jest cierpliwy. Natomiast gdyby pojawili się ludzie, którzy twierdziliby, że potrafią budować elektrownie atomowe lepiej niż to robią uczeni uniwersyteccy, a tacy ludzie mogą się pojawić, bo sztuka budowania elektrowni atomowych jest oparta na znacznie słabszych podstawach naukowych niż zasada zachowania energii czy szczególna teoria względności, czy takich ludzi można tolerować? Nie, takich ludzi trzeba zatrzymać, jeżeli się nie da inaczej, to siłą.


Prof. dr hab. Andrzej Staruszkiewicz (Instytyt Fizyki UJ), Zwoje 3(36) 2003



Prof. Andrzej Staruszkiewicz (ur. 1940) jest fizykiem-teoretykiem, (od niedawna już emerytowanym) profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, członkiem Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności. Z notki biograficznej:

Od ukończenia studiów fizyki w roku 1961 zajmuje się teorią względności, a od dwudziestu lat również możliwością wyprowadzenia z teorii wartości ładunku elementarnego, tzw. stałej alfa (co nie udało się np. wielkiemu P.A.M. Dirac'owi). Jego praca z roku 1963 cytowana była w latach 1996-2002 prawie 40 razy; zaczęto ją cytować po ponad 20 latach, śladem laureata Nagrody Nobla, z fizyki, Gerardusa 't Hoofta, który odkrył, że Andrzej Staruszkiewicz, wyprzedził go był o 20 lat w badaniu teorii grawitacji w trójwymiarowej czasoprzestrzeni, z którą to teorią 't Hooft wiąże duże nadzieje i której poświęcił wiele prac.

Od dekad Andrzej Staruszkiewicz wygrywa wszystkie ankiety studenckie jako najlepszy wykładowca Instytutu Fizyki UJ.


17:32, anuszka_ha3.agh.edu.pl , naukowcy o pseudonauce
Link Komentarze (25) »
czwartek, 10 stycznia 2008
Poszukując materiałów do wpisu o uczonym z Uzbekistanu, odnalazłam stronę na której rzuca on ("W imię Boże!") wyzwanie establishmentowi naukowemu. Po nitce do kłębka - odkryłam portal Millenium Relativity, który firmuje owo wyzwanie. Jest to istna kopalnia tematów dla Młodego Fizyka! Zgromadzeni tam badacze regularnie publikują nowe prace. Uwaga! Poszukują recenzentów! Może ktoś jest chętny?

Dziś przedstawiam pana Kristosa Mavrosa, autora kilku genialnie prostych projektów inżynieryjnych:
oraz prac teoretycznych:

Szczególnie ucieszyła mnie propozycja eksperymentu z czasem: Jedyne czego potrzebujemy, to waga, zegar atomowy i...

For the purpose of this experiment you need to construct a functioning ether propeller.

Sami widzicie, że to drobiazg. I tak przyda się do budowy statku międzygwiezdnego (patrz wyżej). Po skonstruowaniu napędu eterowego możemy już własnoręcznie manipulować czasem.

18:29, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla konesera
Link Komentarze (5) »
środa, 09 stycznia 2008
Do mojego zakładu przyszedł email od dr. Temura Z. Kalanova z Uzbekistanu. Ma on bardzo ciekawą afiliację: Home of Physical Problems - Dom Problemów Fizycznych! Dr Kalanov prosi nas o opublikowanie (gdzie??) kilku jego prac poświęconych błędom logicznym w szczególnej teorii względności, termodynamice i innych teoriach. Proponuje w zamian własne, lepsze teorie, oparte na dialektyce (???) i logice formalnej, np. kwantową teorię stałej prędkości światła.

Nawet mój program pocztowy nie dał się na to nabrać:




Dear Professors,

I kindly ask you to publish my articles:

1) "The Correct Theoretical Analysis of the Foundations of the Special Theory of Relativity"
(Abstract: The correct theoretical analysis of the generally accepted foundations of the special theory of relativity is proposed. The principle of the unity of formal logic and dialectics is a methodological basis of the analysis. The main result is as follows: the foundations (i.e., the interpretation of Michelson-Morley's experimental data and calculations, the contraction hypothesis and the Lorentz transformation formulae, the concept of space-time, Einstein's formula expressing equivalence of mass and energy) contain logical errors and are not consequence of any postulates. The existence of logical errors is irrefutable proof of incorrectness of the special theory of relativity. The following correct theories and principles are proposed: theory of time; theory of space; the quantum theory of constancy of light speed; the principle of equivalency of mass and energy; the principle of objectivity of human knowledge; the theory of system of reference),

2) "The Correct Theoretical Analysis of the Foundations of Classical Thermodynamics"
(Abstract: The correct theoretical analysis of the generally accepted foundations of classical thermodynamics is proposed. The principle of the unity of formal logic and rational dialectics is a methodological basis of the analysis. The result is as follows: the foundations of classical thermodynamics (i.e., the first and second laws, equation of state, concepts of internal energy, of heat energy, of entropy, of temperature) contain logical errors. The existence of logical errors is irrefutable proof of incorrectness of thermodynamics. The correct statistical foundations are proposed).

3) "The Correct Theory of Photon Gas"
(Abstract: The correct theoretical analysis of the generally accepted foundations of theory of photon (quantum) gas are proposed. The principle of the unity of formal logic and of rational dialectics is the correct methodological basis of the analysis. The new results – the correct quantum-statistical foundations – obtained within the framework of the formulated master equation taking into consideration both the quantum states of the radiating molecule and the quantum states of the photon gas in the isolated macroscopic systems “molecule + molecular gas + monochromatic photon gas” are as follows: (a) Planck’s, Einstein’s, and Bose’s works on the theory of photon (quantum) gas contain logical errors; (b) photon (quantum) gas being born by radiating molecule obeys “Gibbs statistics”: equilibrium photon (quantum) gas is described by Gibbs quantum canonical distribution; (c) Planck function (“Bose’s distribution”) is an consequence of Gibbs quantum canonical distribution; (d) Einstein coefficients (i.e. the coefficients of spontaneous emission, induced emission and absorption) are equal to each other).

4) "CRISIS IN THEORETICAL PHYSICS: THE PROBLEM OF SCIENTIFIC TRUTH"
(Abstract: The problem of truth in science - the most urgent problem of our time - is discussed. The correct theoretical analysis of the generally accepted foundations of theoretical physics is proposed. The principle of the unity of formal logic and rational dialectics is a methodological basis of the analysis. The main result is as follows: the foundations (i.e. classical thermodynamics, the special theory of relativity, quantum mechanics) contain logical errors The existence of logical errors is irrefutable proof of incorrectness of the theoretical foundations and means that theoretical physics enters the greatest crisis. The crisis in physics leads inevitably to the general crisis in science. The crisis as effect is explained by existence of the global cause: the crisis is a collateral and inevitable result of inductive method of knowledge of the Nature).

Sincerely yours,
Dr. Temur Z. Kalanov

Home of Physical Problems,
Pisatelskaya 6a, 700200 Taskent, UzbekistanTel. +(998 712) 142 14 35
E-mail:
tzk_uz@yahoo.com,
t.z.kalanov@mail.ru,
t.z.kalanov@rambler.ru


Co ciekawe, na wyzwanie Kalanova odpowiedzieli niektórzy fizycy:

Prof. Gerard 't Hooft: May 15, 2006
Even if you don't like its logic, the Special (and the General) Theory of Relativity works remarkably well. The only changes you can bring about is in the names you attach to things. I don't care much about that.


14:19, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla konesera
Link Komentarze (3) »
piątek, 04 stycznia 2008
Obywatel Orłowski Zygmunt proponuje nowy typ perpetuum mobile jako lekarstwo na bolączki energetyczne świata. Maszynę nazwał: "Metoz".





Szymon Mazurek, asystent przy Katedrze Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych wrocławskiej Akademii Ekonomicznej nadesłał kwiatek znaleziony... na własnym blogu. Blog traktuje o ekonomii. Pod artykułem o prognozach wyczerpania światowych zasobów ropy wpisał się niejaki Orłowski Zygmunt, oferując cudowne rozwiązanie kryzysu energetycznego:

Ogólnoludzkie kłopoty energetyczne można zlikwidować. Energię można tworzyć. Na przeszkodzie stoi fanatyczna wiara polskich i nie tylko polskich naukowców , w dogmat fizyki nazywany prawem zachowania energii. Ten dogmat można doświadczalnie unieważnić i jednocześnie także doświadczalnie można udowodnić , że energię można tworzyć.

W kilku obrazkach wynalazca pokazuje działanie urządzenia wytwarzającego energię z niczego: strona 1, strona2. Na tym serwerze znajduje się obszerniejsza dokumentacja wynalazku. Na portalu PESwiki poświęconym alternatywnym źródłom energii (nota bene jest tam opisanych dużo więcej takich wynalazków) odbyła się zaś dyskusja nad machiną pana Orłowskiego:

Q. Does it Work?

Internauta: - Zygmunt, can you produce video tape footage of a prototype running? Can you show data from prototype? Do you have witnesses who are willing to attest?

A. Prototype was Destroyed

Orłowski Zygmunt: - Model of METOZ was destroyd about 2003. Only 3 person had seen METOZ's test. Nobody more.

Not Answering the Questions

Internauta: [Zygmunt] is flat-out ignoring my analysis. I put about two hours into the meticulous understanding and analysis of his system and he is still trumpeting no one finds any flaws.


20:38, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla konesera
Link Komentarze (14) »
niedziela, 16 grudnia 2007
Dr Mateusz Ciechanowski z Katedry Ekologii i Zoologii Kręgowców Uniwersytetu Gdańskiego przesłał nam informację o książce T. Tellera Człowiek, kosmos i kanon piękna:



Opisuje ona teorię ingenezy:

INGENEZA jest to pierwotna informacja kodowana układami superstrun w jądrach atomów.

Treść INGENEZY stanowi imperatyw nieustannego rozwoju organizmu Wszechświata i życia na Ziemi.

IN-GENESIS - sterowanie od środka, kreatywność wnętrza atomu.

Nasz czytelnik pisze:

Książka o tej treści została wydana przez Uniwersytet Wrocławski (sic!). Teraz rozsyłają po różnych uczelniach (w tym do naszej katedry) "informacje o odkryciu naukowym" i o tym "ze to odkrycie jest odkryciem Nauki Polskiej" oraz z prośbą do "szefów o opinię".

Tadeusz Teller jest artystą i architektem, autorem kilku wrocławskich pomników. Na stronie o ingenezie znajduje się galeria jego prac.


15:06, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (27) »
sobota, 27 października 2007
Dr Tomasz Witkowski, psycholog, dokonał ostatnio interesującej prowokacji. Choć jest ona głównie związana z psychologią - ociera się też o fizykę: mamy tam "pola superkwantowe", "pola morfogenetyczne" i - jakże mogłoby go zabraknąć - Einsteina.

O projekcie powiadomił nas sam autor:

Wielki ukłon dla "Młodych Fizyków". Z pewnością zainteresuje Was następująca historia:

W październiku tego roku w popularnonaukowym miesięczniku Charaktery ukazał się artykuł pt. Wiedza prosto z pola poświęcony nowej psychoterapii. Artykuł zawiera same kłamstwa i fantazje nie mające absolutnie żadnych podstaw naukowych. Mogę to stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, ponieważ jestem jego autorem, występującym pod pseudonimem Renata Aulagnier.

Na stronie projektu www.tomaszwitkowski.pl jest dział forum, gdzie gratulacji nie szczędzą zawodowi psychologowie, tacy jak Jacek Santorski i Ryszard Stocki.


Sprawę docenili też organizatorzy konferencji naukowej "Pogranicza nauki. Protonauka - paranauka - pseudonauka", którą już reklamowaliśmy. Dr Witkowski pisze:

24 października referat m. in. opisujący moją prowokację pt. Zamki na piasku: psychologiczne determinanty sukcesu i trwałości pseudonauki został umieszczony w programie konferencji Pogranicza nauki. Protonauka - paranauka - pseudonauka zorganizowanej przez Instytut Filozofii Przyrody i Nauk Przyrodniczych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego im. Jana Pawła II. Konferencja odbędzie się 15-16 listopada 2007 r. w Lublinie.
00:23, anuszka_ha3.agh.edu.pl , "dziennikarstwo" "naukowe"
Link Komentarze (7) »
wtorek, 18 września 2007
Wędrując po sieci można odkryć fascynujące rzeczy. Od linku do linku... Od znaleziska do znaleziska...

Portal ekologika.pl publikuje artykuł o "wiecznym silniku" akademika Potapowa.
Przewidywany czas pracy silnika bez użycia paliwa: 30 lat.

Występują tam również, jakże by inaczej, Szypow i Akimow. Piękny kawał bełkotu.

Na temat samego silnika dość sporo można znaleźć w góglach. Jest np. interesujący link do strony parafii Najświętszej Rodziny w Krakowie. Ktoś wpisał do księgi gości:

Taka "perelke" znalazlem od razu, klikajac na ikone "System milosci" ktora macie na pierwszej stronie:" Wieczny silnik Potapowa. Moc 1,4 MW (1900 KM ). W czasie roku wytwarzania energii elektrycznej może zastąpić spalanie ok. 2000 ton węgla. Jego istotą działania jest synteza:

- Duszy ( antymaterii ), będącej obrazem Boga a częściowo nas samych.

- Siły zawartej we wirach czasu, uruchomionej kiedy Bóg tworzył Nasz Wszechświat, a więc Jego Woli, oraz także zawartej w nich, Jego Nieograniczonej Miłości do wszelkiego stworzenia, w tym nas, Ludzi, dającej prawo do wyboru między dobrem a złem.


- Rzeczywistości ( materii ).

Usunicie prosze ten link, bo z Kosciolem ma on nie wielie wspolngo.

Szczesc Boze.

O co chodziło? web.archive.org wyjaśnia: na stronie parafii znajdował się kiedyś link do portalu System Miłości, który reklamował silnik Potapowa. Lecz nie tylko. Cały ów portal to pomieszanie ufologii z chrześcijaństwem. Weźmy np. artykuł Kosmici u proboszcza. Tutaj najbardziej spodobała mi się ilustracja...


Obraz Masolino 1428r. (Galeria Capodimonte w Napolu)
Proszę zwrócić uwagę na "chmurki" - UFO.


20:17, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 września 2007
Staliśmy się bohaterami portalu wykop.pl !

Pewien internauta podzielił się ze światem nowiną:

[nomail2]: Dlaczego satelity nie spadają nam na głowę?
Oczywiście dlatego że siła odśrodkowa równoważy się z siłą dośrodkową. Oczywiste jest tylko że poprzednie zdanie jest kłamstwem wpajanym nam na fizyce w podstawówce... zobaczcie dlaczego.


Po tym stwierdzeniu posypały się komentarze. Przytoczę najciekawsze:

  • [nomail2]: cóż...ja tego nie zauważyłem tylko profesor od mechaniki nam na wykladzie pokazał... i jestem w stanie dać sobie rękę uciąć że tak jest :) heheh możecie to pokazać "młodym fizykom" ciekawe co stwierdzą ;) A ci co mówią "do szkoly" to podejrzewam że fizyke mieli tylko w podstawówce :) Ten wykop nic nie ma na celu...ja tylko bylem zaskoczony ze w podstawówce na fizyce tak to nam tlumaczyli (czyli źle) i myślałem że ktoś podzieli moje zaskoczenie :P
Tak!!! Tak!!! Proszę państwa! Staliśmy się autorytetem!
Wytłumaczenie o równoważeniu siły odśrodkowej i dośrodkowej rzeczywiście jest błędne, jeżeli patrzymy na układ z zewnątrz, czyli nie poruszając się razem z satelitą. I tu internauta ma rację. Lecz dalej dyskusja toczy się tak:

  • A ten facet podał swoje wytłumaczenie czy po prostu kręcił sobie z was bekę?

  • [nomail2]: podał wytłumaczenie coś w stylu:

    "jeżeli nie ma sił dysypatywnych wyprowadzających energię z układu to nie ma powodów dla których ciało miałoby tracić energie i tym samym obniżać swoją orbitę, bo zgodzimy się wszyscy że im wyższa orbita tym większa energia potrzebna do umieszczenia tam ciała."


    Ja tam temu gościowi wierze bo ma profesora i na pewno lepiej się zna na fizyce w polu siły centralnej niż nie jeden na wykopie

    jak chcecie sie z nim kłocic to macie

    http://www.tu.kielce.pl/organizacja/wmibm/jednostki/pracownik.mhtml/id=465
    "Nagroda Prezesa Rosyjskiej Akademii Nauk za wyróżniające się publikacje" :)


Pora na wyjaśnienie Jak To Naprawdę Jest.

Oto obrazek wykonany przez samego Newtona (Principia mathematica, księga III):

Stajemy na wysokiej górze i rzucamy kamień w kierunku poziomym.
Zapomnijmy o powietrzu. Powiedzmy, że stoimy na tak wysokiej górze, która sięga ponad atmosferę. Załóżmy też dla uproszczenia, że tutaj Ziemia nie obraca się wokół własnej osi. I jeszcze, że Ziemia jest dużo cięższa od kamienia, tak że zaniedbujemy przyciąganie Ziemi przez kamień.
Co kamień zrobi? Zacznie spadać. Ale jak?

1. Gdyby Ziemia była płaska, i gdyby nie przyciągała, to byłoby tak: Nadaliśmy kamieniowi ruch jednostajny w kierunku równoległym do powierzchni Ziemi. Leci, nie działa na niego żadna siła. Będzie tak leciał w nieskończoność.

2. Gdyby Ziemia była płaska i miała przyciąganie, byłoby tak: Nadaliśmy kamieniowi ruch jednostajny w kierunku równoległym do powierzchni Ziemi. Ale na kamień działa też siła przyciągania ziemskiego, która przez cały czas ściąga go w dół, w kierunku prostopadłym do powierzchni. Jest to jedyna siła, jaka tu występuje. Żadna inna siła jej nie równoważy. Tor kamienia byłby więc taki: jednocześnie w kierunku poziomym zachowałby stałą prędkość, ale nabierałby też coraz więcej prędkości w kierunku pionowym, w dół. W końcu zderzyłby się z Ziemią.

3. Teraz niech Ziemia jest okrągła i nie przyciąga. Nadaliśmy kamieniowi ruch jednostajny w kierunku równoległym do powierzchni Ziemi - ale, uwaga! - równoległym tylko w punkcie, w którym my stoimy. Kamień będzie leciał wciąż po prostej, oczywiście nie równolegle do powierzchni Ziemi, lecz oddalając się od niej coraz bardziej.

4. A teraz niech Ziemia jest okrągła i przyciąga. Tak, jak na rysunku Newtona. Nadaliśmy kamieniowi ruch w kierunku równoległym do powierzchni Ziemi w punkcie w którym stoimy. Ale na kamień działa też siła przyciągania ziemskiego. Lecz tutaj działa ona w kierunku środka Ziemi. Będzie więc wciąż ściągać kamień w kierunku tegoż środka. Tor kamienia będzie wyglądał tak: na początku ma on prędkość w kierunku, w którym go rzuciliśmy. Ale przyciąganie nadaje mu przyspieszenie w dół (tzn. do środka Ziemi). No to teraz jego prędkość ma kierunek ukośny w stosunku do tego pierwotnego. Ale Ziemia wciąż nadaje kamieniowi przyspieszenie w kierunku jej środka. Więc prędkość kamienia wciąż się zmienia - jego tor wciąż się zakrzywia.

Jeżeli prędkość startowa była mała, to kamień upadnie na Ziemię. Jeśli jednak była ona wystarczająco duża, to kamień nie zdąży upaść, bo Ziemia pod nim "się skończy". Będzie więc wciąż zakrzywiał swój tor w kierunku jej środka, ale nie zdoła na nią upaść. Dlatego, że jego prędkość w kierunku stycznym do powierzchni Ziemi będzie zbyt duża: nim zdąży spotkać się z powierzchnią Ziemi, już nad nią przeleci. I tak w kółko Macieju. Stworzyliśmy sztucznego satelitę. A jeśli rzucić kamień naprawdę bardzo mocno, to i siła przyciągania nie pomoże: trochę zagnie jego tor, ale i tak odleci on w nieskończoność.

A więc to nieprawda, że satelity krążą i nie spadają. One spadają. Wciąż spadają. Tylko nie nadążają upaść na powierzchnię Ziemi.

A działa na nie siła dośrodkowa (przyciąganie ziemskie), nie rownoważona przez nic.



A gdzie się podziała siła odśrodkowa?

Siła dośrodkowa to siła przyciągania ziemskiego. Ciągnie satelitę zawsze w kierunku środka Ziemi. A gdzie siła odśrodkowa? Otóż jej tam w ogóle nie ma!

Spróbujmy wyjaśnić to na przykładzie. Kiedy siła odśrodkowa JEST?

Wyobraźmy sobie takie urządzenie do treningu kosmonautów - karuzelę. Jest tam kabina "satelity" na kółkach, w środku siedzi nie przypięty pasami kosmonauta. Kabina przyczepiona jest liną do środka karuzeli. Ustawiamy kabinę tak, że lina jest napięta. Silnie popychamy kabinę w bok, prostopadle do napiętej liny. Co się stanie? Ano łatwo zgadnąć, że nasza kabina na kółkach chciałaby odjechać na bok, lecz lina jej na to nie pozwala. Ściąga ją w kierunku środka karuzeli. Kabina popchnięta w bok zaczyna na napiętej linie kręcić się wokół owego środka.

A więc siłę dośrodkową już zidentyfikowaliśmy: wywiera ją napięta lina. Wywiera ją - uwaga! - na kabinę. A co z kosmonautą w środku? Siedzi biedaczek nie przypięty pasami i wyraźnie czuje, że coś przyciska go do ściany kabiny. Do tej ściany, która jest po przeciwnej stronie niż zaczep liny. Czuje siłę odśrodkową!

Dlaczego tak się dzieje? Kosmonauta najpierw został pchnięty razem z kabiną w bok. Ale podczas gdy kabina jest przypięta liną, to kosmonauta jest luzem... dopóki nie zderzy się ze ścianą kabiny, oczywiście. Podczas gdy on jeszcze leci na wprost, kabina ciągnięta napiętą liną już zdąża skręcić. Gdyby przypadkiem otworzyć ścianę kabiny, to kosmonauta wyleciałby dokładnie po prostej stycznej do "orbity". A tak - jest skazany na ciągłe dociskanie do ściany kabiny, która wciąż skręca.

A więc - kosmonauta odczuwa to dociskanie do ściany kabiny jako siłę odśrodkową. Lecz jest to siła pozorna, bo w rzeczywistości to nie on jest przyciągany do ściany, lecz ściana kierowana siłą dośrodkową przybliża się do niego - usiłującego poruszać się swobodnie po prostej.

Co by było, gdyby samego kosmonautę też przypiąć liną do środka karuzeli, np. za skafander? Cóż, czułby, że jego skafander ciągnie go ku środkowi, lecz zawartość skafandra - a więc ciało kosmonauty - usiłowałoby wciąż poruszać się po prostej, uciec w bok od karuzeli. Odczuwałby więc jako siłę odśrodkową choćby to, że kończyny wyginałoby mu w kierunku od środka karuzeli, że krew odpływałaby mu w tym kierunku.



Przenieśmy się teraz do prawdziwego satelity na orbicie.

Każdy atom pojazdu jest niby przywiązany niewidoczną linką do środka Ziemi. W kabinie satelity siedzi kosmonauta. Czy odczuwa on siłę odśrodkową? Nie! Każdy bowiem atom jego ciała jest również jak przywiązany niewidzialną linką do środka Ziemi. To zupełnie inaczej, niż na karuzeli. Tutaj wszystko, absolutnie cała zawartość pojazdu oraz sam pojazd - jednocześnie i w taki sam sposób - spadają w kierunku Ziemi.

Można powiedzieć inaczej: kosmonaucie w kabinie wydaje się, że nie działa na niego żadna siła, gdyż wszystko wokół niego porusza się tak samo, ciągnięte siłą grawitacji. Porównując to z sytuacją na karuzeli, kosmonauta może powiedzieć: Oho! Nic mnie nie pcha na ścianę, a przecież na karuzeli "coś" mnie pchało i nazwałem to siłą odśrodkową. Wiem, że moja kabina i wtedy, i teraz jest ciągnięta w stronę "środka", wokół którego się obraca. Mogę więc powiedzieć, że skoro teraz nie odczuwam siły odśrodkowej, to znaczy, że nie tylko moja kabina, ale też ja cały jestem ciągnięty przez przyciąganie ziemskie. To inaczej niż na karuzeli, gdy kabinę ciągnęła linka, ale mnie nie. Patrząc z wnętrza kabiny, wszystko pozostaje względem niej w spoczynku lub porusza się w niej swobodnie ruchem jednostajnym prostoliniowym. Można więc powiedzieć, że z tego punktu widzenia siła ciężkości równoważy siłę odśrodkową, która "powinna" przyciskać kosmonautę do ściany. Ale to tylko z punktu widzenia wnętrza kabiny!

Dlatego w kabinach swobodnie orbitujących satelitów kosmonauci odczuwają stan nieważkości. Czują, jakby nie działały na nich żadne zewnętrzne siły. Choć to nieprawda, bo siła przyciągania Ziemi wciąż działa. Lecz tego nie da się zauważyć, bo spadają z dokładnie takim samym przyspieszeniem, jak reszta pojazdu.

Nie wiem, czy w szkole "uczą" o satelitach w taki sposób, jak pisał internauta, że niby siła odśrodkowa i dośrodkowa się równoważą. Jeśli rzeczywiście tak jest, to uczą [źle] - no dobra, nieściśle napisane. Jeśli przy tym nie powiedzą, że chodzi o układ poruszający się razem z satelitą, a więc nieinercjalny. Nie pamiętam, czego na ten temat uczyli mnie w szkole. Może to i lepiej.

Uściślenie: Błąd w pokazanym przez internautę podejściu polega na pomieszaniu opisu z punktu widzenia układu inercjalnego i nieinercjalnego. Gdy patrzymy z punktu widzenia układu inercjalnego, to gdyby na satelitę nie działała żadna siła, poruszałby się on po prostej. A tak, to porusza się po krzywej, bo działa na niego siła grawitacji.

Natomiast gdyby obserwować satelitę poruszając się razem z nim, a więc w układzie nieinercjalnym, to można sytuację w kabinie interpretować tak, że siła odśrodkowa i dośrodkowa się równoważą. Czyli nas, znajdujących się w kabinie, siła bezwładności nie pcha na ścianę, gdyż w przeciwną stronę - ku Ziemi - ciągnie nas siła grawitacji. Ale trzeba pamiętać, że jest to TYLKO z punktu widzenia obserwatora poruszającego się po zakrzywionym torze razem z satelitą!


Na koniec komentarz do cytowanego przez internautę "wyjaśnienia" profesora.

"jeżeli nie ma sił dysypatywnych wyprowadzających energię z układu to nie ma powodów dla których ciało miałoby tracić energie i tym samym obniżać swoją orbitę, bo zgodzimy się wszyscy że im wyższa orbita tym większa energia potrzebna do umieszczenia tam ciała."

Błąd tutaj polega na tłumaczeniu czegokolwiek wysokością orbity. Jak widać z rysunku Newtona, w przypadku gdy nie ma powietrza (dysypacja to może być właśnie np. tarcie o powietrze, ale mniejsza z tym...) wysokość góry, z której rzucamy kamień, nie gra żadnej roli! Nie jest również wyjaśnione, dlaczego utrata energii (jakiej? kinetycznej?) miałaby powodować obniżenie orbity. No i nie jest wyjaśnione, dlaczego ten satelita w ogóle lata wokół Ziemi, a nie po jakimś innym torze.

Podejrzewam, że to internauta zacytował profesora wyrywkowo i coś poprzekręcał.

Jeszcze mała uwaga do rysunku internauty: Rozumiem, że narysowana tam elipsa to tak naprawdę koło widziane z perspektywy. Inaczej Ziemia musiałaby się znajdować w jednym z dwóch ognisk elipsy.
00:51, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (60) »
piątek, 14 września 2007
Spotkali się w Princeton. Rozmawiali cztery godziny. Einstein przyznał, że byłaby to "bomba" w fizyce. Orgon - nowy typ energii, mający przejawiać się zwłaszcza w orgazmie - zrobiłby rewolucję w światowej energetyce.


Znany nam Wilhelm Reich, "odkrywca" orgonu, napisał do Einsteina z prośbą o spotkanie i przedyskutowanie odkrycia. Orgon miał być rzekomo nowym typem energii, przejawiającym się zwłaszcza w orgazmie. 13 stycznia 1941 obaj panowie spotkali się w Princeton. Rozmawiali przez cztery godziny. Einstein zgodził się przetestować akumulator orgonowy, który Reich skonstruował ze stalowej klatki Faradaya i izolowanej z zewnątrz drewnem i papierem.

Einstein przyznał, że jeśli - jak sugerował Reich - temperatura obiektu wzrośnie bez źródła ciepła, byłaby to "bomba" w fizyce. Taki zadziwiający efekt pozwoliłby na zbudowanie perpetuum mobile, które narusza prawa termodynamiki.

Podczas drugiego spotkania Reich wyposażył Einsteina w mały akumulator orgonowy. Fizyk wykonał w swojej piwnicy serię eksperymentów, w których mierzył temperaturę nad, wewnątrz i obok urządzenia. Rozebrał je również z izolacji, aby porównać temperatury. Próbując odtworzyć wyniki Reicha, Einstein zaobserwował wewnątrz klatki wyższą temperaturę, co według Reicha miało świadczyć o działaniu nowej formy energii. Jednak jeden z asystentów Einsteina zwrócił uwagę, że temperatura przy podłodze jest niższa niż pod sufitem. Idąc za tą sugestią, Einstein zmodyfikował eksperyment i w rezultacie przekonał się, że zjawisko wynikało tylko z nierównomiernego rozkładu temperatury w pomieszczeniu.

Odpisał Reichowi, opisując swe doświadczenia i życząc mu, aby rozwinął w sobie bardziej sceptyczne podejście.

Źródło: angielska Wikipedia
19:27, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (5) »
środa, 12 września 2007
Odkrycie drobne, ale wesołe:
Dałam kiedyś notkę o gotowcu ze sciaga.pl - wypracowaniu niby o Einsteinie. Obok Einsteina i teorii względności występuje tam Szypow i jego "teoria" pól torsyjnych. Dzieci sobie takie rzeczy ściągały na referaty z fizyki do szkoły. Cóż jeszcze mogłam zrobić? Pośród entuzjastycznych uczniowskich komentarzy pod wypracowaniem pozostawiłam swój, w którym zmieszałam wypracowanie z błotem. Przedstawiłam się zresztą z imienia, nazwiska i miejsca pracy, w razie jakby ktoś chciał mnie o coś spytać. Komentarz był sobie tam przez parę miesięcy - sprawdzałam! Aż tu ostatnio - znikł.

Wiadomo, nowy rok szkolny, młodzież łaknie wiedzy. Nie można jej rzucać kłód pod nogi. A jeszcze nie daj Boże sciaga.pl straciłaby zyski z reklam, gdyby się wydało, że nie wszystkie ich gotowce są jedynie słuszne.
00:49, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Pola torsyjne
Link Komentarze (1) »
sobota, 01 września 2007
Należy hydrze podciąć żyły, odciąć źródła zasilania! Trzeba jak najwięcej urządzeń zasilanych wolną, czystą, darmową energią budować, stosować i

UPOWSZECHNIAĆ !!!

Jak najwięcej budować domowych, małych elektrowni - wiatrowych, słonecznych, wodnych, budować i stosować silniki orgonowe...

- Tak o zwalczanie lobby paliwowo-energetycznego apeluje inż. Andrzej Kraśnicki, przyszły konstruktor silnika antygrawitacyjnego, główny bohater portalu grawitacja.org.

Co to są silniki orgonowe? Wikipedia podaje:

Orgon - jest nazwą dla podstawowej energii kosmicznej, której odkrycie postulował Wilhelm Reich w latach trzydziestych XX wieku.(...)

W. Reich mocno rozwija ww. koncepcje wraz z kontrowersyjnymi wówczas badaniami nad orgazmem. Jego publikacje zdobywają popularność na Zachodzie przyczyniając się do zainteresowania uzdrawianiem orgonem. (...)

Spadkobiercy idei orgonu nadal propagują praktyki akumulowania i wdychania orgonu w tzw. "akumulatorach orgonu" jakie pozostawił po sobie Wilhelm Reich. Techniki te znajdują głównie zastosowanie wobec osób żywiących wiarę w skuteczność bioenergoterapii. Inną dziedziną, której wiarygodność również kwestionuje wielu naukowców, jest technika manipulacji pogodą. Pochodzi wprost od W. Reicha; stosuje tzw. działa orgonowe do sprowadzania deszczu lub przeganiania chmur.

Angielska Wikipedia dorzuca więcej pikantnych szczegółów:

Reich rozwinął teorię, że zdolność do odczuwania miłości seksualnej zależy od fizycznej możliwości uprawiania miłości, co nazwał "potencją orgastyczną". Próbował mierzyć męski orgazm, zauważając fizjologiczne pojawienie się czterech oddzielnych faz: pierwsza - psychoseksualne podniecenie lub napięcie; druga - erekcja penisa, z towarzyszącym jej "ładunkiem", który Reich zmierzył elektrycznie; trzecia - wyładowanie elektryczne w momencie orgazmu; czwarta - relaksacja penisa. Reich wierzył, że zmierzona przez niego siła jest osobnym typem energii obecnej we wszystkich formach życia i nazwał ją "orgonem".(...)

Orgon, nazwany tak od zjawiska seksualnego orgazmu, jest według Reicha kosmiczną energią. Właściwie - TĄ kosmiczną energią. Reich nie tylko ją odkrył. Widział ją, zademonstrował i nazwał na jej cześć miasto - Orgonon w stanie Maine (USA). Tu zbudował akumulatory orgonowe, które wynajmował pacjentom, aby czerpali z nich "potencję orgastyczną".

16:47, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Zakładki:
Gwiazdy "dziennikarstwa" "naukowego"
Prawdziwi fizycy
Prawdziwi dziennikarze naukowi
Inne nasze projekty
Nasz rosyjski odpowiednik
Czytają nas
Niekoniecznie nonsensy
O mnie
Polecamy
Polecamy bramkę sms
Tagi
Zmiana statystyk...
We wrześniu 2009:
8165 użytkowników
9536 wizyt
17330 odsłon