Nonsensy z nauki polskiej i zagranicznej
sobota, 01 września 2007
Zgodnie z obietnicą, ostatni wpis o wpadce pewnego portalu popularno-naukowego został usunięty, gdyż portal usunął swą wpadkę.
10:00, anuszka_ha3.agh.edu.pl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 20 sierpnia 2007
Wraz z postępem nauki zabobony:
a) zanikają.
b) rozkwitają.

Prawdziwa jest odpowiedź b.
Zabobony bowiem ewoluują. Z powodzeniem dostosowują się do nowych czasów i zdobyczy naukowo-technicznych.

Bloger Andsol, matematyk, który wykłada na jednym z uniwersytetów w Brazylii, podaje przykład zabobonu na miarę XXI wieku:



Pojawia się co 3000 lat. Nazywa się je "Okiem Boga".
Zdjęcie zrobiono teleskopem NASA.
Kto je zobaczy, doświadcza pozytywnej zmiany w życiu.
Nie zatrzymuj tej wiadomości, wyślij ją do ludzi, którym życzysz szczęścia.

To zdjęcie robi cuda w życiu wielu osób, nawet jeśli ktoś w to nie wierzy.
Nie zatrzymuj tego maila, wyślij go do przynajmniej 7 osób,
które chcą dla Ciebie dobrze.

Komentarz Andsola - na andsol.blox.pl.

W rzeczywistości jest to złożenie zdjęć mgławicy Helix (skatalogowanej pod numerem NGC 7293), zrobionych przez kosmiczny teleskop Hubble'a i naziemny teleskop w Kitt Peak. Obiekt oczywiście świeci od dawna, a nie  pojawia się nagle raz na 3000 lat. Jest dobrze znany astronomom już od XVIII wieku. Leży dość niedaleko od nas: 650 lat świetlnych w stronę gwiazdozbioru Wodnika. Takie mgławice powstają z wypalonych gwiazd podobnych do Słońca. Zewnętrzne powłoki gazowe rozprężają się, a jądro gwiazdy kompresuje się do postaci białego karła. Z punktu widzenia astronomii nie ma w nich niczego nadzwyczajnego. Nasze Słońce też tak kiedyś skończy.

Więcej:

19:41, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (13) »
wtorek, 14 sierpnia 2007
Nasz czytelnik gastovski nadesłał nowość:

Wpadłem dziś na artykuł będący standardowym niu-ejdżowym bełkotem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby został on opublikowany we Wróżce, Nexusie czy innym magazynie dla "czujących więcej", ale ukazał się on w kwietniowym Miesięczniku Politechniki Warszawskiej! (str. 22).

Parę cytatów:

"Ryke Geerd Hamer (w wielkim skrócie) twierdzi mianowicie, za pomocą pełnej, opracowanej metodycznie teorii Pięciu Biologicznych Praw Natury, że każda choroba ma podłoże psychiczne, odwzorowane zmianami w mózgu"

"Mózg jest jakby wielkim komputerem naszego organizmu, psychika - programista. Ciało i psychika sa wspólnie elementami wykonawczymi komputera..."

"Wystepuje tu, jak widać, ewidentne sprzężenie zwrotne, które niemal równolegle z dr. Hamerem odkrył Polak, Eugeniusz Uchnast, przedstawiając metodę Bioemanacyjnego Sprzężenia Mózgu - BSM, swego czasu podobnie bulwersującego środowisko lekarskie" [jak to "swego czasu", to już nie bulwersuje?]


"Ewolucja czlowieka przyspieszyła w sposób nienaturalny,jakby wszystkim było spieszno do przewartościowania, które w roku 2012, wedle Majów, ma nastąpić i objawić się nie Sodomą, Gomorą i Armageddonem, ale przewartościowaniem właśnie."

"Siedzenie utrudnia też oddychanie, zamyka przepływ energii do wnętrza"

"Leczył się u wszystkich lekarzy. Doradzali takie lub inne piguły, zastrzyki, proponowali kuracje, po których nie czu żadnej poprawy. Wreszcie kiedyś przypadkiem (mądrzy ludzie powiadają jednak, że przypadków nie ma) natknął się na niewielką książeczkę siostry zakonnej, Hedi Mashafret, o masażu stóp - akupresurze. Kupił, wypróbował. Masując właściwe punkty na stopach, powoli wyzwalał się z przeziębień, dolegliwości reumatycznych."

i oczywiście nie mogło zabraknąć sakramentalnego:

"Dziś przyjmuje tych, którym potrzebna jest pomoc którym nie pomoże leczenie skutków. On usuwa przyczyny"

O autorze w internecie znalazłem notkę:

"Jędrzej Fijałkowski jest znanym polskim dziennikarzem, pisarzem i publicystą. Od piętnastu lat współpracuje z miesięcznikiem "Nieznany Świat", w którym regularnie ukazują się jego felietony poświęcone tematyce filozoficzno-naukowej, podpisywane pseudonimem literackim "Byk"".

Tak więc autor z "Nieznanego Świata" gości teraz na łamach "Miesięcznika Politechniki Warszawskiej". Pan Jędrzej pisze w dziale "absolwenci PW", tak więc jest prawdopodobne, że spłodził więcej podobnych artykułów.



O Ryke Geerdzie Hamerze, wynalazcy opisywanej wyżej metody, którą nazwał Germańską Nową Medycyną, można przeczytać w Wikipedii. Oto najdrastyczniejsze fragmenty:
  • Hamer stał się sławny głównie z powodu przypadku Olivii Pilhar w 1995 roku. Olivia, wówczas sześcioletnia, cierpiała na nowotwór nephroblastoma. Jej rodzice, zagorzali zwolennicy Hamera, zrezygnowali z konwencjonalnej terapii medycznej dla córki. Władze austriackie ostatecznie pozbawili ich praw rodzicielskich, lecz rodzice z dzieckiem uciekli z kraju do Hiszpanii. Tam Hamer bez powodzenia "leczył" dziecko swymi metodami. Nowotwór wciąż rósł.
Po negocjacjach, włącznie z interwencją prezydenta Austrii, udało się przekonać rodziców do powrotu obietnicą, że nie zostaną ukarani. Do tego czasu guz nowotworowy u Olivii ważył kilka kilogramów. Ostatecznie dziecko zostało poddane pilnemu leczeniu po wyroku sądu, wbrew woli rodziców. Oliwia wciąż żyje w 2007 roku. Jej rodzice dostali w Austrii karę 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu. Wciąż są wyznawcami metody Hamera...
  • Christina Connell, muzyczka z Carthage, Missouri, USA, zmarła 13 marca 2006 roku. Od 20 lat leczyła się na raka piersi, lecz postanowiła pójść za metodą Hamera zamiast wziąć kolejną, zalecaną przez onkologów serię chemioterapii. Wiedziała od lekarzy, że jej typ nowotworu jest wyjątkowo podatny na chemioterapię, czego istotnie dowiodły jej poprzednie zmagania z rakiem. Gdy przekonała się, że Hamer ją zwiódł, było już za późno: guzy zanadto się rozrosły, stała się zbyt słaba i zmarła w wyniku raka wątroby.
  • Istnieje spora liczba stron po niemiecku z historiami pacjentów Hamera, którzy zmarli na raka, np. Michaela Jakubczyk Eckert, która zmarła 12 listopada 2005 roku, po tym gdy Hamer przekonał ją do przerwania tradycyjnego leczenia onkologicznego.
  • Według najnowszych danych, liczba ofiar Hamera przekracza 130.


18:15, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (39) »
wtorek, 07 sierpnia 2007
Prof. Andrzej Kajetan Wróblewski w artykule Operacja stodoła (Wiedza i Życie) opisuje szereg polskich i zagranicznych badań, które pokazują, że radiestezja... nie działa.

Przy okazji dostało się politykom (jeszcze poprzednich kadencji):

Mająca swą siedzibę niedaleko Warszawy firma o szumnej nazwie "Laboratorium Badań Radiacyjnych" zachwala płytki chroniące przed promieniowaniem żył wodnych:

  1. W polu dipolowym płytki (...) wyróżnić można dwanaście wymiarów przestrzeni.
  2. Każdy wymiar przestrzeni generuje specyficzny rodzaj energii i specyficzny rodzaj oddziaływań.
  3. Przyrządy skonstruowane do pomiarów w przestrzeni czterowymiarowej nie są przydatne do pomiarów w przestrzeniach o wymiarach wyższych.

Do rozpoznania rzeczywistości, w której żyjemy, potrzeba więc oswojenia się z co najmniej dziesięcioma wymiarami przestrzeni przewidywanymi przez teorię strun lub dwunastoma wymiarami wykrytymi metodami biodetekcji oraz taką samą ilością rodzajów energii i rodzajów różnych oddziaływań..."

Chociaż właściciel firmy i autor tej reklamy podpisuje się jako "mgr inż.", to jednak każdy, kto liznął choć trochę fizyki, zauważy bez trudu, że przytoczone zdania są pseudonaukowym bełkotem. Ale w tej reklamie jest kilka mądrze brzmiących słów, na które ludzie dają się nabierać.

Dają się zresztą nabierać nie tylko jednostki, lecz także poważne instytucje. W 1997 roku Kancelaria Sejmu RP[*] zleciła wspomnianej firmie "przeprowadzenie badań natężenia radiacji... i zastosowanie odpowiednich zabezpieczeń w pomieszczeniach Marszałka Sejmu, Wicemarszałków Sejmu, Przewodniczących Klubów, Ministra-Szefa Kancelarii Sejmu i Z-cy Szefa Kancelarii Sejmu".

Nie wątpimy, że eksperci firmy wykryli w Sejmie szkodliwe "cieki wodne" i inne straszności oraz umieścili tam wszędzie odpowiednie zabezpieczenia w postaci "dwunastowymiarowych" płytek. Historia ta mogłaby być nawet wesołym elementem w zbiorze ludzkich dziwactw, gdyby nie fakt, że poszły na to pieniądze podatników, a więc nas wszystkich.


* Ponieważ we wrześniu 1997 roku odbyły się (terminowo) wybory, obstawiam, że był to Sejm III kadencji (AWS-UW), bo takie rzeczy zleca się raczej przy wprowadzce, niż przy wyprowadzce.

12:33, anuszka_ha3.agh.edu.pl , naukowcy o pseudonauce
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 06 sierpnia 2007
Katolicki Uniwersytet Lubelski organizuje pierwszą chyba w Polsce konferencję na taki temat.



15-16 listopada 2007 r.

Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
Collegium Jana Pawła II, sala 1031


Kontekst i cel Konferencji

Nauki przyrodnicze są specyficzną formą działalności społecznej, dzięki której powstaje wiedza, która jest zespołem twierdzeń intersubiektywnie komunikowalnych i sprawdzalnych, o różnym poziomie akceptacji w odniesieniu do różnych przedmiotów badania i fazy rozwoju danej dziedziny nauki. Każdą z dyscyplin przyrodoznawstwa poprzedzała refleksja uznawana za przednaukową po długim rozwoju i znaczących osiągnięciach tej dziedziny. W odniesieniu do tej początkowej fazy używa się zbiorczego miana „protonauka”. Rozwijającym się dziedzinom nauki towarzyszą także ich postacie oboczne, w różnych aspektach i zakresach nie spełniające aktualnych kryteriów naukowości. Jedną z nich jest paranauka, inną – pseudonauka. Podczas gdy pierwsza z nich - w pewnej tylko części spełnia wspomniane kryteria, drugą można uznać za nieudolne naśladownictwo nauki, często uwarunkowane celami pozapoznawczymi. Z wszystkimi tymi dziedzinami aktywności poznawczej wiążą się dziedziny praktycznej działalności, jak: paramedycyna (np. homeopatia), ideologie polityczne (rasizm) czy technicznej (tzw. „zimna” synteza jądrowa).

Wziąwszy to wszystko pod uwagę, ważnym zadaniem stojącym przed filozofami i filozofującymi przyrodnikami, jest stałe podejmowanie refleksji i dyskusji nad statusem metodologicznym nauk przyrodniczych. Z tej perspektywy możliwa się staje charakterystyka specyfiki metodologicznej protonauki, paranauki i pseudonauki.

Konferencja ma dwa podstawowe zadania.
  • Zadaniem poznawczym jest dokonanie przeglądu i oceny podstawowych form działalności zaliczanych do tych trzech typów przedsięwzięć poznawczych, krytyczna ich ocena w perspektywie historycznej, metodologicznej oraz społecznej.
  • Zadaniem praktycznym jest sformułowanie szerzej zakrojonego programu badawczego angażującego specjalistów nauk przyrodniczych, filozofów nauki, filozofów przyrody oraz osób i instytucji zajmujących się edukacją oraz polityką naukową. Jest to szczególnie ważne ze względu na szeroki dostęp do publikacji dostępnych w postaci drukowanej i elektronicznej, często przedstawianych w bardzo atrakcyjnej formie, jednak dla właściwej oceny ich wartości wymagającej krytycyzmu, znajomości metodologii nauk oraz określonej dyscypliny badań.

Osoby zajmujące się filozofią przyrody, filozofią nauk przyrodniczych oraz prowadzace badania w dziedzinie przyrodoznawstwa zapraszamy do nadsyłania propozycji swoich wystąpień podczas konferencji oraz do udziału w niej.
20:04, anuszka_ha3.agh.edu.pl , naukowcy o pseudonauce
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 lipca 2007
Ciąg dalszy ciekawostek związanych z rzekomo "diagnostycznym" urządzeniem Oberon. Okazuje się, że jeżeli "terapeuta" posługujący się Oberonem jest zawodowym lekarzem - to można go za to pozwać do sądu i wygrać!

Puls - miesięcznik Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie - opisuje sprawę niejakiego Teofila G., lekarza medycyny, skazanego przez Naczelny Sąd Lekarski za oszustwo - fałszywe "badanie" aparatem Oberon i przepisywanie na tej podstawie kosztownych leków. Przytoczona jest opinia biegłych, według której Oberon jest po prostu atrapą. Autorzy artykułu przedstawiają również analizę prawną, z której wynika, że duże szanse na wygraną miałoby również wytoczenie szarlatanowi sprawy karnej przed sądem powszechnym.
A zatem - na lekarzy medycyny zarabiających za pomocą Oberona można donieść do Izby Lekarskiej!

Lekarze medycyny w Polsce, "diagnozujący" Oberonem, których można znaleźć w internecie:


P.S. Forów, na których "zachwyceni pacjenci" reklamują Oberona, jest wiele. Znalazłam akurat to: Choroba Huntingtona. Warto choć raz przejrzeć tego typu forum, żeby zorientować się, na jaką skalę to jest biznes...
23:26, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Oberon i biorezonans
Link Komentarze (98) »
Internauta z.d.r.o.w.y prowadzi bloga propagującego profilaktykę raka jąder. Sam na to chorował, szczęśliwie po długich bojach udało mu się pokonać nowotwór. Teraz edukuje innych i przestrzega przed szarlatanami. Miał też okazję "diagnozować się" Oberonem:

W przedwczorajszym wpisie opisałem jak został zdiagnozowany u mnie nowotwór. Kilka dni przed diagnozą byłem na mszy, na której ksiądz wśród ogłoszeń parafialnych reklamował badania nowoczesnym urządzeniem, które może wykryć wiele różnych chorób i sprawdza praktycznie cały organizm.(...)

Układ rozrodczy i jądra wyszły OK. Nie przyjąłem tego do wiadomości i opowiedziałem dokładniej o moich objawach. Po tym co powiedziałem chyba każdy lekarz pierwszego kontaktu jeśli nie od razu skierowałby mnie do onkologa, to przynajmniej zleciłby USG i dalsze badania. Ale tu była inna bajka. Usłyszałem, że to nic poważnego, muszę tylko zacząć stosować zioła, które są dobre na wszystko, a które przypadkiem sprzedaje jego asystentka. A nim zaczną działać – uzbroić się w cierpliwość i nosić obcisłe slipy!

Gdybym zawierzył temu badaniu, to pewnie firma była zarobiła na mnie kilkaset złotych, no może kilka tysięcy, gdyby dalszy marketing telefoniczny dobrze działał. A najważniejsze – nie miałby kto robić im teraz antyreklamy…

Całość - tutaj.
Inne moje wpisy na temat Oberona:

08:23, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Oberon i biorezonans
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 lipca 2007
Wykorzystuję tego bloga, aby trafić do młodych naukowców. Powstaje właśnie w polskim internecie bardzo ciekawa idea. Na razie jest to ledwie zalążek zalążka, lecz warto sprawę bacznie obserwować, a może nawet... wziąć w swoje ręce?

  • Czy zastanawialiście się kiedyś, które instytucje w najgorszy sposób wykorzystują fundusze Unijne? Odpowiedź: Nie są to samorządy, ani prywatnie przedsiębiorcy - są to uczelnie wyższe! Z braku przepływu informacji najprawdopodobniej.

  • Czy zastanawialiście się, jaki PR ma polska nauka? Nędzny. Choć wbrew pozorom robi się w Polsce ciekawe nieraz rzeczy - społeczeństwo o tym nie wie. Prasa promuje za to bzdury dobrze reklamujących się szarlatanów.

  • Czy pomyśleliście kiedyś o serwisie internetowym, w którym łatwo byłoby wyszukać, KTO na terenie Polski czym się zajmuje w nauce?

  • O serwisie, w którym każdy naukowiec mógłby założyć swój łatwo wyszukiwalny profil informujący o zainteresowaniach naukowych i obiecujących kierunkach badań - oraz o propozycjach współpracy. O możliwości kontaktu i zobaczenia się naukowców z tej samej dziedziny i z różnych; z tego samego miasta i nie tylko; młodych i starszych; zobaczenia nad czym pracują koledzy z innych ośrodków naukowych; możliwość znalezienia pomocy, współpracy. O możliwości łatwego ogłaszania, że oto poszukuję kogoś do współpracy/dyskusji nad danym zagadnieniem.

  • Czy chcielibyście mieć w jednym miejscu zbiór wiadomości o grantach i różnych funduszach - tak aby nie tracić czasu na szukanie i dowiadywanie się, jak co załatwić?

  • Czy chcielibyście mieć forum, aby dowiadywać się i dzielić wiadomościami o ciekawych konferencjach naukowych? Jest przecież na świecie obfitość ciekawych sympozjów i warsztatów, które są słabo reklamowane, a w efekcie jeżdżą na nie tylko ci, którzy przypadkiem wiedzą o ich istnieniu.
Jeśli choć troszeczkę was to zainteresowało, to poczytajcie więcej tutaj i tutaj.
19:22, anuszka_ha3.agh.edu.pl
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 lipca 2007
Z artykułu Be healthy - if you want to Jewgienija Zubariewa - rozmowa z lekarzem stosującym Oberona:

- Dziś mamy zasadniczo nowe podejście do badania pacjenta. Podejście to, bazujące na metodzie biorezonansu, pozwala lekarzowi zidentyfikować patologiczną lokację każdej choroby w stadium przedklinicznym i pomóc pacjentowi w sformułowaniu diagnozy z wysokim prawdopodobieństwem, ponad 90%, diagnozy jako procesu percepcji.

Czyta pan złą literaturę. Ta metoda jest dobrze znana i pozwala na wykrycie patologicznej lokacji bezinwazyjnie, bez pobierania krwi i bez innych dodatkowych metod. Opiera się na zbieraniu napięć z pewnych punktów w organizmie i przetwarzaniu ich za pomocą specjalistycznego sprzętu komputerowego.

Jak naprawdę wygląda "diagnostyka" aparatem Oberon?

Znajoma opowiedziała mi pewną historię. Ma bodaj w rodzinie lekarkę-onkologa. Lekarka owa leczyła ciężko chorego pacjenta, inteligentnego i trzeźwo myślącego człowieka. Zapytała go kiedyś:

- Czy może próbował pan medycyny niekonwencjonalnej?

- Pani doktor, poszedłem raz na takie badanie, to dali mi do ręki elektrody, a na komputerze jakieś demo puścili!

To był właśnie Oberon. Badanie polega na tym, że podczas gdy pacjent trzyma druciki - na ekranie komputera wyświetlają się "skany": najpierw obraz całego ciała, potem obrazki poszczególnych narządów, różnych tkanek, komórek, a nawet chromosomów. Na obrazkach losowo pojawiają się krzyżyki - w miejscach rzekomo zaatakowanych przez chorobę. W Polsce badanie kosztuje ok. 150 zł. Do tego należy doliczyć jeszcze kilkaset zł - koszt niepotrzebnych lekarstw przepisywanych przez lekarza na podstawie "diagnozy".

Mój ulubiony fragment artykułu Zubariewa:

- To bardzo drogie i skomplikowane urządzenie, produkt kombinatu militarno-przemysłowego, zostało zaprojektowane do diagnostyki kosmonautów. Ale dożyliśmy czasów, gdy zwykli ludzie mogą ich też używać.

Jeśli ten instrument ma mierzyć różnicę napięć albo opór elektryczny, jak sam pan powiedział, to jest to zwykły omomierz, miernik oporu, wynaleziony 200 lat temu i wraz z przesyłką do domu kosztujący dolara. Co wspólnego z tym ma kombinat i kosmonauci?

- To wcale nie jest takie proste, najlepsze umysły nauki rosyjskiej zajmowały się projektowaniem tego urządzenia. (...)

Dwa kable z metalowymi końcówkami wychodzą z kwadratowego pudełka wielkości małej książki. - A co z tymi żaróweczkami - one przecież nie mają związku z pomiarem napięcia?

- Uhm, w zasadzie tak, właściwie te żarówki są tu bez powodu. Choć może to być nazwane koloroterapią - pacjenci lubią urządzenia, na których mruga dużo kolorowych żaróweczek. To ich uspokaja.


Tutaj można ściągnąć film z demonstracją działania Oberona w Polsce. W miejscowości Wylatowo odbył się zlot... ufologów. Tak, tak. Wylatowo uważane jest za obszar Polski szczególnie nawiedzany przez ufo i dotknięty oddziaływaniem szczególnego rodzaju energii. Na imprezę została zaproszona również grupa specjalistów od Oberona. Przebadali oni całą wieś i ujawnili, że Oberon wykazuje wyjątkowo dobry stan zdrowia mieszkańców Wylatowa - z pewnością związany z ową kosmiczną energią.

Poniżej, ten sam film na youtube:


19:28, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Oberon i biorezonans
Link Komentarze (11) »
środa, 27 czerwca 2007
Gieorgij Szpienkow (Georgi Shpenkov), białoruski profesor pracujący obecnie na bydgoskim Uniwersytecie Techniczno-Przyrodniczym, wygłosił kilka miesięcy temu wykład na Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie:

Nowa Teoria Materii-Przestrzeni-Czasu:
Dowody Potwierdzające Prawdziwość Teorii, Wykorzystanie w Praktyce.

Całość referatu jest do ściągnięcia tutaj. Teoria Szpienkowa głosi, że większość wielkości dotychczas znanych fizyce jest zmierzona źle. Ale najbardziej źle zmierzony jest ładunek elektronu. Dopiero Szpienkow odkrył, że ładunek elektronu ma nie tylko inną wartość, ale też w zupełnie innych jednostkach!
18:52, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla konesera
Link Komentarze (9) »
czwartek, 07 czerwca 2007
[Idź do 1. części artykułu]
[Idź do 2. części artykułu]

Śledztwo

Przeczesałam internet w poszukiwaniu innych wiadomości o makabrycznych eksperymentach docenta Buta. Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy, to że strona z opisanymi po polsku doświadczeniami zaczyna się od tekstu po rosyjsku. Opisuje on to samo urządzenie "Aur-Um", lecz brak w nim wzmianek o wstrząsających procederach z akademii medycznej. Tymczasem jednak rosyjska wersja polskiego tekstu (a właściwie jej różne fragmenty) występuje na kilku innych stronach należących do Buta (np. tu, tu, tu i tu). Są to jednak tylko okrojone fragmenty. Opis eksperymentów jest w całym internecie tylko jeden – i tylko po polsku.

Z całą pewnością nie zmyślił go Polak. Tekst jest ewidentnie tłumaczeniem z rosyjskiego, pełnym rusycyzmów. Co więcej, nie zawiera polskich liter, więc pewnie tłumaczony był w Rosji. Został napisany całkiem niedawno – między 1. stycznia 2006 a 1. maja 2007. Rok 2006 znajduje się w polskim tekście, natomiast druga data jest to czas ostatniej zmiany pliku html. A zatem u docenta Buta gościł w ostatnim czasie (lub gości do dziś) jakiś Polak, który został poproszony o przetłumaczenie dokumentacji urządzenia do biorezonansu. Mam podejrzenie, że ów Polak po prostu popełnił błąd i z jakichś oryginalnych dokumentów przetłumaczył więcej, niż życzyłby sobie docent But. I chyba to jest właśnie przyczyna, dlaczego rosyjskiej wersji raportów nie ma nigdzie w sieci. Po prostu docent wie, że tymi raportami nie należy się chwalić. Polaka - pewnie ze względu na barierę językową - nie dopilnował.

Nie jest jasne, co ów Polak miałby robić w Omsku? But i Niestierow organizują szkolenia z obsługi urządzeń do biorezonansu. Szereg polskich firm importuje taki sprzęt, mógł więc do Omska przyjechać przedstawiciel takiej firmy, bądź przyszły terapeuta zaproszony na szkolenie.

 


 

doc. Jurij S. But


Tymczasem w rosyjskiej czytelni online znalazłam książkę R. Pierina
Gipnoz i mirowozzrienije, która traktuje o hipnozie. Jest tam następująca wzmianka:

Ekspress-Gazeta nr 30 z 1996 roku podaje, że omscy uczeni Jurij But i Władimir Niestierow w laboratorium badań terminalnych „rąbią głowy, duszą, oblewają kwasem, parzą, topią” zwierzęta. Ta krwawa nauka pomogła im ustalić, że zabijane zwierzę generuje jakieś promieniowanie, które otrzymało nazwę „promieniowanie śmierci”. Okazało się, że promieniowanie można wzmacniać specjalnymi przyrządami i kierować na potrzebne obiekty, np. na mózg człowieka. Efekt jest wstrząsający – u ludzi poddanych takiemu napromieniowaniu gwałtownie zwiększają się zdolności paranormalne.

Wygląda na to, że doświadczenia rzeczywiście były wykonywane - w 1996 roku! Pisał o nich rosyjski tabloid, sam w sobie niekoniecznie wiarygodny – lecz w tym przypadku akurat wszystko się zgadza z krwawymi opisami ze strony Buta.

Dodatkowe potwierdzenie dają nam informacje o pewnym patencie: Na kilku stronach internetowych Buta jest wymieniony patent nr 2119806, uzyskany przez niego i Niestierowa w 1996 roku. Dotyczy on „promieniowania wytwarzanego w momencie zniszczenia inicjatora biologicznego – żywych tkanek”. Strona z tekstem polskim głosi ponadto, że „priorytetowy wniosek” o zastrzeżenie technologii na tym polu badań złożono już w 1993 roku. Strona zawierająca obszerne CV docenta podaje, że producent technologii „Imago” współpracuje z Butem od tegoż właśnie roku (zapewne chodzi o Niestierowa, choć w innym miejscu mowa o rozpoczęciu współpracy rok później). Można więc przypuszczać, że eksperymenty rozpoczęły się w roku 1993 i trwały przynajmniej 3 lata.

Na koniec jednak rzecz najlepsza: strona internetowa dawnego miejsca pracy docenta - katedry chirurgii operacyjnej i anatomii topograficznej Akademii Medycznej w Omsku. Uczelnia nie wstydzi się swego zasłużonego pracownika! Wśród swojego dorobku naukowego katedra wymienia wspomniany wyżej patent nr 2119806 Buta i Niestierowa, jak również dwa inne patenty i dwa artykuły naukowe jego autorstwa – wszystkie dotyczą biorezonansu. Tak, Czytelniku - oczy cię nie mylą: Uczelnia medyczna reklamuje szemrane badania nad biorezonansem jako swój dorobek naukowy!


Z tego wszystkiego wynika, że patent dotyczący badań „promieniowania wytwarzanego w momencie zniszczenia inicjatora biologicznego – żywych tkanek” istnieje naprawdę. Same badania musiały się więc również odbywać. Szczegółów należałoby szukać w archiwach Akademii Medycznej w Omsku. Napisałam nawet do prof. Ludmiły T. Lewczenko, która na katedrze chirurgii operacyjnej pracuje dłużej od Buta. Na pewno go pamięta. Przedstawiłam się jako naukowiec zainteresowany badaniami docenta. Nie otrzymałam odpowiedzi.

Tymczasem docent But ma się dobrze. Wygląda na to, że jest w Omsku osobistością. Jego produkty reklamuje liczne grono znajomych z Akademii Medycznej, z władz lokalnych i innych instytucji. Córka Buta również pracuje na Akademii i nawet była z ojcem na konferencji w Petersburgu, gdzie wspólnie przedstawiali technologie biorezonansu. W mieście wspaniale prosperuje Instytut Psychofizyki Stosowanej (kierowany przez Niestierowa), który na przykład w ostatnich dniach święcił triumfy na wystawie medycznej Medsib 2007. Co jeszcze ciekawsze, Instytut po dziś dzień ściśle współpracuje z omską Akademią Medyczną! W jego szkoleniach na temat biorezonansu biorą udział wymienieni z nazwiska

słuchacze mający specjalistyczne wykształcenie medyczne lub biologiczne, w tym kandydaci i doktorzy nauk, lekarze, profesorowie, lekarze, pracownicy naukowi.


Ta sama strona podaje, że w testowaniu urządzeń do biorezonansu brał udział państwowy szpital Głównego Zarządu Ochrony Zdrowia okręgu omskiego.

W ostatnich miesiącach wybuchł jakiś konflikt pomiędzy Butem i Niestierowem. But na jednej ze swoich stron czyni koledze zarzuty, że Instytut Psychofizyki jest przedsięwzięciem wirtualnym i komercyjnym. Można jednak sprawdzić, że na innych stronach (np. tu) Instytut jest reklamowany jako placówka blisko współpracująca z Butem. Wszystko to również nie przeszkadza Butowi firmować własnym nazwiskiem innych instytutów-krzaków: Medycznego Centrum "Zdrowie" pracowników omskiej akademii medycznej, Instytutu Technologii Noosferycznych i Centrum Nowych Technologii.

Czytając to wszystko ma się wrażenie, że w liczącym ponad milion mieszkańców mieście Omsku cała elita lekarska kręci się wokół biznesu docenta Buta. O jego koszmarnych eksperymentach wszyscy woleli zapomnieć.


20:17, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Oberon i biorezonans
Link Komentarze (24) »
sobota, 02 czerwca 2007

[Idź do 1. części artykułu]

 

Intensywna destrukcja obiektu biologicznego

Strona docenta Buta, którą nadesłał mi Paweł, znajduje się tu: http://www.imago.sibintercom.ru/devices.htm. Napisana jest po rosyjsku i po polsku. [29.3.2008: Oryginalna strona została zmieniona. Jej kopię mam tutaj .]

Tekst polski składa się z dwóch części: Opisu urządzeń do biorezonansu – i fragmentów raportów z eksperymentów, które prowadziły do wynalezienia tych urządzeń. Zasadę „działania” sprzętu do biorezonansu można pokrótce opisać tak : Biorezonans należy do tej samej rodziny zjawisk, co różdżkarstwo i inne rodzaje „postrzegania pozazmysłowego”. Fenomeny owe polegają na tym, że człowiek (zwany „operatorem”) jest w stanie wykryć coś niewidocznego gołym okiem (np. żyłę wodną, lub czyjeś schorzenie). Zdolność taka nazywa się „biolokacją”.


doc. Jurij S. But


I tu pojawia się rewolucyjny wkład docenta Buta. Jak zwiększyć zdolność do „biolokacji”? Cytat ze strony:

W podręcznikach radiestezji podkreśla się, że do osiągnięcia maksymalnej wiarygodności prac poszukiwawczych stosuje się jako przyrząd świeżo ściętą gałąź drzewa.

Pracowników zespołu akademickiego pod kierownictwem Jurija But zainteresowało powyższe stwierdzenie, a przeprowadzone eksperymenty z „łozą” umożliwiły sformułowanie roboczej hipotezy, wg której (...) oddziaływanie operatora biolokacji z każdym systemem biologicznym, który poddano intensywnej destrukcji znacznie podnosi wiarygodność prowadzonych badań biolokacyjnych.

Stopień podniesienia wiarygodności zależy od zdolności operatora, poziomu organizacji biologicznej rozpadającego się układu, oraz ostrości zmian patologicznych, które są przyczyną jego śmierci. Ponadto uczestnictwo samego operatora w destrukcji badanego układu ma rolę rozstrzygającą.

Poddano analizie pod kątem powyższej hipotezy materiały historyczne nt. szczegółów rytualnych zabójstw w celu złożenia ofiary, które miały miejsce u większości narodów, i grup etnicznych.

Tłumacząc na prosty język: Po zapoznaniu się z historycznymi opisami mordów rytualnych, docent But postawił hipotezę: Zdolność „biolokacji” zwiększa się, jeżeli w pobliżu człowieka ją wykonującego umiera jakieś żywe stworzenie, a jeszcze bardziej, jeżeli „operator” osobiście je zabija i jeśli zabija „intensywnie”. W celu zweryfikowania hipotezy docent But i współpracownicy wykonali na Akademii Medycznej w Omsku szereg makabrycznych eksperymentów – na zwierzętach, zwłokach ludzkich, płodach po aborcji, oraz na żywych jeszcze pacjentach szpitala...

Postawione zadanie realizowano przez oddziaływanie na obie półkule mózgu operatora biolokacji (...) polem magnetycznym (...). Najlepiej wówczas umieścić miedzy induktorem pola magnetycznego, a strefą skroniową pracującego operatora obiekt biologiczny (...), lub jego poszczególne składniki (...), znajdujące się w stadium nieodwracalnej destrukcji (śmierci).

Obiekt biologiczny, lub jego część, należy przygotować do badania w aktywnym stanie funkcjonalnym, lecz w momencie badania musi znajdować się w początkowym stadium nieodwracalnych zmian, które w końcowym stadium prowadzą do śmierci.

Innymi słowy – zwierzęta i ludzie poddawani eksperymentowi musieli być ni mniej ni więcej, tylko umierający...

Należy podkreślić, ze dla obiektu biologicznego uszkodzenia są nieodwracalne, i prowadzą do jego śmierci.

(...) Między strefą skroniową głowy badanego, jako operatora biolokacji, a jednym z induktorów magnetycznych umieszczano zastosowany obiekt biologiczny (...) jako biologiczny inicjator zdolności intuicyjnych pracującego operatora biolokacji.

W eksperymentach zastosowano znane czynniki oddziaływania, doprowadzające do destrukcji i śmierci obiektów biologicznych:

    • uszkodzenie mechaniczne, w tym dekapitacja i rodzaje upuszczania krwi,
    • zamrażanie,

    • zatrucie,

    • wielokrotne oparzenia (termiczne i kwasami),

    • wygłodzenie,

    • odwodnienie,

    • niedotlenienie i uduszenie,

    • porażenia prądem elektrycznym i promieniowaniem jonizującym,

    • prądy wichrowe,

    • wysokie stężenie chloru, etc.

 

Na bazie sztucznie spowodowanej destrukcji i śmierci zastosowanego systemu, lub obiektu biologicznego, bądź ich części, przeprowadzono podstawowe badanie, a następnie opracowano statystycznie otrzymane wyniki. (...)

Autorzy w tym miejscu nie precyzują, na jakich "obiektach biologicznych" wykonywano wymienione wyżej doświadczenia. Lecz przykłady "obiektów" podane są dalej:

W następnej serii doświadczeń przeprowadzano dekapitacje zwierząt laboratoryjnych (białych myszy, szczurów, świnek morskich, i psów). Do przeprowadzenia dekapitacji drobnych zwierząt laboratoryjnych skonstruowano gilotynę i urządzenie do homogenizacji.

(Zastanawia mnie, co stosowano do zwierząt większych, np. psów?...)

Ciała zwierząt w agonii, odcięte głowy, lub ich homogenaty, były umieszczane miedzy jednym z induktorów magnetycznych, a głową operatora, po czym przeprowadzano test Right. (...)

Test Right polegał na zgadywaniu figur geometrycznych narysowanych na zasłoniętych kartach. Grupa "operatorów" liczyła 12 osób.

Po analizie otrzymanych wyników okazało się, ze wyższe wyniki testu Right zanotowano u wszystkich operatorów, którzy samodzielnie dokonali dekapitacji zwierząt, przy zabiciu młodych, aktywnie funkcjonujących i zdrowych zwierząt, oraz ustalono, ze wynik był uzależniony od poziomu organizacji gatunkowej zastosowanego obiektu biologicznego.

Najwyższe wyniki w teście Right osiągano przy synchronizacji pracy operatora biolokacji z oddziaływaniem czynników destrukcyjnych na układ biologiczny, tj. stosując świeżo zabite zwierzęta. Wraz z upływem czasu wyniki testu stopniowo się obniżały, by ulec gwałtownemu pogorszeniu po 1,5 – 2,5 doby (zależnie od gatunku zwierzęcia), w warunkach przechowywania zwłok w temperaturze pokojowej. (...)

Jednocześnie przeprowadzono badania nt. zastosowania jako inicjatora biologicznego pozyskanych z ciał zwierząt i człowieka różnych organów, tkanek, elementów komórkowych, a także embrionów (tkanki fetalne [płodowe] po aborcji), oraz noworodków zmarłych w trakcie porodu, lub w pierwszych godzinach i dniach po porodzie.

Ciała zwierząt były stosowane po zabiciu, zmarłych w wyniku wywołania śmiertelnej choroby (zapalenie otrzewnej), lub zatrucia (przedawkowania podczas narkozy). Analogiczne badania przeprowadzono z organami pozyskanymi z ciał ludzi, którzy zginęli w wyniku wypadku, gwałtownej śmierci, zabójstwa, samobójstwa, oraz zmarli w wyniku ciężkiej, nieuleczalnej choroby (onkopatologia).

Powyższą część badan przeprowadzono korzystając z zasobów Wydziału Patoanatomii Akademii Medycznej w Omsku, wspólnie z pracownikami wydziałów Anatomii Patologicznej i Medycyny Sadowej. (...)

Wyższe wskaźniki osiągnięto przy pracy z tkankami fetalnymi [płodowymi], nie z całym organem, lecz z jego homogenatem, który spreparowano z użyciem skoncentrowanego kwasu siarkowego, lub umieszczono miedzy elektrodami węglowymi, gdzie poddawano badany materiał cyklicznym wyładowaniom elektrycznym. (...)

Najwyższe wyniki testu Right otrzymano przy pracy ze zwłokami zmarłego S., lat 36. Zgon nastąpił wskutek utraty krytycznej objętości krwi, po wielokrotnych ranach postrzałowych w okolicy brzucha i kończyn dolnych. Po 9 godzinach od śmierci, wynik osiągnięty w teście Right wynosił 96,42 +/- 12,34%, po 24 godzinach obniżył się do 88,34 +/- 11,24%, a po trzech dobach osiągnął 64,82 +/- 19,18%.

Pracowano z ciałem zmarłej J., 76 lat, u której zgon nastąpił wskutek mnogich przerzutów (...) do węzłów limfatycznych, na tle wyraźnego wyniszczenia organizmu; diagnoza: nowotwór żołądka, IV stadium. Test Right przeprowadzony w czwartej godzinie po śmierci osiągnął wynik 79,47 +/- 10,21%, po 24 godzinach 71,13 +/- 9,97%, po trzech dobach 66,39 +/- 8,75%. (...)

Na zakończenie oceniono przydatność osób cierpiących na ciężkie, przewlekłe (onkologiczne) choroby mózgu, jako inicjatorów. Przykładowo u chorej N., lat 49, przy diagnozie meduloblastoma mózgu w IV stadium (chora zmarła po 9 tygodniach od badania), osiągnięto wyniki testu Right 89,13 +/- 10,17%.

U chorej S., 54 lata, z diagnozą ekstracerebralny nowotwór mózgu, wynik testu Right osiągnął 82,26 +/- 10,1%.

Opracowano specjalne oprogramowanie dla usprawnienia statystycznej obróbki wyników, otrzymywanych w chwili strojenia induktorów magnetycznych.

A jaki to ma związek z urządzeniami do biorezonansu?

Związek tych pseudo-badań ze sprzętem typu „Oberon” jest niejasny i opiera się na bardzo mglistej „logice”. Z objaśnień pseudonaukowców wynika z grubsza tyle: Po „udowodnieniu” doświadczalnym, że zabijanie wzmacnia zdolność biolokacji, udowodniono z kolei, iż również przerwanie innych procesów (niekoniecznie życiowych) – wzmacnia tę zdolność. Urządzenia do biorezonansu opierają się na tym właśnie, że „przerywają pewne procesy”. Z dalszych zagmatwanych wyjaśnień można wyciągnąć tyle, że urządzenie mrugające lub wydające dźwięki wystarcza, aby przerwać u pacjenta proces chorobowy i wzmocnić u niego zdolność do samowyleczenia się – lub przynajmniej zdiagnozować schorzenie.

Jak widać, związek krwawych doświadczeń na ludziach i zwierzętach z mrugającymi i buczącymi urządzeniami z gabinetów biorezonansu jest bardzo luźny, by nie powiedzieć – żaden. Oznacza to jednak ni mniej ni więcej niż to, że grupa szaleńców wykonywała w państwowym szpitalu eksperymenty nie tylko makabryczne, lecz nawet z punktu widzenia logiki zupełnie bezcelowe. Czyli – jedynie dla własnej chorej przyjemności. A co gorsza potencjalnie otwierające drogę ewentualnym kolejnym szaleńcom. Oby się nie okazało, że ktoś w Rosji zainspirował się "badaniami" i zaczął je kontynuować. Nie chcę już wspominać o możliwości bardziej dosłownej inspiracji "materiałami historycznymi"...

Eksperymentatorzy zaś po wszystkim dobudowali do swych doświadczeń pokrętną ideologię, dzięki której mogli ogłosić, że jednak przyczyniły się one do jakiegoś postępu naukowego – mianowicie do opracowania niewinnych maszynek do biorezonansu.

Skąd na rosyjskiej stronie wziął się tekst polski? W sieci roi się od enuncjacji różnych dewiantów. Czy opisy okrutnych doświadczeń nie są zmyślone?

[idź do 3. części artykułu]


17:43, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Oberon i biorezonans
Link Komentarze (21) »
piątek, 01 czerwca 2007

Jeśli chodzi o stosunek do pseudonauki, poważni naukowcy dzielą się na dwie grupy. Pierwsza to „młoty na czarownice” - ludzie przekonani o jej szkodliwości dla społeczeństwa i mający poczucie misji „niesienia kaganka oświaty”. Druga grupa – to ludzie wyrozumiali, których strategią jest nie zaprzątać sobie głowy głupstwami i ignorować pseudonaukowców jako nieszkodliwych wariatów.

Sprawa, którą tutaj opiszę, stanowi argument przeciwko pochopnemu lekceważeniu działań pseudouczonych. W tym przypadku – ignorowanie poczynań maniaka doprowadziło do wydarzeń zakrawających na horror. Również dzięki przesadnej ludzkiej wyrozumiałości te sprawy na kilkanaście lat zatonęły w mroku niepamięci, a dokładniej w zaciszu archiwów Akademii Medycznej w Omsku. Świat się o nich ponownie dowiaduje dopiero dziś.

 

Profesor nauk noosferycznych

Docent Jurij Stanisławowicz But, urodzony w 1956 roku w rosyjskim mieście Omsku na Syberii, ma biografię typową dla pseudouczonych z byłego Związku Radzieckiego. Z tą różnicą, że - pomimo ewidentnie pseudonaukowej działalności - przez długie lata pracował na państwowej akademii medycznej, co dało mu pole do makabrycznych nadużyć.


doc. Jurij S. But

Jak dotychczas, świat zna łagodniejszą stronę manii docenta Buta. O jednym z jej produktów - urządzeniu „Oberon” do leczenia tzw. „biorezonansem” - było już głośno w polskich mediach. Głośno i niepochlebnie. Ponadto Jurij Stanisławowicz jest „wynalazcą” szeregu innych pseudo-leczniczych urządzeń, bywalcem paranaukowych konferencji, a także „doktorem” i „profesorem” „nauk i technologii noosferycznych” - na tej samej szemranej Akademii Nauk Przyrodniczych, do której należy osławiony Akimow i inni rosyjscy hochsztaplerzy. Jako specjalista od biorezonansu But jest w Rosji szeroko znany i rozchwytywany przez pacjentów, ma setki stron www i prowadzi nawet konsultacje internetowe. Dzięki datującej się od 1994 roku współpracy z firmą niejakiego W. I. Niestierowa czerpie zyski z eksportu swoich urządzeń do licznych krajów na całym świecie – również tych należących do Unii Europejskiej, jak np. Polska, Estonia, Niemcy, Francja, Wielka Brytania. Sprzęt Buta zyskał tak wielką popularność, że pojawiły się już... jego podróbki (!) - przed którymi docent sumiennie ostrzega na swoich witrynach.

Wszystko to byłoby warte co najwyżej krótkiej humorystycznej wzmianki. Jednak... w tym samym czasie Jurij S. But robił regularną karierę naukową na Omskiej Akademii Medycznej.

 


Akademia Medyczna

 

Akademicka biografia docenta Buta przedstawia się jako bardzo udana: Z uczelnią w Omsku związany był od początku studiów aż do 2005 roku. Po uzyskaniu dyplomu lekarskiego w 1979 roku w specjalności chirurgia, zaczął pracować na katedrze chirurgii operacyjnej i anatomii topograficznej – najpierw na stanowisku laboranta, następnie – asystenta. W 1984 roku uzyskał stopień naukowy kandydata nauk medycznych. W 1991 roku został docentem. Od tego czasu prowadził wykłady i ćwiczenia z anatomii topograficznej i chirurgii operacyjnej z uwzględnieniem wieku dziecięcego. I właśnie wtedy, gdy uczył przyszłych lekarzy, jednocześnie dokonywał pewnych eksperymentów...

Na trop tej historii wpadliśmy razem z niestrudzonym korespondentem Młodego Fizyka, Pawłem F. Górą. Zaczęło się niewinnie: Paweł zapragnął powybrzydzać na – obecne również w Krakowie – gabinety biorezonansu. Dla hecy przesłał mi linka do pewnej rosyjskiej strony internetowej, która zainteresowała go o tyle, że znajdował się na niej również tekst po polsku. Tekst ten brzmiał cokolwiek dziwnie, lecz że był długi i przepełniony pseudonaukowym bełkotem – nie został przez mego kolegę przeczytany do końca. Przeczytałam go ja – i włos zjeżył mi się na głowie...

 

[idź do 2. części artykułu]

19:11, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Oberon i biorezonans
Link Komentarze (8) »
czwartek, 24 maja 2007
Nasz czytelnik o nicku rpyzel nadesłał informacje, które świadczą o tym, iż polskie szkolnictwo jest w jeszcze gorszym stanie, niż sugerowaliśmy w poprzednim tekście. Że w polskiej szkole pojawił się Szypow i pola torsyjne, to jeszcze nic... Pseudonauka w szkole firmowana jest przez samego ministra edukacji Romana Giertycha! I jego rękodajnego, Mirosława Orzechowskiego!

Rpyzel pisze:

MEN zaleca dzieciom niewinnym "zobaczenie" czakramu. Umieszcza go na pierwszym miejscu w rozdziale II przed kopcem Krakusa, kryptą św. Leonarda na Wawelu i kościołem św. Andrzeja. Czytamy, że "uznany za jeden z siedmiu energetycznych czakramów ziemi budzi zainteresowanie tzw. nowych ruchów religijnych". Jeszcze większe zdumienie budzi tytuł rozdziału: "Piastowski rodowód, czyli w poszukiwaniu źródeł państwowości polskiej."

Artykuł o tym opublikowała Gazeta Wyborcza: Czakram jako źródło miłości ojczyzny według Giertycha.



Czytelnicy sygnalizują nam, że informacje z Młodego Fizyka stają się coraz bardziej przerażające...
Niestety muszę to potwierdzić. Właśnie wpadliśmy na trop sprawy naprawdę o wiele gorszej od wszystkiego, co dotąd tutaj opisaliśmy. Opublikujemy to w następnym wpisie.

09:51, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 21 maja 2007
Nie żeby nasz blog stał się serwisem poświęconym wyłącznie polom torsyjnym, ale... one same się nam narzucają na każdym kroku! Kariera tej idei jest wprost zdumiewająca. Jak to mówią, strach otworzyć lodówkę.

Strach? Nie! Trwoga! - to dobre słowo na określenie uczuć, które mogą ogarnąć czytelnika naszych dzisiejszych doniesień. Dr hab. Paweł F. Góra z UJ pisze:

W serwisie www.sciaga.pl skąd licealiści mogą, hm, ściągać różne prace, sam Gennadij Szypow wystepuje w artykule o Einsteinie, ba, odnieść można wrażenie, że Szypow jest od Einsteina ważniejszy, bo zrobił to, co się Einsteinowi nie udało.

Słyszałam już o nauczycielach fizyki, którzy przepytują na oceny z życiorysów sławnych fizyków. Obecnie doszliśmy do "referatów z fizyki" z życiorysów hochsztaplerów. Skoro taki materiał zaistniał na portalu ściągawkowym, to znaczy, że jest na niego zapotrzebowanie. Ilu uczniów dostało już szóstkę z fizyki za nadprogramową wiedzę? Oto komentarze uczniów pod tekstem:
  • Praca jest ok nie ma glupich bledow!!!!

  • Praca luxik dzieki temu mam 5 z fizyki thnx dla autora i serio praca zmusza do przemyśleń. Jeszcze raz thnx dla autora

  • Miło, że jest tego aż tyle. Wydaje mi się, że wystarczy na plakat z matmy =) pozdrawiam

  • Praca spoko wydaje sie ze wszystko jest i o alberci i o teori a i jeszcze o tej pruzni mam nadzieje ze bedzie zato tylko leprza ocenka.Jeszcze raz gratuluje pracy :)

  • MMM dzieki za jego biografie, troche za bardzo szczegolowa jak dla mnie, ale ja sobie obetne. Potrzerbowalam czegos oddzielonego pod wzgledem fizycznym i historyczny. NA pewno mi sie przyda:P

  • ta praca jest swietna...znajduje sie tu w sumie wszystko co trzeba....dziekas za systko i narQa
Sprawdziliśmy w googlach, że referat o Szypowie rozmnożył się: jest również tu, a także stał się artykułem w internetowym periodyku Puls Polonii.

Lecz polska edukacja postąpiła jeszcze o krok dalej - i jest to zaprawdę krok w przepaść. Pewien uczeń z Bochni pisze na forum Serwisu Fizycznego Omikron:

Czy ktoś z was słyszał o rewolucyjnej teori próżni Iwanowicza Szypowa?
Pobobno mają urządzenia, które współczynnik sprawności mają na poziomie 300-400%. Np. mają grzejnik, który pobierając 1kW energii elektrycznej daje 4kW energii cieplnej. Na niektórych portalach można znaleźć jak oni to robią. Dokończył to czego nie udało się Einsteinowi. Odkryli cząstki poruszające się miliard razy szybciej od prędkości światła.
Proszę napisać co kto wie o tej teorii.

(P.S. nie usuwajcie tego topicu, bo mam zadanie z fizy o tej teorii próżni)





Szanowni uczniowie i nauczyciele! Specjalnie na wasz użytek podaję zestaw linków, pod którymi demaskowaliśmy Szypowa i jego pseudoteorie:
To tylko trzy najważniejsze. O Szypowie i jego współpracownikach pisaliśmy więcej. Zapraszam do przejrzenia całego bloga.

08:44, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Pola torsyjne
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 14 maja 2007
Pola torsyjne mogą wszystko!

Lek. med. Wadim Iwanow, Rosjanin z Częstochowy, specjalista akupunktury i terapii manualnej, wprowadził na rynek polski serię preparatów parafarmaceutycznych Imowin. Cena opakowania w sklepie internetowym: 90 zł.

Techonologia produkcji leku przedstawiona jest barwnie na stronie firmowej:

Baza sprzętowa

W CENTRUM JUVENTA zostały opracowane oryginalne torsyjne, energoinformacyjne generatory (patent Nr 12519). Przy ich tworzeniu wykorzystano łączoną zasadę generacji pól torsyjnych za pomocą specjalnych topologicznych układów, pobudzanych zmiennymi polami elektrycznymi o wysokim napięciu. Opracowany schemat daje możliwość generacji wystarczająco potężnych (na poziomie biologicznego współdziałania ze strukturami mózgu) pól torsyjnych oraz modulowania ich dobranym informacyjnym oddziaływaniem, podawanym na wejściu generatora. Informacja wejściowa może być wczytana z nośnika fizycznego lub z jego kopii, natomiast sygnał torsyjny na wejściu generatora przekazywany jest na nośnik - SUPLEMENT DIETY "IMOWIN", który po obróbce nabywa zadane mu właściwości lecznicze.


Baza informacyjna

Diagnozowanie stanu pacjenta i dobór oddziaływań leczniczych przebiega za pomocą metod energoinformacyjnych. W celu ich realizacji w CENTRUM JUVENTA stworzono archiwa wektorów parametrów pól i stanu fizycznego ludzkiego organizmu, jak i archiwa matryc docelowych oddziaływań informacyjnych, między innymi:

  • określono wektor dominujący parametrów przebiegu czynności życiowych ludzkiego organizmu,

  • podwektor, który opisuje defekty pola energoinformacyjnego oraz podwektor opisujący potencjał czynności życiowych człowieka,

  • ustalono optymalne wartości dominujących parametrów dla różnych grup wiekowych - dzieci, młodzieży i ludzi w podeszłym wieku,

  • stworzono okazały, ciągle uzupełniany i udoskonalany zbiór docelowych matryc informacyjnych do tworzenia energoinformacyjnych, wejściowych oddziaływań, posiadających największy wpływ na czynności życiowe ludzkiego organizmu.
Ale to jeszcze nie wszystko...

Wedle mojej wiedzy, Imowin nie trafił (jeszcze?) do aptek. Aż szkoda.

Preparat stanowić ma istne panaceum. Jak podaje producent, składa się głównie z wyciągu z szałwii i melisy, jest więc w zasadzie nieszkodliwy... chociaż...


  • Zalecany przy chorobach onkologicznych i w profilaktyce chorób nowotworowych.

  • Zalecany przy zakażeniu tryprem, jak również dla profilaktyki [:-))))) ROTFL! - przypisek mój].

  • Zalecany przy syfilisie, jak również dla profilaktyki [j.w.].

  • Zalecany przy AIDS [o! a tu się powstrzymali...].

  • Zalecany przy upośledzeniu umysłowym (debilizm, imbecylizm ).

  • Zalecany dla odmłodzenia.


21:38, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Pola torsyjne
Link Komentarze (4) »
niedziela, 13 maja 2007
To, co dziś zamierzam opisać, jakimś sposobem skojarzyło mi się z postacią profesora Merinusa z opowiadania Stanisława Lema:

Stary miał własną terminologię, której nikt prócz niego nie używał w fachowym piśmiennictwie. Pirx zatem, wiedziony przyrodzoną bystrością, zamówił w bibliotece wszystkie prace Merinusa i - nie, wcale ich nie czytał. Przekartkował je tylko, wypisawszy sobie ze dwieście Merynosowych dziwolągów słownych. Te wykuł na blachę i żył w przekonaniu, że zda. Co się też potwierdziło. Profesor, usłyszawszy styl jego odpowiedzi, drgnął, podniósł strzępiaste brwi i zasłuchał się w Pirxa jak w słowika.

Stanisław Lem, Odruch warunkowy

Esej prof. Jana Trąbki Refleksje nad Tryptykiem rzymskim Jana Pawła II to spekulacje, nie roszczące sobie pretensji do naukowej ścisłości. Poezja miesza się tu z fizyką i cybernetyką. Obok Wojtyły jest Penrose i... Bobula! Zamieszczam ten tekst głównie ze względu na osobę tego ostatniego. Okazuje się, że jest on inspiracją dla badaczy całkiem odległych dziedzin.

Prof. Trąbka, autor prac lekarskich z zakresu neurofizjologii, stopniowo przesunął swe zainteresowania badawcze w nieco inne obszary. Tutaj wyjaśnia, czym się zajmuje:

Zachęcony lekturą Jana Pawła II „Różaniec Matki Boskiej”, a zwłaszcza fragmentem 21. „Tajemnica światła”, postanowiłem zastanowić się nad laickim sensem tego przesłania. (...) Eteryczne światło świadomości, którym interesuję się w całej swojej działalności, stanowi najbogatszą i najrozleglejszą rzeczywistość o bezkresnych horyzontach topiących się w otchłaniach tajemnicy. Fizycznymi aspektami światła nauka zajmuje się przez pięć wieków. Biologia światła została niezwykle kompetentnie opracowana przez F. A. Poppa. Neuropsychologicznym podstawom światła świadomości poświęciłem całą moją karierę lekarską.

Świadomość funkcjonująca w mózgu okazała się spójnym związkiem wielu nieenergetycznych ani nietermicznych składników: niskopoziomowego oświetlenia (low level luminosity) o różnym zasięgu oraz promieniowania fotonowego (bozonowego) i elektronowego (fermionowego).

Prof. Trąbka żywi głęboki szacunek dla dokonań Eugeniusza Bobuli:

Współcześnie Minerwę zluzował E. Bobula, bo do dedukcyjnego modelu świata wprowadził zwrotność, dzięki której egzystencyjne drobiazgi po ich przerzuceniu poprzez krawędź wzbogacają esencyjną, koherentną pulę wirtualnej mądrości.(...)

Matematyczny, dynamiczny, dedukcyjny model wszechświata E. Bobuli, oparty na odwracalności równania dyfuzyjnego Fouriera-Bobuli okazuje się kompatybilny z obrazem przedstawianej powyżej spirali postępu powstającego dzięki wspinaniu się po kolejnych krawędziach transcendencyjnych. E. Bobula przywrócił światu symetrię między dwoma rzeczywistościami, rozdzielonymi krawędzią chaosu, dzięki wprowadzeniu odwracalności oraz przeciwstawieniu się pojęciu nieskończoności za pomocą idei dystrybucji, fragmentaryzacji i fraktalizacji Cantora. Model E. Bobuli sprowadził na grunt realny właściwości operacyjno-manipulacyjne.

Może na koniec podsumowanie idei "krawędziowości" przedstawionej w eseju. Co w całym pomyśle niepokoi, to właśnie owa "przewrotka intelektualna" - od spekulacji filozoficznych do fizyki i chemii, i z powrotem. Lecz cóż - spekulować wolno każdemu. Zasłuchajmy się więc niby w słowika...

Uwzględnienie krawędziowości w przestrzeni fazowej budzi nadzieje na wytłumaczenie przejścia liniowych modeli reakcji chemicznych w nieliniowe z reguły modele fizyczne.

Z tego rodzaju skokowej przewrotki intelektualnej, „umiejscawianej” na krawędzi przestrzeni fazowej, lub przestrzeni stanu w warunkach równowagi termicznej, mogą korzystać mniej lub bardziej świadomie twórcy wirtualnych modeli technicznych w realizacjach konkretnych. Jakkolwiek największe żniwo na polu tajemniczej krawędziowości zbiera kultura: literatura, a zwłaszcza poezja. Nawet w najbardziej ulotnej i bezsłownej muzyce niełatwo wyróżnić elementy biorące udział w krawędziowej transgresji, zwłaszcza gdy sama idea krawędzi staje się aluzyjna i iluzoryczna. Dlatego to właśnie kultura obfituje w pseudotwórczość, w której najtrudniej odróżnić „sercem i rozumem” kicz i banał od prawdziwego dzieła.
09:20, anuszka_ha3.agh.edu.pl , dr Bobula
Link Komentarze (10) »
sobota, 12 maja 2007
Ciekawe, że w Polsce szczególną inwencją twórczą słynie branża chłodnicza. Stamtąd i piramidki, i badania pól torsyjnych... A dziś - niezwykła woda.

Artykuł w piśmie Technika chłodnicza i klimatyzacyjna zaczyna się nieźle, po czym niepostrzeżenie obsuwa się w dziwne rejony: Woda żywa i martwa... Informatyczne własności wody... Mądra woda...

Autor jest (pochodzącym z Ukrainy) profesorem Politechniki Szczecińskiej.

  • W razie problemów z linkiem - wejście do artykułu przez spis treści:
    Sergiy Filin, Niezwykłe własności zwykłej wody.
18:37, anuszka_ha3.agh.edu.pl , Emoto i inteligentna woda
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 kwietnia 2007
Ta substancja nazywa się po angielsku dihydrogen monoxide (DHMO) - i tak zostawię, bo brzmi mądrzej.

Wiadomość o licznych niebezpieczeństwach, na które naraża ona ludzkość, pojawiła się na sieci po raz pierwszy w 1994 roku:
  • Nazywana również "kwasem hydroksylowym", główny składnik kwaśnego deszczu;
  • Przyczynia się do efektu cieplarnianego;
  • Przyczynia się do erozji naturalnego krajobrazu;
  • Przyspiesza korozję i psucie się sprzętu elektrycznego;
  • Spożycie w zbyt dużych ilościach może powodować nieprzyjemne efekty trawienne;
  • Przedłużony kontakt z substancją w stanie stałym powoduje poważne zniszczenia tkanek;
  • Dostanie się substancji do dróg oddechowych, nawet w małych ilościach, może spowodować śmierć;
  • Postać gazowa substancji powoduje poważne oparzenia;
  • Substancję znajdywano w guzach nowotworowych u śmiertelnie chorych pacjentów;
  • Zaprzestanie przyjmowania substancji u osób uzależnionych od niej powoduje śmierć w ciągu 168 godzin;
Pomimo zagrożenia, DHMO jest używana:
  • Do wielu rodzajów okrutnych badań nad zwierzętami;
  • Marynarka Stanów Zjednoczonych posiada tajną sieć dystrybucji DHMO;
  • Jeziora i rzeki na całym świecie są skażone DHMO;
  • W pestycydach - nawet dokładne umycie pozostawia skażenie resztkami tej substancji;
  • Jako dodatek do fastfoodów;
  • Jest składnikiem wielu substancji powodujących raka;
Pomimo to, rządy i korporacje wciąż używają tej substancji, choć stwarza ona poważne zagrożenia.

Pomysł chwycił i przez całe lata pojawiał się tu i ówdzie w Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie, siejąc panikę i skutkując różnymi petycjami do władz.

Z kolei władze pewnego publicznego parku w Louisville w stanie Kentucky stworzyły swoją wersję pomysłu. Ponieważ obywatele kąpali się w fontannach i zanieczyszczali wodę, dyrekcja parku postawiła tabliczki:

DANGER
WATER CONTAINS HIGH LEVELS OF HYDROGEN
KEEP OUT



10:14, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2007
Pewnego razu obiło mi się o uszy, że naukowcy udowodnili, iż blondyni są w zaniku... Właściwie ta wieść rozeszła się dość szeroko po świecie. Pisały o tym różne agencje prasowe, z BBC na czele. Według jednej wersji - odkrycia mieli dokonać jacyś niemieccy naukowcy, według innej - miał to stwierdzać raport Światowej Organizacji Zdrowia. Informacja głosiła, że ponieważ bycie blondynem jest kodowane w genie recesywnym, to gen ten już za 200 lat zaniknie u ludzkości.

Na szczęście okazało się, że to wszystko kaczka dziennikarska.

"Gen recesywny" - to wcale nie oznacza "gen zanikający w populacji" - jest to gen "słabszy", który da się "nadpisać" przez gen dominujący pochodzący od drugiego rodzica. Ale ten recesywny wciąż tam jest i jest przekazywany dzieciom. No chyba, że jego ekspresja ograniczałaby liczbę potomstwa - wtedy mógłby zanikać, ale w przypadku genu koloru włosów raczej nie ma o tym mowy.

A WHO zdementowało wiadomość o rzekomym raporcie.

Bardzo się cieszę, że to było oszustwo. Inaczej byłoby szkoda, bo ja wolę blondynów.
07:52, anuszka_ha3.agh.edu.pl , "dziennikarstwo" "naukowe"
Link Komentarze (7) »
czwartek, 19 kwietnia 2007
Nasz czytelnik Cześćjacek nadesłał linka do nowego projektu budowy perpetuum mobile.

Irlandzki projekt Steorn ma piękną stronę internetową i zarabia (między innymi?) na tym, że chętni do przetestowania wynalazku mogą za drobną opłatą otrzymać dostęp do ekskluzywnego forum. Dla reszty świata urządzenie pozostaje owiane tajemnicą. Wiadomo o nim jedynie, że ma wytwarzać energię z niczego.


Reklama projektu Steorn w The Economist


Imagine
A world with an infinite supply of pure energy.
Never having to recharge your phone.
Never having to refuel your car.

Welcome to our world
At Steorn we have developed a technology that produces free, clean and constant energy. Our technology has been independently validated by engineers and scientists--always behind closed doors, always off the record, always proven to work.

The Challenge
We are therefore issuing a challenge to the scientific community: test our technology and report your findings to the world.
We are seeking a jury of twelve--the most qualified and the most cynical.


Wynalazcy starają się zdobyć zaufanie świata publikując w piśmie the Economist zaproszenia dla naukowców do oficjalnego zbadania maszyny (nota bene - poszukują the most qualified and the most cynical...!) i otwarcie przyznając, że ich projekt jest "kontrowersyjny". Starają się także zwiększyć ciekawość internautów poprzez wysączanie od czasu do czasu małego filmiku, który "ujawnia więcej szczegółów". Kolejny niecierpliwie oczekiwany film pojawił się w zeszły piątek - i znów okazało się, że nawet nie pokazali na nim, jak wygląda urządzenie.

Steorn zrobił wokół siebie dużo hałasu: mówiło o nim kilka stacji telewizyjnych, pisały gazety, twórcy projektu zorganizowali parę imprez kulturalno-rozrywkowych i nie zapomnieli o filantropii, mianowicie zamiast organizować party wigilijne w 2005 roku - wpłacili pewną sumę na ofiary Czarnobyla (niestety adresat pomocy - Chernobyl Aid Hope Project - nie istnieje w internecie, więc prawdopodobnie nie istnieje wcale). Następne party wigilijne - w 2006 roku - również się nie odbyło, jednak tym razem wynalazcy nie wyjaśnili, z jakiego powodu.

Jak by nie patrzeć, biznes jest profesjonalny...

10:11, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (5) »
niedziela, 15 kwietnia 2007
Amerykańskie przedsiębiorstwo Psyleron odziedziczyło sprzęt i tematykę badań po niesławnym laboratorium PEAR z Princeton.

Psyleron ogłasza na swojej stronie wyniki swych studiów nad wpływem siły woli na generator liczb losowych. Autorzy narysowali na wykresie kilka trajektorii 1-wymiarowego spaceru losowego, gdzie prawdopodobieństwo kroku w górę lub w dół jest jednakowe. Według autorów wynik "naprawdę przypadkowy" to taki, gdzie po pewnym czasie trajektoria składa się z takiej samej liczby kroków w górę i w dół... A im bardziej trajektoria odbiega od takiego wyniku, tym bardziej znaczy to, że jest "nieprzypadkowa"... Na poniższym rysunku spacer losowy oznaczony kolorem niebieskim jest wynikiem użycia siły woli do skierowania go "w dół". Zielonym i czerwonym - "w górę". Parabola oznacza odległość, na przekroczenie której ma szansę tylko 5% trajektorii. Trajektoria czerwona zdaniem autorów jest ewidentnym przykładem oddziaływania siły woli obserwatora...



Jeśli ktoś z Czytelników ma wątpliwości co tu nie gra, może pomoże mu ten wykład (rozdział "1-d random walk").
20:18, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla konesera
Link Komentarze (28) »
czwartek, 12 kwietnia 2007
Trzech przedsiębiorczych doktorantów z MIT stworzyło w 2005 roku automatyczny generator prac naukowych. Wystarczy wpisać w okienko swoje nazwisko i kliknąć przycisk. Generator wyprodukuje nam unikalną pracę naukową z dziedziny informatyki. Tekst, rysunki i wykresy są generowane losowo, lecz w taki sposób, by stwarzały pozory sensownych. Oczywiście przy uważniejszym czytaniu można zrywać boki.

Z generatorem wiąże się barwna historia o tym, jak to jego autorzy wyprodukowali taki losowy artykuł i posłali jako propozycję wykładu do wygłoszenia na pewnej konferencji naukowej. Artykuł został zaakceptowany przez organizatorów sympozjum. Jednak trzej pomysłowi panowie nie mieli pieniędzy na opłatę konferencyjną. Zdecydowali się więc opisać sprawę w sieci i zaapelować do internautów o datki na zbożny cel. W trzy dni zebrali 2400 dolarów. Niestety w ten sposób spisek się zdekonspirował i informacja o nim dotarła do organizatorów konferencji, którzy uznali naszych bohaterów za personae non gratae. Jeden z profesorów MIT, który wkrótce dowiedział się o pomyśle, surowo zbeształ doktorantów za to, że... za wcześnie się ujawnili, zamiast udać się z całą sprawą do niego - a wówczas on zorganizowałby po cichu zrzutkę wśród profesorów.

Dzielni doktoranci nie poddali się. Wynajęli salę konferencyjną w tym samym hotelu i w tym samym czasie, co niesławne sympozjum i... urządzili tam własny wykład. Chodziło o to, aby uczestnicy konferencji myśleli, że ich wystąpienie też należy do tej samej imprezy i przychodzili posłuchać wykładu. Pewna liczba osób wchodziła i wychodziła, lecz udało się zdobyć aż jednego wiernego słuchacza, który chyba do końca nie zorientował się, że wykład jest recytacją losowo wygenerowanego tekstu, a wykresy wyświetlane z rzutnika są kompletnie bezsensowne.

Wygenerowany losowo wykład został też bezlitośnie wypróbowany na grupie studentów MIT. Prowokacja była ze wszech miar udana: studenci, choć zachęcani do zadawania pytań, jeżeli coś będzie dla nich niejasne - milczeli jak zaklęci i udawali, że rozumieją o co chodzi.

Innym przykładem zastosowania generatora była pewna konferencja naukowa odbywająca się w Turcji. Znalazł się tam dowcipny naukowiec, który co prawda wygłosił prawdziwy referat, lecz do materiałów pokonferencyjnych wysłał artykuł wyprodukowany przez generator. Tekst został przez organizatorów opublikowany nawet pomimo tego, że na końcu pracy autor lojalnie zamieścił notkę, iż artykuł pochodzi z generatora.



Morał:
Studencie! Zadawaj pytania na wykładzie! - nigdy nie wiesz, czy wykład nie został sztucznie wygenerowany!


00:27, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (7) »
sobota, 07 kwietnia 2007
Czytają nas również Słowacy: Michal Deák z DESY (Deutsches Elektronen-Synchrotron) w Hamburgu podesłał nam nowy materiał. Oryginał jest w wersji angielskiej, tutaj skrótowo przetłumaczę fragmenty.



Arthur Bolstein pochodzi ze wschodniej Słowacji. Rzucił wyzwanie Einsteinowi. Nazywał się kiedyś Artúr Bolčo, lecz zmienił nazwisko, aby kojarzyło się z Einsteinem. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało mu się jednocześnie uchwycić przewagę wielości (bolšinstva) kamieni nad jednym kamieniem... Arthur to osobowość niezwyczajna.

Cztery dni w tygodniu, 36-letni uczony i matematyk wstaje przed świtem, by przebiec 16 kilometrów "czy śnieg, czy słota", pokrzepiony porannym piwem. "Gdy biegam, dużo myślę" - mówi.

Rezultatem tych biegów jest zdumiewające stwierdzenie, że Ogólna Teoria Względności Einsteina jest błędna. "Jako formuły matematyczne teoria jest w porządku, nie ma w niej błędów. Ale nie jest ona obiektywnie logiczna."

Bolstein opublikował swe przemyślenia w nowej książce: "Ordinary Failure of an Extraordinary Theory". Twierdzi, że jest napisana jak najprostszym językiem, tak aby mogli ją zrozumieć nawet ci, którzy nie wiedzą nic o Einsteinie. "Zobaczysz, w 20 minut zrozumiesz wszystko."

Jak czytamy w czeskiej recenzji książki, autor ułatwił pracę przyszłym biografom. Całe partie dzieła nadają się do wstawienia wprost do szkolnych czytanek. Książka jest ilustrowana zestawem fotografii "Tysiąc twarzy Bolsteina", które ukazują jego podobizny od wczesnych lat dziecinnych aż do dziś. Oczywiście wizerunek na okładce (ten z prawej) to też twarz Bolsteina.

Bolstein tłumaczy w swej książce, co mu się nie zgadza w teorii Einsteina - przy okazji okazuje się, że chodzi raczej o Szczególną niż o Ogólną Teorię Względności. Autor widzi problem w skróceniu lorentzowskim. Daje przykład wagonu, na którego obu końcach są zegary. Bolsteina niepokoi, co pokazują zegary, gdy wagon jest w ruchu.

W spoczynku, jeśli wagon ma 3 metry długości, będzie pokrywał dokładnie 3 metry szyn. Ale przy bardzo dużych prędkościach pociąg się skurczy, tzn. jego 3 metry już nie będą pokrywały 3 metrów torów, lecz mniej.

Problem pojawia się, gdy w równaniu pojawia się czas. Wyobraźmy sobie wagon z zegarami na każdym końcu, obydwoma nastawionymi na ten sam czas. Ten nad zerowym metrem torów pokazuje np. 2:00:00, i drugi - nad trzecim metrem - również pokazuje 2:00:00.

Będąc obiektywnie logicznym, należałoby przyznać, że gdy pociąg jedzie, te dwa zegary powinny pokazywać ten sam czas, mijając zewnętrzne znaczniki rozstawione 3 metry od siebie. A więc, gdy oba zegary pokazują 2:00:00 przy zerowym i trzecim metrem, to oba powinny pokazywać np. 2:00:14, przy metrze 50 i 53.

Lecz gdy pociąg się skraca względem torów z powodu dużej prędkości, to przedni zegar zaczyna pokazywać inny czas niż tylni zegar, gdy jest on nad znakiem trzeciego metra. To dlatego, że pociąg się dramatycznie skrócił i do czasu gdy zegar na przodzie wagonu dojeżdża do trzeciego metra, to minął pewien czas odkąd tylny zegar minął metr zerowy. To powoduje inne wskazania zegarów i wprowadza konflikt między względnym czasem i przestrzenią.

Zdaniem Bolsteina jest to nielogiczne. Bolstein wie, co jest logiczne, a co nie - i nawet potrafi podać przykład logiczności:

"W matematyce, jeśli z A wynika B, a z B wynika C, to z A musi wynikać C. Na przykład, jeśli masz samochód bez benzyny, to silnik nie ruszy. Jeśli silnik nie ruszy, to samochód nie może jechać. To znaczy, chyba że jest pchany, ciągnięty, lub jedzie z górki. A zatem jeśli samochód nie ma paliwa, to nie może jechać."

Wysiłki Bolsteina zostały docenione: zaproszono go do USA na sympozjum New Theories about Space-Time, a także na bliżej nie sprecyzowaną konferencję do Sankt-Petersburga (...można przypuszczać, że spotkał tam naszych starych znajomych...). Z tego powodu Bolstein mawia:

"Moja teoria jest teraz akceptowana przez uczonych z całego świata."

Od dzieciństwa Bolstein wykazywał żywe zainteresowanie naukami ścisłymi. Studiował przez 2 lata na wydziale elektrycznym politechniki w Koszycach, lecz przychodził tylko na zajęcia z fizyki i matematyki.

"Zawsze interesowały mnie równania, nie ich rozwiązania, lecz to jak zostały one wyprowadzone. Nie wystarczyło mi powiedzieć: 'OK, to równanie działa tak'. Musiałem przeanalizować każdy człon równania, żeby wyjaśnić, skąd on się wziął."

Ta pasja pozwoliła Bolsteinowi zebrać najwyższe oceny wśród wszystkich studenów. Wywołał też podziw u przynajmniej jednego wykładowcy, prof. Ladislava Vargi, który zawołał "Proszę mi już dać spokój!", gdy Bolstein nalegał na dokładne wyprowadzenie każdego członu skomplikowanego równania fizycznego. "To wariat" - mówi wykładowca - "Ale dokładnie tego trzeba, żeby zajmować się fizyką."



16:05, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
A teraz, szanowni Czytelnicy, poczujcie tę odrobinę satysfakcji. Amerykańscy studenci wypadli gorzej. Oto tłumaczenie prawdziwej historii z tej strony www:

Od: sirius#NoSpam.wam.umd.edu (The Human Neutrino)

Jakieś 6-7 lat temu byłem na zajęciach z filozofii na Uniwersytecie Wisconsin w Madison (dobra szkoła nauk ścisłych i inżynierii), gdzie asystent objaśniał Kartezjusza. Aby pokazać, że rzeczy nie zawsze okazują się takie, jak myślimy - podał przykład, że "co prawda długopis zawsze spada, gdy upuścimy do na Ziemi, ale jeśli zrobimy to na Księżycu - długopis odfrunie."

Szczęka opadła mi troszeczkę. Wymamrotałem: "Co?!"

Rozglądając się po sali zauważyłem, że tylko mój kumpel Mark i jeszcze jeden student wyglądali na zmieszanych stwierdzeniem prowadzącego. Pozostałych 17 osób patrzyło na mnie z wyrazem zdziwienia: "W czym problem?"

- Ale długopis spadłby, gdyby go upuścić na Księżycu, tylko wolniej! - zaprotestowałem.

- Nie, nie spadłby - odrzekł spokojnie asystent - ponieważ byłbyś za daleko od przyciągania Ziemi.

Myśl. Myśl. Mam!

- A widział pan astronautów z Apollo, jak spacerowali po Księżycu? - zaripostowałem - Dlaczego oni nie odfrunęli?

- Bo mieli ciężkie buty.

...odpowiedział asystent, jak gdyby było to doskonale rozsądne. (Pamiętajcie, to był asystent z filozofii, który miał mnóstwo zajęć z logiki!)


Zorientowałem się, że żyjemy w dwóch zupełnie różnych światach i mówimy dwoma różnymi językami - więc poddałem się. Gdy opuściliśmy salę, mój kolega Mark był wściekły. "O Boże! Jak oni wszyscy mogą być tacy głupi?!"

Próbowałem okazać zrozumienie. "Mark, oni to kiedyś wiedzieli, ale to nie należy do podstaw ich światopoglądu, więc zapomnieli. Większość ludzi prawdopodobnie mogłoby zrobić ten sam błąd."

Chcąc udowodnić moją tezę, wróciliśmy do akademika i zaczęliśmy losowo wybierać nazwiska z kampusowej książki telefonicznej. Obdzwoniliśmy ok. 30 ludzi i zadaliśmy im takie pytanie:

1. Jeśli stoisz na Księżycu trzymając długopis i puszczasz go, czy on:
a) odfrunie
b) będzie się unosił tam gdzie go puściłeś
c) upadnie na powierzchnię Księżyca?

Około 47% odpowiedzi było poprawnych. Tym osobom, które odpowiedziały źle, zadaliśmy oczywiste następne pytanie:

2. Widziałeś filmy z astronautami z Apollo chodzącymi po Księżycu - dlaczego oni nie odpadli?

Około 20% osób zmieniło swoją odpowiedź na pierwsze pytanie, gdy usłuszało drugie. Ale najbardziej zdumiewające było to, że około połowa z nich odpowiedziała z pewnością w głosie: "Bo mieli ciężkie buty."
10:02, anuszka_ha3.agh.edu.pl
Link Komentarze (18) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Zakładki:
Gwiazdy "dziennikarstwa" "naukowego"
Prawdziwi fizycy
Prawdziwi dziennikarze naukowi
Inne nasze projekty
Nasz rosyjski odpowiednik
Czytają nas
Niekoniecznie nonsensy
O mnie
Polecamy
Polecamy bramkę sms
Tagi
Zmiana statystyk...
We wrześniu 2009:
8165 użytkowników
9536 wizyt
17330 odsłon