Nonsensy z nauki polskiej i zagranicznej

nonsens dla każdego

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Tymczasem w Rosji, w Instytucie Fizyki i Nanotechnologii Państwowego Uniwersytetu Politechnicznego w Petersburgu, na szkoleniu BHP uczono o oddziaływaniu telefonów komórkowych na biopole człowieka.

Катастрофический пиздец, jak skomentował autor wpisu na fb, fizyk, były pracownik uczelni, obecnie doktorant na Uniwersytecie Maryland.

Biopole człowieka przed i po rozmowie przez telefon komórkowy. Podpisy po angielsku dla wygody internautów, źródło: facebook. Poniżej oryginalne zdjęcie z napisami rosyjskimi, źródło: vkontakte:

16:46, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (4) »
wtorek, 10 marca 2015

Na Onecie wywiad z aktorem Krzysztofem Pieczyńskim, znanym jako doktor Bruno z serialu "Na dobre i na złe".

- Moja wizja ma niewielki odbiór, bo niewiele osób o niej wie. Zaprzestańcie nienawiści i dajcie mi media do dyspozycji.

(...)

- Kościół też nie jest święty, bo przeszkadza w przyspieszonej ewolucji człowieka.

A jak miałaby ona wyglądać?

- Pozwoliłaby odzyskać piękno człowieka adamowego - takiego, jakim był Adam, pierwszy człowiek, który miał ciało ze światła. Kościół przeszkadza w odzyskaniu przez człowieka tej "szaty chwały".

Ze światła?

- Każda cząstka materii, każdy elektron w atomie ma swoją równowartość matematyczną w cząstce światła. Nasze ciało może zostać przebudowane w zgodzie z boskim obrazem.

(...)

Jezus z Nazaretu mówi, że Chrystus jest substancją, która przenika wszystko i jest podstawowym budulcem życia - to jest Zjednoczone Pole Energii, czyli przestrzeń kwantowa.

Podziękowania dla Magdy Cz.

17:54, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (14) »
piątek, 20 lutego 2015

W różnych miastach w Polsce, w tym także w Warszawie, można już pić wodę prosto z kranu. W ten sposób znaleźliśmy się po cywilizowanej stronie świata i pewne problemy nas nie dotyczą. Tymczasem Komisja do spraw Walki z Pseudonauką Rosyjskiej Akademii Nauk musi wciąż walczyć z problemami starego świata, w którym kranówa nie nadaje się do spożycia bez przegotowania. Filtracja, przegotowywanie, dezynfekcja - to sprawa zrzucona na barki obywatela. Przedsiębiorstwo wodociągowe tymczasem podejmuje działania na całkiem innym froncie.

Właśnie niedawno pisałam o dziwnym zabobonie dotyczącym święconej wody, który pojawił się w Rosji. Z tego co pisze Komisja do spraw Walki z Pseudonauką, wynika jednak, że to chyba jakaś plaga. Komisja opublikowała w swoim serwisie - tak! ma specjalny serwis internetowy, istną kopalnię niezwykłości - taki oto tekst, napisany dość urzędowym językiem:

Jak powiadomił kierownik Państwowego Przedsiębiorstwa Unitarnego "Wodokanał Sankt-Petersburga" [opowiednik naszego MPWiKu, ale w scentralizowanej gospodarce rosyjskiej jest to przedsiębiorstwo nie miejskie, lecz państwowe], Feliks Karmazynow - zgodnie z jego rozporządzeniem w przedsiębiorstwie prowadzi się rytuały poświęcania wody wodociągowej zgodnie z tradycją prawosławną. Praktyka ta budzi szereg obaw, o których Komisja do spraw Walki z Pseudonauką uważa za niezbędne powiadomić społeczeństwo.

Wielu wierzących jest przekonanych, że przy poświęceniu woda przybiera szczególne właściwości jako substancja materialna. Uważa się, że uwalnia się ona od bakterii i szkodliwych zanieczyszczeń, przybiera właściwości lecznicze. Wszystko to nie odpowiada rzeczywistości i nie ma podstaw w chrześcijańskim kanonie religijnym, to jest należy do kategorii zabobonów. Tym niemniej, wierzący nierzadko sądzą, że uzdatnianie święconej wody (filtracja, przegotowywanie, dezynfekcja) narusza jej "świętość" lub stanowi znak słabej wiary. Są też księża, którzy podtrzymują w ludziach te przekonania.

W efekcie rytuały masowego święcenia wody prowadzą do tego, że używając jej wierni nierzadko zaniedbują niezbędne środki higieny. Tak na przykład w styczniu 2010 roku w Irkucku, po spożyciu wody z poświęconego przerębla i podziemnych źródeł, ponad 300 osób (wśród nich połowa dzieci) zwróciło się po pomoc medyczną (RIA Nowosti). Analizy laboratoryjne wykazały u poszkodowanych liczne infekcje rotawirusowe jelit (newsru.com). Niska jakość wody w poświęconych źródłach daje się też zauważyć w innych krajach (vesti.ru).

Biorąc pod uwagę, jak rozpowszechnione są błędne przekonania na temat właściwości wody święconej, Komisja RAN do spraw Walki z Pseudonauką zaleca wszystkim odpowiedzialnym instytucjom powstrzymanie się od prób święcenia wody w ujęciach przeznaczonych dla masowego użytku. Społeczeństwo powinno być poinformowane o tym, że poświęcenie wody to czysto duchowy religijny rytuał, który w żaden sposób nie wpływa na fizyczne, chemiczne i biologiczne własności wody. Z wodą święconą należy się obchodzić dokładnie tak jak ze zwykłą, to jest w razie potrzeby oczyszczać i przegotowywać.

Błędnym także jest rozpowszechnione przekonanie, jakoby dotknięcie wody srebrnym krzyżem podczas obrzędu święcenia napełniało ją jonami srebra, zabijającymi bakterie. Srebro zalicza się do substancji wysokiego ryzyka. Jednak właściwości bakteriostatyczne (hamujące namnażanie) i selektywne właściwości bakteriobójcze przyjmuje ono dopiero przy takim stężeniu, przy którym woda staje się niezdatna do picia.

Oprócz tego, Komisja uważa za konieczne zauważyć, że w branży wodociągowej jest wiele palących problemów związanych z zapewnieniem jakości wody, jej nieprzerwanych dostaw, a także z odprowadzaniem i oczyszczaniem ścieków. W tych warunkach, niecelowe jest wydatkowanie środków takiej jednostki budżetowej, jak "Wodokanał", na przeprowadzanie rytuałów religijnych, zamiast na utrzymanie i modernizację bazy produkcyjnej i sieci wodociągowo-kanalizacyjnej.

Jakiś czas temu pracownicy Wydziału Fizyki Petersburskiego Uniwersytetu Państwowego skierowali do przedsiębiorstwa "Wodokanał" zapytanie, w którym podali w wątpliwość celowość święcenia wody wodociągowej i zauważali, że jest ona dostarczana nie tylko chrześcijanom. W odpowiedzi Feliks Karmazynow stwierdził: "Nie sądzę, żeby święcenie wody zgodne z prawosławną tradycją przyniosło jakąkolwiek szkodę muzułmanom czy ateistom."

Jednak biorąc pod uwagę wysoki poziom rozpowszechnienia przesądów związanych z wodą święconą, takie rytuały prowadzą do ogólnego obniżenia bezpieczeństwa sanitarno-higienicznego, z powodu zmiany przyjętych praktyk obchodzenia się ludzi z wodą. Na przykład, gdy jeden z członków rodziny z powodów religinych przeszkadza innym uzdatniać poświęconą wodę wodociągową. Jeszcze gorzej, jeśli coś takiego będzie się dziać w instytucjach dziecięcych lub medycznych. Wszystko to może mieć negatywny wpływ na różne kategorie ludności, niezależnie od wyznania.

Nie podając w wątpliwość prawa wierzących do wyznawania swojej religii i odprawiania odpowiednich rytuałów, Komisja do spraw Walki z Pseudonauką podkreśla, że w świeckim państwie jednostki budżetowe nie powinny brać udziału w odprawianiu rytuałów religijnych, tym bardziej stanowiących choćby pośrednio ryzyko dla zdrowia ludzkiego.

Aleksander Siergiejew

20:16, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (2) »
wtorek, 17 lutego 2015

Wydział Farmaceutyczny Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu współorganizuje sympozjum Integracyjne podejście w profilaktyce i leczeniu chorób przewlekłych i onkologicznych. Niestety nie wszycy zaproszeni prelegenci budzą zaufanie.

Dr Amit Goswami ma wygłosić wykład "Znaczenie i zastosowanie fizyki kwantowej w medycynie."

Nie da się ukryć, że osiągnięcia mechaniki kwantowej okazały się podstawą wielu technologii wykorzystywanych w medycynie. Przede wszystkim, bez mechaniki kwantowej nie byłoby technologii półprzewodnikowych, a więc  wszelakich urządzeń elektronicznych. Nie byłoby laserów, z których korzysta się np. w chirurgii czy w pewnych rodzajach tomografii; lasery są też używane w nowoczesnej mikroskopii, w badaniach nad wnętrzem żywych komórek - a te badania przekładają się na wiedzę medyczną. Nie byłoby obrazowania metodą rezonansu magnetycznego. Nie byłoby metod przewidywania właściwości nowych związków chemicznych, a więc także nowych lekarstw. Dodajcie więcej, jeśli o czymś zapomniałam.

Czyżby o tym wszystkim chciał mówić dr Goswami?

Ależ nie.

Dr Goswami jest przedstawicielem tzw. "medycyny kwantowej" - nie ma to nic wspólnego ani z medycyną, ani z fizyką. Jest to tylko kolejny rodzaj magicznego uzdrowicielstwa, z tym, że ubrany w pseudonaukowy bełkot zaczerpnięty z terminologii mechaniki kwantowej. W kompletnie pozbawiony zrozumienia sposób żongluje się tam słowami "energia", "informacja", "zasada nieoznaczoności".

Amit Goswami napisał książkę Lekarz kwantowy (Quantum doctor). Jest tam wszystko: ciało witalne, ajurweda, czakry, tradycyjna medycyna chińska, homeopatia, umysł kwantowy, inteligencja ponadmentalna. Autor proponuje leczenie "myśleniem kwantowym" i twierdzi, że "fizyka kwantowa jasno określa charakterystykę relacji lekarz-pacjent".

Artykuł Victora Stengera "Quantum quackery" ładnie przekłada na ludzki język, o co naprawdę chodzi w tych wymysłach i dlaczego prawdziwa mechanika kwantowa nie ma z tym nic wspólnego: Chodzi tam o "holistyczną" wiarę, że wszystko w kosmosie jest mistycznie połączone i że można na to wpływać świadomością, która wprawia w wibracje jakiś mistyczny eter. A wiara ta jest ubrana w źle rozumiane strzępki informacji o nielokalności kwantowej i funkcjach falowych.

Jest to o tyle dziwne, że dr Goswami naprawdę jest fizykiem. Zalicza się więc do kategorii tych, którzy zeszli na złą drogę. W 1964 roku w Kalkucie zdobył doktorat z teoretyczcnej fizyki jądrowej, a w latach 1968-1997 pracował na stanowisku profesora na University of Oregon. Na google scholar można prześledzić jego publikacje naukowe i, jak się okazuje, nie całkiem naukowe. Do lat 80. publikował całkiem normalne prace z fizyki jądrowej w uznanych, recenzowanych czasopismach naukowych. W latach 80. jednak zaczął odjeżdżać i publikować w czasopismach nie mających związku z fizyką: jakiś "PSI Research", "Journal of Creative Behavior" itp. Pierwszy artykuł z tej serii to Kwantowa teoria świadomości i psi z 1986 roku. Streszczenie głosi, że autor

Dyskutuje związek między badaniami psi a kwantową teorią świadomości. Postuluje, że mechanika kwantowa, oryginalnie rozwinięta w związku z atomem, prowadzi naukowców do nowego poglądu na świat, który nie tylko dozwala i wyjaśnia poznanie pozazmysłowe, ale także używa danych z poznania pozazmysłowego, by budować nową naukę o świadomości.

A potem już sypnęło samymi publikacjami z tej dziedziny. Prof. Goswami porzucił fizykę i najwidoczniej dlatego przestał być profesorem. Uniwersytet widać podziękował mu za współpracę. [Edit: Ale znalazłam właśnie w internecie wzmianki, że raczej odszedł na emeryturę. Jeszcze w 2003 roku prowadził zajęcia z informatyki na University of Oregon.] Tymczasem badacz zaczął odjeżdżać w stronę biologii i publikować "kwantowe wyjaśnienia" dotyczące teorii ewolucji, proponując, że stoi za nią jakaś kosmiczna świadomość, przejawiająca się w mechanice kwantowej (patrz np. tu lub tu). Następnie  "wyjaśnił kwantowo" rezonans morficzny Sheldrake'a, pseudonaukowy koncept, zgodnie z którym samoorganizacja we Wszechświecie opiera się na tajemniczej kosmicznej pamięci i telepatycznej łączności pomiędzy bytami. A dalej już tylko gorzej - długa lista publikacji o kwantowym wszystkim: "duchowej ekonomii", "kwantowym biznesie", no i oczywiście "kwantowej medycynie".

O "medycynie kwantowej" można by napisać dużo więcej. To nie tylko dr Goswami i nie tylko ta nieszczęsna konferencja. Okazuje się, że jest mnóstwo znachorów oferujących uzdrawianie "kwantami". Dotyk kwantowy - uzdrawiająca moc dłoni. Uzdrawianie kwantowe - leczenie bez skalpela. Myślenie kwantowe. Itd. Itp. Pod hasłem "terapia kwantowa" otwiera się w wyszukiwarce cała masa reklam gabinetów zarabiających na "uzdrawianiu".

Nie wypowiem się tutaj o pozostałych prelegentach wrocławskiej konferencji. Być może są tam zupełnie normalni lekarze, nieświadomi, w czym biorą udział. Jednak pewne tytuły innych wystąpień także włączają mi dzwoneczek alarmowy. Ale o to może już pytajcie kompetentnych medyków, np. Sporothrix.

Okazuje się tymczasem, że Wrocławski Uniwersytet Medyczny to nie jedyna polska uczelnia, która dała się nabrać na dr. Goswamiego. Najpierw zaserwuję wam lajcik: Biblioteka Politechniki Gdańskiej w 2014 roku nabyła książkę Goswamiego Kwantowy umysł, wydaną przez białostockie Studio Astropsychologii. To nie koniec: Jeden profesor z Gdańska chyba wypożyczył tę książkę, bo w 2014 roku w Wyższej Szkole Społeczno-Ekonomicznej w Gdańsku  z całkowitą powagą zacytował Amita Goswamiego w wykładzie inauguracyjnym na początek roku akademickiego.

To może coś lepszego: W 2012 roku Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej zaprosiła dr. Goswamiego na wykład, jak radzić sobie ze smutkiem i przezwyciężać depresję (o czym donosi serwis Nauka w Polsce Polskiej Agencji Prasowej)... Co ciekawe, na stronie SWPS okazuje się, że wykład był raczej o tym, jak zostać milionerem! Niewątpliwie wszechstronny jest ten pan doktór. 

A teraz trzymajcie się: Wykład dr. Goswamiego "Quantum activism" był w programie studiów doktoranckich z psychologii na SWPS!

10:02, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (23) »
czwartek, 12 lutego 2015

Jan Taratajcio to konstruktor mechanik - wynalazca różnych niezwykłych urządzeń, np. "generatora zdrowia", działającego na zasadzie biorezonansu. Wynalazł też urządzenie produkujące darmową energię. Niestety na razie nie potrafi go uruchomić. Dlaczego takie urządzenia nie działają? Otóż nie działają, bo Fundacja Rockefellera w 1917 roku zlikwidowała eter. 

O tym i innych knowaniach dowiecie się z poniższego filmu. Dopóki go nie obejrzycie, nie zgadniecie, co było jednym z największych oszustw dokonanych na ludzkości.  

21:02, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 02 lutego 2015

Stare, ale nie znałam. Może Czytelnicy też. 

Dusza odpowiednio rezonuje i wszystko w najbliższym otoczeniu podporządkowuje się temu rezonansowi, także urządzenia elektroniczne. Powoduje to powstanie sieci relacji łączących użytkownika i jego urządzenia techniczne. Poprzez użytkowanie przekazuje on im część swojej energii, pojmowanej nie tylko jako siła, ale i zdolność jej wykorzystania. Energia na poziomie użytkownika to energia sferyczna.

To fragment książki Bóg cyborgów. Autorem jest  mgr dr Rafał Ilnicki - filozof techniki z Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Obecnie przygotowuje Obronił rozprawę doktorską dotyczącą "analizy technicyzacji kultury z perspektywy filozofii wirtualności". Poczytajcie więcej na blogu Kompromitacje.

Edit: Dziękuję Czytelnikom za zwrócenie uwagi. Baza Ludzie Nauki pokazuje, że doktorat już obroniony.

22:32, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (6) »
środa, 08 stycznia 2014

Gazeta Krakowska opublikowała spektakularną składankę wypadków drogowych na łuku ul. Armii Krajowej w Krakowie:

Pod artykułem internauci zaczęli spekulować o przyczynach tak licznych wypadków:

Ekspertyzy wykazały iż zakręt jest wybudowany zgodnie z obowiązującymi wtedy przepisami. Badano żyły wodne, zakładano jakieś odpromienniki, ale w mojej opinii najlepiej zadziałały fotoradary które tam zamontowano.

Rzecz jasna, gdy pojawiają się gdzieś wypadki, to pierwszą przyczyną, jaka może przyjść do głowy, jest żyła wodna...

Ale może to jedna z wielu krakowskich legend? Otóż nie.

Pan Mirosław Mazurek, dyplomowany mistrz radiestezji, zaświadcza:

13 stycznia 1999 roku byłem jednym z czterech mistrzów radiestezji zabezpieczających odcinek drogi w Krakowie przy ul. Armii Krajowej. Jest to łuk prawoskrętny w kierunku Bronowic od hotelu Sofitel. Przyczyną ogromnej ilości wypadków na tej trasie jest wpływ promieniowania żył wodnych, co prowadzi do mimowolnego skurczu rąk oraz do chwilowej utraty panowania nad kierownicą. Poniżej powierzchni drogi zainstalowaliśmy moderatory geopatyczne typu MD2X i MD4X likwidujące szkodliwe promieniowanie. Po odpromieniowaniu liczba wypadków samochodowych zmniejszyła się do minimum (wyłączając przypadki gdzie przyczyną jest nadmierna szybkość jazdy). Pracę tę wykonano na zlecenie Miejskiego Zarządu Dróg w Krakowie. 

A więc za pieniądze podatników miasto Kraków walczyło z wypadkami drogowymi za pomocą radiestezji i "odpromienników"? Skutki widać na załączonym filmie.

14:27, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (14) »
piątek, 12 kwietnia 2013

Irański wehikuł czasu wbudził dużo szumu w internecie. Jednak napiszę o nim, bo pojawiło się trochę nieścisłości i sprzecznych informacji, a już zwłaszcza w polskim internecie. Okazuje się zresztą, że nawet anglojęzyczni dziennikarze, od których nasi zrzynają - i którzy mają nad naszymi przewagę co najmniej jednego dnia w dostarczaniu newsów - też mają problemy ze sprawnym posługiwaniem się google translatorem. Zatem parę wyjaśnień:

Pan Ali Razeghi twierdzi, że wynalazł coś w rodzaju maszyny czasu. Jednak tak naprawdę chodzi o "software i hardware" przewidujący przyszłość (płeć dzieci, śmierć krewnych, kursy walut, wojny, etc. na kilka lat do przodu). Można się tego dowiedzieć z oryginalnego wywiadu w gazecie Sharg.

Ali Razeghi, tabnak.irAli Razeghi, wynalazca systemu przepowiadającego przyszłość

Co ciekawe, wynalazca wspomina jednak, że pracuje też nad właściwym wehikułem do podróży w czasie, ale obecnie wciąż jeszcze ma kłopot ze ściągnięciem podróżnika z powrotem.

Bloger z Iran Pulse - domyślam się, że znający perski - twierdzi, że cały ten wywiad jest utrzymany w komicznym tonie. Z drugiej strony, uważa on, że wywiad jest wynikiem usiłowania irańskich mediów, by zachować twarz po pierwszej, entuzjastycznej notce prasowej, która ukazała się w gazecie Fars News. Wszyscy piszą (np. wspomniany bloger i dziennikarz z Foreign Policy), że Fars News wstydliwie zdjął ze swojej strony tę notkę. I rzeczywiście - ale można ją wciąż odnaleźć w pamięci google. Tutaj jej tłumaczenie.

Niektórzy dziennikarze, w tym polscy, poprzekręcali informacje i piszą, że pan Razeghi zarejestrował swój wynalazek w jakimś "państwowym Centrum Wynalazków". Tymczasem w wywiadzie Razeghi mówi wyraźnie: Centrum Wynalazków Strategicznych to jest jego prywatna firma. Jest on jej dyrektorem, a tak naprawdę to dopiero ją rozkręca. Nawet dziennikarz z Foreign Policy nie bardzo umie znaleźć w internecie więcej informacji o tym centrum. Ostrożnie stwierdza, że Ali Razeghi raczej nie jest znanym naukowcem i raczej nie wynalazł wehikułu czasu.

Tymczasem sprawa jest prosta: Pan Razeghi to biznesmen, robiący pieniądze na firmach zajmujących się szeroko rozumianym doradztwem w sprawach patentów i wynalazków. Tak szeroko rozumianym, że osobiście wątpię, czy one naprawdę coś robią, poza inkasowaniem pieniędzy.

Oto dowód: Reklamy Razeghiego na pewnym portalu ogłoszeniowym. Tutaj np. pan Razeghi, w imię Mahometa, poleca usługi swojej firmy, szumnie nazwanej Pałac Ariów: wspieranie pracy wynalazców, warsztaty myślenia kreatywnego, doradztwo marketingowe i patentowe. A tutaj ogłoszenie o wspomnianym Centrum Wynalazków Strategicznych: Usługi dla ludności Iranu, studentów i nauczycieli - przekuwanie pomysłów w wynalazki pod doradztwem konsultantów, wszelakie doradztwo dotyczące patentów i komercjalizacji wynalazków. Jest numer telefonu, można zadzwonić.

Zatem zagadka rozwiązana. Ali Razeghi, jako sprytny biznesmen, narobił szumu w mediach, żeby zrobić reklamę swoim firmom. Na jednym blogu znalazłam opinię irańskiego internauty, że takie przekręty już się w tym kraju zdarzały - np. jakiś wynalazca twierdził, że odkrył lek na AIDS, a potem zwiał za granicę z pieniędzmi.

08:54, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (3) »
wtorek, 19 marca 2013

Nasz nieoceniony korespondent, dr hab. Paweł F. Góra z UJ, pisze:

Jawność postępowań habilitacyjnych, którą przyniosła nowelizacja Ustawy o stopniach naukowych etc, powoduje, że oczom zdumionego świata ukazują się takie oto persony:

Adamski Adam

Świat stoi w niemym osłupieniu. Habilitant zajmuje się psychologią kwantową, powołuje się na teorię pól torsyjnych Akimova (to właśnie kazało mi pomyśleć o Młodym Fizyku).

Rzeczywiście, oto cały dział Młodego Fizyka poświęcony Akimowowi.

Ale ponieważ zajmuje się też - a przynajmniej tak mu się wydaje - percepcją muzyki, twierdzi, iż wykazał naukowo, że:

"Muzyka typu house, heavy-metal, techno zaburzają rozwój aparatu rozrodczego u dziewcząt, czynność menstruacyjną rytmów biologicznych i prowadzi, to do: niepłodności, trudności z utrzymaniem ciąży, chorób somatycznych i skłonności do dysfunkcji psychicznych."

Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż habilitant jest absolwentem Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej KUL. Tam też musiał się zetknąć z ks. prof. Sedlakiem, co wpłynęło na główny nurt działalności nieszczęsnego habilitanta. O swojej podstawowej dyscyplinie kandydat pisze tak:

"Quantum psychology is able to accept the thesis that consciousness in its process of operation may behave as a wave or a particle, and it can also include linear and nonlinear processes."

W dodatku, jak to wykazał jeden z recenzentów, książka habilitacyjna kandydata oparta jest na masowych plagiatach dzieł innych autorów, którzy co prawda reprezentują podobny poziom merytoryczny, ale przynajmniej są oryginalni (i, na szczęście, nie piszą o muzyce).

 

Zwrócę uwagę, że recenzentem książki habilitacyjnej był nasz kolejny znajomy z Młodego Fizyka, prof. Jan Trąbka:

Fragment recenzji prof. dr hab. Andrzeja Wróbla
z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN

 


Smutne jest, że habilitant uczył i uczy studentów na różnych uczelniach.

Fragmenty recenzji prof. dr hab. Andrzeja Wróbla
z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN


 

A tak, tak - dr Adamski jest biegłym sądowym z zakresu psychologii, strach się bać:

Fragment autoreferatu dr. Adamskiego,
rozdział o działalności i współpracy z instytucjami

 

Żeby tego było mało... (Dziewczęta! Nie słuchajcie metalu i techno!)

Fragment autoreferatu dr. Adamskiego,
rozdział o działalności i współpracy z instytucjami


 


W komentarzu pod blogiem Robię Habilitację PFG zwrócił uwagę:

Recenzent nr 2 (prof. Wróbel z Instytutu Nenckiego) musiał się strasznie wkurzyć, skoro postawił wniosek o kontrolę wydziału zatrudniającego tego nieszczęsnego habilitanta.

I rzeczywiście:

Fragment recenzji prof. dr hab. Andrzeja Wróbla
z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN


 

PFG pisze dalej do Młodego Fizyka:

Moim zdaniem CK popełniła błąd wszczynając to postępowanie, gdyż kandydat nie spełnia warunku formalnego określonego w Ustawie: nie posiada dorobku naukowego ani nie wykazuje się aktywnością naukową. Skoro jednak CK postępowania wszczęła, trzech recenzentów otrząsnęło się z osłupienia, potraktowało dzieła kandydata merytorycznie i powiedzieć, że je w swoich recenzjach zmiażdżyło, to nic nie powiedzieć. W końcowym głosowaniu na Radzie Wydziału Psychologii UW nikt (sic!) nie był za przyznaniem stopnia.

Szkoda, że CK nie powołała na recenzenta ks dr hab. Piotra Natanka. Ten, zbudowany poglądami kandydata na temat muzyki, gotów byłby dać recenzję pozytywną i byłoby jeszcze zabawniej.

 

13:04, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (16) »
piątek, 23 grudnia 2011

"Troje pracowników Centrum Kultury Fizycznej Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu zachorowało na raka. Po zamieszaniu wśród kadry uczelnia postanowiła sprawdzić, czy ta sytuacja może mieć związek z miejscem pracy. I choć zdaniem władz centrum nie potwierdzają tego żadne badania, w budynku przy ul. Dojazd w Poznaniu zostaną zamontowane odpromienniki żył wodnych. " - donosi onet.pl za Polska The Times.

13:39, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (15) »
piątek, 25 listopada 2011

Pana Włodzimierza Zylbertala, założyciela i fundatora Laboratorium Energii Subtelnych, poznałam dzięki zderzakowi Łągiewki:

Model pojazdu ze zderzakiem Łągiewki osobiście testowałem w moim laboratorium i na własne intensywnie przecierane oczy widziałem, jak działa. A że laboratorium jest "świrologiczne" (badam wszelkie energie "para", w tym pola torsyjne), to i wykryłem, gdzie podziewa się energia zderzenia. Otóż ruch obrotowy, a dokładniej - sama oś obrotu, to rodzaj połączenia ze światami równoległymi. 

Uff, to było mocne uderzenie!

Wreszcie rozumiemy, jak działa omawiane przez nas niedawno doświadczenie:

Crash-test w moim laboratorium odbył się przy prędkości kilku kilometrów na godzinę, a wynik widać było, gdy w chwili zderzenia "lokomotywki" ze ścianą luźno leżący na konstrukcji kawałek metalu nie zsunął się, wbrew potocznemu doświadczeniu. Dokładnie w chwili zderzenia wystąpiła też transmisja w "inne" wymiary.

W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak udać się na stronę Laboratorium pana Zylbertala i dowiedzieć się, jakimi innowacjami będzie mógł poratować ojczystą gospodarkę w kryzysie.

Cele badań
Czym zajmuje się Laboratorium?
Aby dobrze orientować się w świecie energii subtelnych, trzeba umieć je mierzyć i porównywać – a dziś techniki pomiarowe energii subtelnych zaledwie raczkują. Ich udoskonalenie jest jednym z największych wyzwań psychotroniki.
Takie właśnie cele stawia sobie Laboratorium Energii Subtelnych.
Laboratorium zajmuje się obecnie częścią psychotroniki najbardziej zbliżoną do nauk przyrodniczych, czyli stykiem energii subtelnych z fizyką i biologią. Na tym styku otrzymano interesujące rezultaty w zakresie technologii pomiarowych tajemniczych dziś energii.

Radzę czytelnikom przejrzeć kolejno wszystkie podstrony tej witryny, bo ja na każdej znalazałam coś, z czego można boki zrywać. Do tego stopnia, że zaczęłam podejrzewać szefa Laboratorium o bycie inteligentnym jajcarzem. Który jednakże wystawia klientom słone rachunki.

Urocze są schematy i wykresy w dziale Obserwacje i hipotezy wynikające z badań prowadzonych w Laboratorium. Albo dział Publikacje obce:

W tym dziale polecamy publikacje nie pochodzące z Laboratorium, ale związane z naszą tematyką i uznane przez nas za wartościowe.

Albo dział Doradztwo biznesowe:

Laboratorium Energii Subtelnych dysponuje wieloletnim doświadczeniem w zakresie szybkiej i precyzyjnej oceny metodami psychotronicznymi przedsięwzięć gospodarczych i ludzi w nich uczestniczących. Posługujemy się wyrafinowanymi metodami analiz dywinacyjnych i psychometrycznych. Metody te w większości przypadków nie wymagają kontaktu diagnosty z osobą ocenianą.

Wspaniała jest kronika osiągnięć Laboratorium. Wynika z niej, że instytucja świadczy usługi biznesowi sprzedającemu ludziom kit.

Październik 2010
Laboratorium rozpoczęło program komercyjnego wykorzystania swego potencjału, opracowując technologie i wyroby dla kilku producentów urządzeń powszechnego użytku.

Skoro te firmy kupują "technologie" od Laboratorium, czy można powiedzieć, że Laboratorium sprzedaje kit wyższego rzędu?... Chylę czoła przed wyczuciem biznesowym pana Zylbertala.

Na koniec jeszcze jeden powód do radości:

14.12.2007
Prezentacja niektórych osiągnięć Laboratorium na kongresie „Duchowość Astrologii” zorganizowanym przez INS AGH Kraków.

Rzeczywiście taka konferencja miała miejsce! Na stronie Wydziału Humanistycznego AGH mamy informację, która sugeruje konferencję poświęconą naukowemu opisowi społecznego fenomenu astrologii:

W programie czytamy:

Konferencja jest jedną z pierwszych w powojennej nauce prób przekrojowej analizy zjawiska, jakim jest współczesna polska astrologia. Proponujemy dyskusję między środowiskiem współczesnych astrologów i światem nauki, której celem ma być opis szeroko rozumianej duchowości, jaką prezentuje astrologia.

Czy mam rozumieć, że pan Zylbertal i jego koledzy występowali na konferencji w charakterze eksponatów? Astrolog składający relację ze zjazdu nie miał takiego poczucia:

Uczestników najbardziej ciekawiło to, czy astrolog finansowy jest w stanie rozbić bank.

09:01, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (13) »
sobota, 22 października 2011

Warto przeczytać krótki tekst o ks. Sedlaku w Gazecie Wyborczej. Otóż pewna szkoła wyższa zorganizowała konferencję na temat jego dorobku. Szkoda, że red. Cieśliński nie wypunktował dokładniej, co jest nie tak z teoriami Sedlaka. Starają się to zrobić internauci w komentarzach pod artykułem.

Internauta cmoscmos pisze:

Ja czytając w tamtych czasach książkę Sedlaka ("Homo Electronicus", czy jakoś tak) miałem wrażenie, że publikacja jej w naukowej serii "+/- nieskończoność" z podkreśleniem że autor jest profesorem na KUL-u miało na celu kompromitację tej uczelni i kościoła przy okazji. Sorry, ale to był totalny bełkot, taka próba napisania jak największej ilości zdań z przymiotnikiem "kwantowomechaniczny", nie udało mi się tam znaleźć dyskutowalnej tezy, a wszystkie podane w niej liczby i sprawdzalne fakty były błędne. Od tego czasu jestem zdecydowanym przeciwnikiem finansowania KUL-u ze środków państwowych. 

Ja czytałem "Homo electronicus" w roku 1984. Użycie w każdym zdaniu mądrego słowa "kwantowomechaniczny" nie powoduje że to zdanie zaczyna mieć sens. On na przyklad na poważnie wysnuwał teorie, że rozwój mózgu o hominidów był związany ze zmianą postawy na wyprostowaną, bo pola elektromagnetyczne zaczęły działac wzdłuż kręgosłupa, a nie w poprzek. Pomijając nawet bzdurne założenie że kierunek tych pól elektromagnetycznych jest jakoś związany z kierunkiem wektora grawitacji (może na biegunie dałoby się to jakoś uzasadnić, ale skąd tam hominidy?) to taką teorię można obalić jednym paluszkiem - gdzie te wspaniałe mózgi żyraf, które przecież też mają kręgosłup bliski pionu, ale znacznie dłuższy.

No i jeżeli profesor od czegokolwiek uwaźa za tajemnicę dlaczego kiedyś do robienia stali wystarczała dymarka (robił eksperymenty z dymarkami) a teraz potrzeba całej huty to trudno brać poważnie jakiekolwiek jego wynurzenia. Ja rozumiem że wtedy nie było internetu, a w bibliotece KUL-u nie było nic o metalurgii, ale naprawdę można było znaleźć jakąś książkę na ten temat i się dowiedzieć, zamiast bzdurzyć o niewyjaśnionych tajemnicach. A w całej książce nie było sformułowanej ani jednej tezy. Specjalnie szukałem. Ani jednej. Nawet najmniejszej. Tylko nic nie znaczący bełkot ze słowem "kwantowomechniczny" w każdym zdaniu. 

No, może nie w każdym zdaniu, ale można sobie sprawdzić, że Homo electronicus to rzeczywiście bełkot. W innych pismach ks. Sedlaka, nawet o tak intrygujących tytułach, jak Technologia Ewangelii, jest to samo. "Strumień świadomości" pełen mądrych wyrazów, ale nic nie znaczący.

Jednak ks. Sedlak cieszy się w Polsce niezrozumiałą estymą. Jak pisze Katolicka Agencja Informacyjna, miasto Radom ustanowiło rok 2011 rokiem ks. Sedlaka:

W konfesjonale radomskiej katedry, gdzie przez lata spowiadał ks. Sedlak, ma pojawić się tabliczka upamiętniająca wybitnego kapłana.

O Sedlaku przychylnie piszą różne uczelnie. Miesięcznik Uniwersytetu Śląskiego publikuje artykuł: Bóg dokonuje się kwantowo. Kwartalnik naukowy Uniwersytetu Kardynała Stanisława Wyszyńskiego publikuje artykuł: Granice wiedzy i wiary w ujęciu W. Sedlaka na tle współczesnych typów relacji między naukami przyrodniczymi a refleksją teologiczno-filozoficzną. Z tych tekstów wynika, że polska myśl teologiczna (hłe hłe) uważa ks. Sedlaka za prawdziwego naukowca-przyrodnika, w dodatku łącznika z teologią. Najwidoczniej tego rodzaju pseudonaukowe bajania łatwo dają się wkomponować w to, co w Polsce nazywa się uprawianiem teologii katolickiej.

Oczywiście Katolicki Uniwersytet Lubelski, alma mater księdza, poświęca mu dużo wzmianek w internecie. Co ciekawe, studenci są tam uczeni teorii Sedlaka! Tutaj lista zagadnień do kolokwium z jakiegoś przedmiotu. Nie jestem pewna, co to za przedmiot i kto go wykłada, ale pracuje na KULu prof. Józef Zon, uczeń Sedlaka. Czyżby to on? Jest kierownikiem i jedynym pracownikiem Katedry Biologii Teoretycznej KUL.

Na marginesie, ciekawa jest organizacja tej uczelni, bo Katedra Biologii Teoretycznej należy do Instytutu Filozofii Przyrody i Nauk Przyrodniczych. Należy do niego również Katedra Fizyki Teoretycznej. Jeśli chodzi o katedrę fizyki, to część jej pracowników rzeczywiście uprawia fizykę, a część zajmuje się tylko filozofią jakoś tam powiązaną z zagadnieniami fizyki. Natomiast nazwa "Katedra Biologii Teoretycznej" jest myląca, bo nikt nie zajmuje się tam biologią. Prof. Zon poświęca się jedynie filozofii jakoś tam powiązanej z biologią.

Ciekawe jest, że prof. Zon wystąpił na KULowskiej konferencji poświęconej pseudonauce i paranauce z referatem o twórczości ks. Sedlaka: Kryteria demarkacji między nauką, para- i pseudonauką na przykładzie kontrowersji wokół bioplazmy. Brzmi dość dobrze, sugeruje, że ks. Sedlak na bakier z nauką jednak był. Ale ciekawe co było w referacie? Znalazłam dłuższą pracę prof. Zona na ten temat: Bioplazma i plazma fizyczna w układach żywych - Studium przyrodnicze oraz filozoficzne. Jest zadziwiająca. Bo z jednej strony streszcza zarzuty o nienaukowość, jakie stawiano Sedlakowi (str.157), i niby przyznaje im rację, ale podsumowuje:

Po zapoznaniu się z przedstawionymi listami argumentów i opinii negatywnych, sformułowanych w odniesieniu do twórczości Sedlaka oraz Sedlaka jako osoby widać, że zdecydowanie przeważają te o charakterze metodologicznym, metodycznym oraz personalnym. Argumentów rzeczowych jest stosunkowo niewiele.

Czyli tak: Argumenty ad personam są brzydkie. OK. Ale argumenty metodologiczne są jakby przeciwstawione "argumentom rzeczowym". Że niby krytykowano metodologię badań Sedlaka, lecz "rzeczowych" błędów mu nie wykazano. To zabawne, bo czytając strumień świadomości księdza profesora widzimy, że najpierw potrzeba by jakiejkolwiek metodologii, żeby móc sformułować rzeczowe tezy, które można poddać dyskusji. A tych tez, jak napisał cmoscmos, najwyraźniej nie ma.

W dalszym ciągu tego rozdziału autor lamentuje nad tym, że nikt się na Sedlaku nie poznał, bo gdyby oczyścić i usystematyzować jego idee, to na pewno! na pewno! miałyby wartość poznawczą i aplikacyjną. Przecież Sedlak był samoukiem, nie miał wsparcia laboratoryjnego i finansowego. Przecież był ambitny i świadomie narażał się na frontalne ataki. To smutne, ale w Polsce panuje kult dobrych chęci. Tymczasem w naukach przyrodniczych liczą się wyniki, a nie dobre chęci. Takie tłumaczenia są niepoważne.

Prof. Zon jednak brnie jeszcze dalej: Mówi, że cała ta sedlakowska bioplazma to metafora, i że stworzenie owej metafory jest zasługą księdza profesora dla nauk przyrodniczych, bo "metafory mają swoje pełnoprawne miejsce także w języku biologii i biofizyki". A w następnych rozdziałach - autor proponuje dalsze badania nad znalezieniem mimo wszystko "bioplazmy" w organizmach żywych.

09:48, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (49) »
czwartek, 11 sierpnia 2011

Bloga quantumbbs.com nie polecam nie-fizykom zainteresowanym mechaniką kwantową. (Z góry wyjaśniam w razie, gdyby ktoś wszedł tu przypadkiem z gógla.)

Blog wygląda, jakby autor przepisywał - nie, nie z podręczników mechaniki kwantowej, lecz ze wstępów do nich - takie ogólnikowe stwierdzenia, które stwarzają pozory zrozumiałości. Utwierdzony w przekonaniu, że wie, o co chodzi, okrasza je własnymi przemyśleniami. 

 

Świadomość kwantowa

Wielu lekarzy, neurologów, naukowców, biologów i genetyków, jak i również psychologów uważa, iż kwanty występują nie tylko i wyłącznie we wszechświecie, ale i również wewnątrz organizmów żywych.

Tym samym można pokusić się o teorię według to której nasza świadomość, to nic innego jak mikroskopijne cząsteczki kwantowe, które to niestety same również posiadają świadomość i mogą nami dowolnie sterować.

Jest to teoria bardzo ryzykowna i zarazem wielce nieprawdopodobna w mniemaniu zwykłego człowieka. Dla naukowców jest to jednak kolejny fakt, który należy kiedyś udowodnić. Czy rzeczywiście możliwe jest by w naszych neuronach i przekaźnikach nerwowych występowały swoiste białka, jakie to posiadają mikroskopijne rozmiary i oczywiście są zdolne do wywoływania określonych reakcji.

Jeśli te białka zbudowane są z kwantów, to wnętrze naszych neuronów musi stanowić swoistą czasoprzestrzeń. Jeśli jest to dodatkowo taka sama czasoprzestrzeń z jakiej zbudowany jest wszechświat, to doskonale wiemy, że w takim wypadku zdąża ona do ściśle określonego celu.

 

08:48, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (19) »
czwartek, 04 sierpnia 2011

31-letni Szwed został zatrzymany przez policję za próbę budowy reaktora atomowego we...własnym mieszkaniu. W kuchni mężczyzny znaleziono sprzęt oraz materiały radioaktywne, które fizyk-amator zamówił przez internet.

Jak chciał budować reaktor? "Przeczytałem dużo książek, sporo w internecie"

Gazeta.pl dodała do tego imponujące zdjęcie reaktora, ale nie tego. Prawdziwy reaktor w kuchni Szweda wyglądał tak.

09:33, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (9) »
niedziela, 31 lipca 2011

Fizyka kwantowa określa, że wszystko, co nas otacza, a nawet my sami to energia, gdyż materia jest zbudowana z atomów i cząsteczek elementarnych.

Kwantowa teoria pola wyjaśnia, że aby coś istniało, musi posiadać energię. Czyli energia tworzy materię. Energia tworzy rośliny i zwierzęta. W tym - człowieka. Energia macierzysta jest energia młodości. I to jest cała tajemnica płynu Nef-Ra.

Sześciotygodniowa kuracja płynem ziołowym Nef-Ra kosztuje 390 dolarów (w promocji tylko $269.70). 

Uwaga: Sa prowadzone badania nad ulepszeniem plynu Nef-Ra. Badania te sa bardzo kosztowne gdyz prowadzone sa w Peru gdzie w przyszlosci powstanie osrodek badawczy  oraz Klinika Nef-Ra.

Do tej pory calosc kosztow pokrywal  naukowiec, wynalazca i badacz plynu Nef-Ra Kazimierz Sobiech.

Kazimierz Sobiech, źródło: nef-rahealth.com

Osoby ktorym Nef-Ra pomogla i sa one przekonane o slusznosci tych badan, proszone sa o nawet niewielkie dotacje ktore mozna skladac w sklepie pod adresem: 6154-B W. Belmont, Chicago. Mozna tez umowic sie na spotkanie z tworca  plynu Nef-Ra w celu uczestniczenia  w tak wielkim odkryciu .

 (Nadesłał PFG)

00:07, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (10) »
piątek, 29 lipca 2011

"Ten Pan ma niesamowite teorie, ale nie mogę ich dłużej zgłębiać bo nabawię się zakwasów mięśni brzucha." - napisał mi czytelnik Marcin S.

Dan Winter

Dan Winter (jego strona domowa - szaleńcza!) to nowy guru podbijający rynek polski. Rok temu pod Krakowem odbyło się pierwsze w naszym kraju "seminarium" tego pana (opłata 220 zł za 2 dni, nie licząc noclegów):

Fraktalny Wszechświat i Sekret Życia - tematy (sobota)

  • - Czym jest geometria fraktalna - wprowadzenie
  • - Geometria fraktalna jako narzędzie analizy w fizyce i astrofizyce.
  • - Czy wszechświat ma naturę fraktalną i jest dwunastościanem?
  • - Fraktalna kompresja ładunku elektrycznego jako przyczyna grawitacji i życia.
  • (Złota Proporcja jako rozwiązanie dla teorii Jednolitego Pola Einsteina oraz Tajemnicy Życia)
  • - Geometria ludzkiego DNA
  • - Geometria fraktalna i Nowa Fizyka Świadomości
  • - Czy miłość można zmierzyć?
  • - Prezentacja urządzenia „Heart Tuner” mierzącego biologiczne sprzężenie zwrotne.
  • - Sacred Geometry jako Matryca Stworzenia?

Implozja i Uzdrawianie Wody - tematy (niedziela)

  • - Na czym polega zjawisko implozji
  • - Zasada działania urządzenia „Water Imploder”
  • - Oczyszczanie wody przy pomocy urządzenia „Water Imploder” – praktyczne zastosowanie geometrii fraktalnej.
  • - bioarchitektura i sekret życia

Jak widać, Dan Winter inspiruje się teoriami Emoto o inteligentnej wodzie (o Emoto pisaliśmy tutaj). Polecam przeczytanie przykładowego zapisu z wykładu guru. Dan Winter jest wyznawcą Świętej Geometrii. Z wykładu wynika, że dotarł do mało znanych teorii Griebiennikowa o bioantygrawitacji wywoływanej przez geometryczną strukturę owadzich pancerzyków chitynowych:

Inny przykład struktury biologicznej tworzącej grawitację pochodzi od Grebennikova, który pracował ze szkieletami owadów i odkrył, że posiadały one geometrię dwunastościanu. I w rzeczy samej struktury te były silnymi urządzeniami antygrawitacyjnymi. I faktycznie użył ich potem, by zrobić urządzenie latające... i przeleciał się kawałek używając owadzich szkieletów...

Dan Winter wie, jak sterować grawitacją. Wystarczy mieć Fraktalny Kondensator zrobiony z materiałów organicznych:

Jednym z najbardziej znanych fizyków, który używał kondensatorów, by wytworzyć grawitację był Thomas Townsend Brown. Jednym z najlepszych materiałów do robienia kondensatorów tworzących grawitację było zapiekane białko jajka...

No tak, przecież -

Jajko i szyszka są fraktalami. Mogą dosłownie zasysać ładunek z pola grawitacyjnego. I TO JEST SEKRET ŻYCIA! Cała biologia wkłada wiele pracy by stać się fraktalna, aby zassać ładunek z otaczającego nas efektu pola. I to jest sekret bycia żywym.

Seminarium Wintera zorganizowane zostało przez krakowską fundację Królewski Szlak, która na pierwszy rzut oka wygląda po prostu na organizację wspierajacą ekologiczne budownictwo.

08:59, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (10) »
czwartek, 28 kwietnia 2011

"Ingres Księżyca do fazy Ryb i koniunkcja z Neptunem rozmyły bycze nastroje na warszawskim parkiecie."

Poważny serwis Stooq, zajmujący się informacjami z rynków finansowych, wprowadził nowy dział:

Od dzisiaj rusza dział astrologii finansowej na Stooq.pl
Szymon Marek
28 Kwietnia 2011 10:12


Od dnia dzisiejszego będę komentował sytuację na Wigu20 w kontekście astrologii finansowej.

Przy okazji pierwszego wpisu dziękuję p. Tomaszowi Kulawikowi za zaproszenie mnie na Stooq.pl. Od lat korzystam z tego serwisu i zawsze miałem o nim najlepszą opinię.

Rynki zawsze są ciekawe z tego chociażby powodu, że nikt nie wie, co przyniesie jutrzejszy dzień. Różne są podejścia do radzenia sobie z tą tajemnicą. Na swojej drodze przetestowałem klasyczną analizę techniczną, teorię fal Elliotta, różnego rodzaju geometrie i wynikające z nich układy, a ostatnio przygotowując się do egzaminu na maklera papierów wartościowych i giełd zanurzyłem się w świat analizy fundamentalnej.

Każde z tych podejść daje potencjał prognozowania przyszłości. Na giełdzie jednak wiedza o kierunku ruchu rynku może nie wystarczyć! Często kluczową kwestią jest także wiedzieć, KIEDY to się stanie.

W moim przekonaniu astrologia finansowa daje możliwość wskazania tych momentów z zadowalającą, a czasem szokującą precyzją.

Próbkę mojego podejścia można obejrzeć na blogu, który prowadziłem od początku tego roku. www.astrofund.blox.pl.

Dodam, że to co tu będę pisał, nie jest rekomendacją w sensie przepisów polskiego prawa. Prezentowane przeze mnie treści nie uwzględniają ryzyka, które jest fundamentem efektywnego inwestowania. Nikt nie jest w stanie wiedzieć na 100%, co się stanie w przyszłości. Można tylko z pewnym prawdopodobieństwem zakładać, co może się w przyszłości wydarzyć. Jeśli tak, to kontrola ryzyka jest filarem efektywnego inwestowania. Dodatkowo to, co tu będę pisał, nie uwzględnia sytuacji majątkowej Czytelnika, jego skłonności do ryzyka, czy innych ważnych parametrów zwyczajowo już uwzględnianych w profesjonalnej rekomendacji.

Mam nadzieję, że będziemy się tu spotykali często, oraz że te spotkania będą owocne.

(Dziękuję Marcinowi za wiadomość.)


14:41, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (14) »
wtorek, 21 grudnia 2010

Dziś Światowy Dzień Orgazmu - akcja polegająca na tym, żeby jak najwięcej ludzi na świecie miało orgazm. Popieram, bo czemu nie.

Tylko fizyki kwantowej proszę w to nie mieszać...

Our minds and our biology influence Matter and Quantum Energy fields, so by concentrating our thoughts before, during, and after orgasm on peace and loving-kindness, the synergy of high orgasmic physical energy combined with the power of positive visualization could help reduce global levels of violence, hatred and fear.

Organizatorzy akcji powołują się na projekt Globalnej Świadomości, wątpliwe przedsięwzięcie szargające honor uniwersytetu w Princeton, o którym już kiedyś pisałam...

10:55, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 czerwca 2010

Gazeta Wyborcza donosi:

Naukowcy promują otwarcie Centrum Nauki Kopernik. Do otwarcia Centrum Nauki "Kopernik" zostały ponad dwa miesiące, ale już zaczęła się pierwsza akcja promująca to wydarzenie. Na 60 słupach ogłoszeniowych w Warszawie zawisły plakaty z sylwetkami i cytatami sześciu wybitnych polskich naukowców. Zaprojektowała je Grupa Twożywo.

Fantastycznie! Nie macie pojęcia, jak miło było mi zobaczyć na ulicy twarz starego dobrego Mariana Smoluchowskiego... Ale dlaczego on występuje w towarzystwie pierwotniaków?

Akurat przypadkiem wiem, że odkrycia Smoluchowskiego - jakby ktoś był ciekaw, przystępnie opisane tutaj - pozwalają dziś na zrozumienie również wielu zjawisk zachodzących w żywych komórkach. Ale  nie jestem pewna, czy artysta akurat to miał na myśli.

Artysta najprawdopodobniej w życiu nie słyszał, jaką rolę gra zjawisko dyfuzji w chemii i w szczególności w biochemii. Na pewno nie słyszał np. o motorach Brownowskich. Gdyby słyszał, to wątpię, żeby wybrał na motyw przewodni akurat zielone, włochate pierwotniaki - aluzja zbyt odległa.

Jeśli w ogóle ktokolwiek próbował artyście wytłumaczyć, czym zajmowała się postać, której portret zamówiono - wątpię, czy ktoś próbował - to artysta i tak nic z tego nie zrozumiał. Zatem skomponował plakat z pierwszych lepszych miłych dla oka elementów. Takich, żeby w każdym razie było naukowo.

Przeciętny przechodzień stwierdzi, że zielony Marian Smoluchowski z pierwotniakami w głowie nie mógł być nikim innym, jak biologiem.

Wybrałam się na witrynę Centrum Kopernik, żeby sprawdzić, co dalej. Dalej jest tylko gorzej. Centrum Nauki Kopernik - instytucja, której celem jest  jakoby oświecanie społeczeństwa polskiego - jeszcze zanim została otwarta, już w swych materiałach promocyjnych szerzy ciemnotę:

- Nazwisko braci Montgolfier pisze z błędem. (Dopisek 27.6.2010: Internauta mogolfier w komentarzu zwraca uwagę, że jest to prawdopodobnie stara pisownia tego nazwiska, więc wygląda na to, że niepotrzebnie się czepiam.)

- Pisze, że Lavoisier "odkrył tlen" (to niezupełnie tak było...).

- Niestety, co gorsza, pisze, że socjolog Florian Znaniecki "służył we francuskiej Legii Honorowej".

- A także: "Atomy i molekuły (...) są przyczyną niebieskiej barwy nieba." (No dobra, gdyby nie było atomów i molekuł, to i nie byłoby niebieskiego nieba, ale nie całkiem o to chodzi... Chodzi o rozpraszanie światła na mikroskopijnych fluktuacjach gęstości powietrza, które biorą się z losowych ruchów cząsteczek. I właśnie te losowe ruchy to działka Smoluchowskiego.)

Dlaczego, no dlaczego nie można w Polsce nic zrobić profesjonalnie? Dlaczego nie istnieje w naszym kraju perfekcjonizm, solidność, dopinanie na ostatni guzik?

I dlaczego, do ciężkiej cholery, ta chała jest odstawiana za nasze pieniądze? Chciałabym wiedzieć, ile zarabia osoba odpowiedzialna za promocję Centrum Kopernik? (To ona zatwierdzała te bzdury!) Ile zapłacono za ułożenie tekstów promocyjnych jakimś analfabetom, którzy nie umieją sklecić pięciu zdań bez błędu? A już zwłaszcza ciekawość mnie zżera, ile  dostał artysta z Twożywa za tego Smoluchowskiego?

Dziękuję Pawłowi F. Górze i internaucie wb40 za zwrócenie uwagi na kiksy w materiałach promocyjnych.

21:56, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (17) »
czwartek, 01 kwietnia 2010

Przepraszam wszystkich zainteresowanych. Usunęłam poprzednią notkę, ponieważ doszłam do wniosku, że ten blog - jako związany bardziej z działalnością profesjonalną niż z życiem prywatnym - nie jest jednak dobrym miejscem do prywatnych wojen.

14:58, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link
poniedziałek, 08 marca 2010

Blog de Bart to raczej coś w rodzaju "Będąc Młodą Lekarką". Ale ponieważ

George Ashkar nie jest lekarzem: ma tytuł doktora fizyki zdobyty na Uniwersytecie Łomonosowa w Moskwie

- to czemu by nie zareklamować jego ostatniej notki na Młodym Fizyku?

Czas na hardkor. Czujcie się ostrzeżeni: pod tym linkiem (...) obejrzycie zdjęcia ze stosowania cieciorki. Aż gula rośnie na myśl, że taką inwazyjną, niebezpieczną, bezsensowną i bolesną metodę wciska się chorym na raka.

Nie, nie podam bezpośrednio hardkorowego linka. Przeczytajcie całą notkę Barta.

09:12, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (2) »
środa, 16 grudnia 2009

Miesięcznik "Forum Akademickie" ma bardzo sympatyczny stały dział: "Z archiwum nieuczciwości naukowej". Zwykle opisuje tam plagiaty i tego typu naukowe przekręty, co samo w sobie bywa lekturą pouczającą, ale nie pasuje do profilu Młodego Fizyka. Jednak w najnowszym numerze pojawiło się coś dla nas.

Miesięcznik "Przemysł Drzewny" znajduje się na liście czasopism punktowanych Ministerstwa Nauki (czyli że za publikacje w tym piśmie twój instytut dostanie bonusy). Jak pisze "Forum Akademickie", czasopismo podobno (!) jest nawet recenzowane...

Na tych znamienitych łamach pojawiła się fałszywka. Ktoś podszywający się pod naukowców z SGGW opublikował tam artykuł:

Grupa badaczy z Wydziału Technologii Drewna SGGW w Warszawie pod kierownictwem dr. hab. Adama Krajewskiego (w skład której wchodziła jeszcze Maryla Kupczyk i dr Piotr Witomski) raportowała, jak to przy pomocy odbiornika GPS super dokładnie wyśledzili prędkości żerowania larwy spuszczela pospolitego (Hylotrupes bajulus) w drewnie sosny zwyczajnej. Ta 4,5−stronicowa praca, ilustrowana wspaniałymi kolorowymi fotografiami stadiów rozwojowych larw (które od kilku mm dorastają do 1,5 cm), opisywała nową technikę śledzenia ich ruchu w pniach drzew. Podana metodyka badań stwierdzała, że małym 3−4−milimetrowym larwom, będącym w początkowym stadium rozwoju, pod kontrolą mikroskopu skaningowego (sic!) wstrzykiwano nanonadajniki GPS (sic!) za pomocą nano−strzykawki (sic!).

Nadajniki były wyskalowane na śledzenie prędkości larwy od 0 do 50 mm na dobę (sic!) i kilkumilimetrowe larwy spuszczela wprowadzano w odpowiednio spreparowane drewno sosnowe. Jak podali autorzy, ruch larw śledzono poprzez odbieranie 3000−bitowych depesz nawigacyjnych, nadawanych przez satelity, zawierających: czas GPS, parametry poprawek zegara, efemerydy satelitów i informację o ich stanie technicznym. Każdy satelita wysyłał informację o położeniu i stanie larw żerujących w drewnie, co było podstawą do wyliczania ich prędkości.

Więcej w artykule Larwy na start w "Forum Akademickim".


 

14:02, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (23) »
piątek, 04 grudnia 2009

Napisał do mnie pewien pan z pewnej firmy. Poprosił o recenzję książki. Gotów był zapłacić i dowieźć mi książkę osobiście na terenie Warszawy. Jeśli nie ja, dodał, to może koleżanka z bloga Świat: Jak to działa? Ciekawe, dlaczego nie kolega? Bo kobiety bardziej naiwne są i łase na pochlebstwa?

Zapoznawszy się z Pani osiągnięciami ...
Byłaby Pani wręcz wymarzoną recenzentką ...
... publikacji, która powinna szczególnie zainteresować osoby takie jak Pani...

Z osiągnięciami trochę nie trafił, bo są one skromne. Ale że książka mnie zainteresuje - tu akurat trafił w dziesiątkę! Dlatego nie zwlekając zasiadłam do pisania recenzji. Fragmenty książki są dostępne w internecie, oszczędzę więc memu korespondentowi fatygi z dowozem. Z honorarium rezygnuję, boż przecie to dla dobra nauki.

Jak łatwo zgadnąć, nazwisko autora - John Freeslow - jest pseudonimem. Autor jest Polakiem:

...czy jest jakaś uczelnia, która w swej dyspozycji ma takie laboratorium jakie miałem ja? Żyłem w dwóch systemach: w polskiej odmianie radzieckiego socjalizmu i w polskim kapitalizmie, który po nim nastał w 1991 roku.

O czym jest książka:

Fizyka Życia to nauka o zasadach i prawach, które doprowadziły do tego, ze jesteśmy tym kim jesteśmy i zachowujemy się tak jak się zachowujemy.

Z tego bije po oczach, że skojarzenie tematu książki z fizyką jest mylne.

Czy Fizyka Życia jest czymś w rodzaju paranauki, czy też jest to prawdziwa nauka?

Dziedziny wiedzy, podobnie jak ludzie, mają swój wiek dziecięcy, młodzieńczy, dojrzały a czasem i starczy. Fizyka Życia wiek dziecięcy ma już dawno za sobą – jej prapoczątki sięgają szóstego stulecia przed naszą erą. Obecnie wchodzimy w wiek młodzieńczy – jeszcze nie ma wyrafinowanych układów równań matematycznych, ale już możemy formułować prawa uogólnione i dawać stosunkowo dobre wytyczne.

O "fizyce życia" można powiedzieć wiele - ale nie to, że jest fizyką. Nie jest w ogóle nauką przyrodniczą. Autor po prostu spisuje swoje przemyślenia i obserwacje. Zresztą -

Bazuję na obserwacjach nie tylko swoich. Uwzględniam badania naukowe i obserwacje innych osób. W kolejnych rozdziałach okaże się, że w Fizyce Życia doskonale mieszczą się myśli i obserwacje świętych i papieży oraz takich kanalii jak komendant obozu śmierci.

Bełkot znajdzie tu fizyk:

Rozpoczniemy od dualizmu natury rzeczy, którego prapodstawą jest fakt, że “rozsypane we wszechświecie cząstki grupują się”, ale gdzieś w tym Wszechświecie w wyniku tego grupowania pojawiają się strefy, w których oddziaływania grawitacyjne są na tyle małe, że cząstki znajdują się jakby w “stanie zawieszenia”. Stan ten przejawia się tym, że niektóre z nich w dalszym ciągu grupują się lecz są też i takie, które dążą do utrzymania stanu rozsypania. W strefach tych ogromną rolę zaczynają odgrywać oddziaływania inne niż grawitacyjne.

Bełkot znajdzie tu i biolog:

Drugim etapem będzie dokładne omówienie ewolucji biologicznej w oparciu o jej najprostszy model - proces doskonalenia ewolucyjnego. Następnie sformułujemy definicję życia, nieco odmienną od obecnych i odkryjemy mechanizmy samodoskonalenia się obiektów żywych.

Cele książki nakreślone zostały z dużym rozmachem:

Oczywiście będziemy musieli również odpowiedzieć na pytanie jak życie powstało, wyjaśnić zagadnienie śmierci i omówić powstanie organizmów wielokomórkowych.

Po czym, znając już podstawy, przejdziemy do tematów o wiele nam bliższych, czyli współistnienia szczególnych obiektów żywych – nas samych. Dowiemy się za pomocą jakich mechanizmów oddziałujemy na siebie na wzajem i spróbujemy przeanalizować takie zagadnienia jak funkcjonowanie nas samych w społeczeństwie, narodzie, biurze, fabryce i rodzinie.

Autor zapewnia jednak:

Na pewno nie jest to książka “oszołoma”, który pragnie odsłonić „prawdę absolutną”.

Książkę można zakupić w księgarniach internetowych oraz poprzez specjalną stronę internetową.

Co ciekawe, pod koniec października autor próbował kryptoreklamy w Wikipedii. Wikipedyści jednak szybko usunęli to hasło. Pozostało ono jeszcze w pamięci Google, ale ponieważ wkrótce pewnie zniknie, tutaj można obejrzeć kopię.

Nadążność - rozbudowany rodzaj oddziaływania pomiędzy dwoma lub więcej obiektami, które w sposób sobie tylko właściwy dążą do jakiegoś celu[1]. Owo dążenie nie musi być uświadomione, a celu częstokroć nie daje się precyzyjnie zdefiniować. Przykładem nadążności jest pościg rakiety samonaprowadzającej się na cel. Podczas wykładów z teorii stabilności, zagadnienie to było omawiane przez profesora Romana Gutowskiego z Politechniki Warszawskiej. W XXI wieku poruszył je John Freeslow w książce pt. "Fizyka życia".

Fizyka. Nadążność jest jedną z podstawowych relacji zachodzących pomiędzy obiektami materialnymi. Fizycy tradycyjnie wywodzą ją poprzez analogię z grawitacją. Tak jak ciała fizyczne przyciągają się z pewną siłą (proporcjonalną do ich masy i odległości między nimi), tak też obiekty żywe lub sterowane za pomocą układów scalonych oddziałują na siebie, dążąc do określonych celów. Owe cele może być rozmaite; przeważnie jednak stanowią one razem naturalny konflikt interesów, gdyż realizacja celu przez jednego z nich oznacza niezrealizowanie zadania przez drugiego.

Biologia. Wiele oddziaływań spotykanych w przyrodzie okazuje się być zjawiskami o charakterze nadążnym. Celem antylopy uciekającej przed gepardem jest umknięcie drapieżnikowi i w konsekwencji przeżycie. Celem geparda podejmującego pogoń jest dopadnięcie ofiary i pożywienie się.

Socjologia. Pełne działań nadążnych są również rozmaite interakcje społeczne, w których dochodzi między ludźmi do konfliktu interesów. Tu także osiągnięcie celu przez jedną ze stron z reguły wiąże się ze stratą czy porażką drugiej osoby bądź grupy społecznej. Za przykład w tym względzie posłużyć może chociażby spór o przysłowiową miedzę.

Hm, wygląda na to, że moja recenzja zamieniła się w zbiór cytatów. Cytaty zrecenzowały się same. Nie mam nic do dodania.

12:29, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 30 listopada 2009

Onet donosi:

Naukowcy bułgarscy rozmawiają z przedstawicielami cywilizacji pozaziemskich, otrzymali od nich odpowiedzi na kilkadziesiąt pytań, które obecnie odszyfrują, i spodziewają się bezpośrednich kontaktów w najbliższych 10-15 latach - powiedział wicedyrektor Instytutu Badań Kosmicznych Bułgarskiej Akademii Nauk prof. Łaczezar Filipow.

Zdaniem Filipowa istoty pozaziemskie krytykują Ziemian za zbytnią ingerencję w przyrodę, nie rozumieją takich kwestii jak np. sztuczne zapłodnienie. Przyczyną globalnego ocieplenia według nich jest infrastruktura inżynieryjna. Na pytanie, kiedy zakończy się globalny kryzys gospodarczy, kosmici odpowiedzieli: "Koniec broni, jednomyślność".

Profesor zastrzega jednak, że akademia nauk jako instytucja naukowa nie jest zaangażowana w sprawy kontaktów z kosmitami.

O ile dobrze zrozumiałam bułgarski system stopni naukowych, Łaczezar Filipow jest doktorem nauk, a w instytucie zajmuje stanowisko docenta (associate professor). W latach 1988-2005 był wicedyrektorem do spraw naukowych Instytutu Badań Kosmicznych Bułgarskiej Akademii Nauk. Teraz piastuje stanowisko wicedyrektora do spraw współpracy z zagranicą w tymże instytucie. Opublikował 65 artykułów, z czego znaczna część w zeszytach pokonferencyjnych, a zaledwie kilka, w latach 80., w Advances of Space Research, czasopiśmie o mało imponującym impact factorze 0.86.

Dla zainteresowanych stanem bułgarskiej nauki ciekawą będzie lektura raportu o pracy instytutu w latach 2004-2008 w połączeniu z listą publikacji w roku 2008. Najważniejsze osiągnięcia tego instytutu miały miejsce w latach 80., w czasach współpracy nad programem kosmicznym ZSRR. Jednak pozytywnie mnie zaskoczyło istnienie takiego krytycznego raportu w języku angielskim. Wygląda na to, że wstąpienie do Unii Europejskiej spowodowało przynajmniej próby reform.

 


 

P.S. Jak mogłam nie zauważyć!

Pod koniec notki PAP czytamy:

Instytut Badań Kosmicznych pracuje nad aparaturą związaną z napięciem elektrostatycznym na stacji orbitalnej Mir, mającą duże znaczenie dla bezpieczeństwa jej załogi.

Stacja kosmiczna Mir ponad 8 lat temu spaliła się w atmosferze, a resztki spadły do Pacyfiku o nieopodal wysp Fidżi.

Albo Bułgarska Akademia Nauk, albo PAP żyje w przeszłości. Stacja spadła, ale uczeni nadal w pocie czoła pracują nad bezpieczeństwem jej załogi.

10:15, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 06 lipca 2009

Germańska Nowa Medycyna to pomysł pewnego niemieckiego szarlatana, który namawia chorych na raka, by  zaprzestali leczenia. Na pewnym portalu reklamującym to oszustwo w Polsce pojawiła się jakiś czas temu informacja:

Kilka miesięcy temu dotarła do Polski tzw. Totalna Biologia. Fakt ten pozostałby do dzisiaj bez komentarza, gdyby nie opublikowany w 9. numerze magazynu „Wróżka” artykuł, sugerujący, że Totalna Biologia opiera się na odkryciu doktora Hamera. Pragnę podkreślić z całą stanowczością, że tak nie jest!

Czuję się w obowiązku ostrzec czytelników przed tym oszustwem. (...)

Te "nowe kierunki" to między innymi tzw. Meta-Medizin oraz powstała przed laty na zachodzie Totalna Biologia. Dr.Sabbah, jej „twórca”, uczestniczył swego czasu kilkakrotnie w seminariach z doktorem Hamerem, a po latach przeinaczył odkryte przez niego Biologiczne Prawa ...

Straszliwe błędy i herezje konkurentów Nowej Germańskiej Medycyny to między innymi nadużycia semantyczne, takie jak to:

Zamiast nazwy Ognisko Hamera = Hamerscher Herd używają nazwy Ognisko Dirka Hamera, które według nich jest również DHS-em. Co za zasadniczy błąd!

Ale żarty na bok. Wiecie dlaczego zwolennicy NGM tak zwalczają konkurencję? Tym odstępstwem wołającym o pomstę do nieba jest... porzucenie doktryny wymagającej od chorych przerwania chemioterapii:

Osobliwą rzeczą jest również fakt, że Totalna Biologia jest oficjalnie akceptowana przez przedstawicieli medycyny szkolnej... podczas gdy dr Hamer z powodu swojego odkrycia od lat jest zwalczany, ścigany i więziony. Dlaczego w takim razie wolno innym w oparciu o to odkrycie oficjalnie praktykować???

Wszystko jasne. Medycyna nie zabrania uprawiania dodatkowo guseł wokół chorych leczonych na nowotwór.  W wielu przypadkach mogą one chorego nawet podnieść na duchu i pośrednio wpłynąć na jego siły do walki z chorobą. Byle tylko nie przerywać właściwego leczenia!

„...Pacjentowi korzystającemu z jej (przyp. Marie-Ginette Rheault) konsultacji absolutnie nie wolno przerywać leczenia farmakologicznego. Chodzi o to, by podczas kolejnych spotkań on sam odkrył prawdziwą przyczynę swoich dolegliwości. Wtedy wychodzenie z choroby nabiera tempa. Często się zdarza, że pomyślne sesje TB powodują zwiększenie skuteczności chemioterapii, a więc wspomagają tradycyjne leczenie...”

To ostatnie zdanie dyskfalifikuje Totalną Biologię totalnie!

Coś podobnego nie wyjdzie NIGDY z ust doktora Hamera!!!

Takiej oceny nie znajdzie się również w jego tekstach.

Dr Hamer nigdy nie twierdził, że chemioterapia leczy, wręcz przeciwnie!

 

15:32, anuszka_ha3.agh.edu.pl , nonsens dla każdego
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Gwiazdy "dziennikarstwa" "naukowego"
Prawdziwi fizycy
Prawdziwi dziennikarze naukowi
Inne nasze projekty
Nasz rosyjski odpowiednik
Czytają nas
Niekoniecznie nonsensy
O mnie
Polecamy
Polecamy bramkę sms
Tagi
Zmiana statystyk...
We wrześniu 2009:
8165 użytkowników
9536 wizyt
17330 odsłon